Polska wódka – idealny prezent oraz perła eksportu.

 ZP PPS
ZP PPS

Jak co roku stajemy przed dylematem – jaki prezent kupić? Wiele osób ucieszy się, jeśli wśród świątecznych podarunków znajdzie się butelka dobrego alkoholu. Niekoniecznie muszą to być importowane trunki – równie dobrze wyglądają i smakują krajowe wódki z segmentu premium oraz super-premium.

Uważa się, że butelka luksusowego alkoholu to idealny prezent dla mężczyzny. Do tego celu najbardziej nadają się marki z najwyższej półki cenowej (z segmentu premium oraz super-premium). Nad projektami butelek i etykiet alkoholi z tej kategorii pracują całe sztaby specjalistów od designu. Co prawda napoje te kosztują znacznie więcej, niż alkohole z kategorii mainstream, czyli średniej półki cenowej, ale wysoką cenę rekompensuje ich bardzo dobra jakość oraz atrakcyjne opakowanie. Nic więc dziwnego, że często są kupowane jako podarunki. Chętnie sięgają po nie obcokrajowcy, dla których ciekawie wyglądająca i smaczna „vodka from Poland” jest doskonałą pamiątką z naszego kraju.

Powodzenie krajowej wódki wśród turystów jest tym bardziej zrozumiałe, że „Polish Vodka” jest jednym z naszych niewielu produktów rozpoznawalnych na całym świecie. To właśnie z tym napojem jesteśmy, i to pozytywnie, kojarzeni w wielu krajach. Dzięki staraniom producentów polską wódkę można kupić w wielu zakątkach świata. Jak jednak twierdzi Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy, polska wódka nadal nie wykorzystuje swojego całego potencjału eksportowego. Międzynarodowy rynek jest niesamowicie konkurencyjny, a polskie wódki muszą rywalizować o miejsce na sklepowych półkach z produktami z Rosji, Ukrainy, Finlandii czy Szwecji. Dalsze zwiększanie eksportu będzie bardzo trudne bez wsparcia państwa. O tym, jak duże są jeszcze możliwości wzrostu, świadczą liczby. W 2009 r. wyeksportowaliśmy 42 miliony litrów mocnych alkoholi. W tym samym czasie Szwedzi sprzedali ich ponad trzykrotnie więcej.

Leszek Wiwała, prezes ZP PPS
Leszek Wiwała, prezes ZP PPS

Pomimo kilkuletniej tendencji wzrostowej, polscy producenci nadal nie odbudowali pozycji z połowy lat osiemdziesiątych, kiedy to na eksport przeznaczano prawie 80 mln litrów wódek. Szansą na poprawę sytuacji jest rosnące spożycie wódki na całym świecie, a zwłaszcza w krajach takich jak Stany Zjednoczone, Brazylia, Chiny i Indie. Zagraniczna ekspansja jest jednak bardzo kosztowna, co jest sporą przeszkodą dla polskich firm, zmagających się z recesją na polskim rynku mocnych alkoholi. Dlatego producenci apelują o wsparcie rządowe.

Wódka jest rozpoznawalnym symbolem Polski, tak samo jak whisky kojarzona jest ze Szkocją, koniak – z Francją, a sznaps – z Niemcami. Nie mamy zbyt wielu takich „eksportowych perełek”, tym bardziej powinniśmy dbać o jedyną silną markę pochodzącą z naszego kraju – powiedział Leszek Wiwała – W Polsce wytwarza się mnóstwo doskonałej jakości towarów, nie są one jednak kojarzone z naszym krajem. Bardzo często firmy wręcz unikają podawania informacji o Polsce jako o miejscu produkcji. Zupełnie inaczej jest z wódką. Jest ona jednym z niewielu produktów, które na całym świecie są kojarzone z Polską, a firmy wręcz chlubią się tym, że ich wódka została wyprodukowana w naszym kraju. Promując wódkę, możemy jednocześnie promować Polskę, a zwłaszcza jej walory turystyczne.

Prezes ZP PPS wskazuje na Szkocję, jako na przykład doskonałej promocji narodowego alkoholu, dzięki czemu zyskuje cała gospodarka. W zeszłym roku szkockie destylarnie kupiły zboże o wartości 240 mln euro. 10 tys. osób bezpośrednio zawdzięcza swoją pracę whisky, a 35 tys. – pośrednio (np. w turystyce, w znacznej mierze opartej na zwiedzaniu destylarni). Eksport sięga 3 miliardów funtów, a łączna wartość dodana dla szkockiej gospodarki – 3,9 miliarda funtów. To olbrzymie sumy dla kraju liczącego zaledwie 5 milionów mieszkańców. Zwiększenie eksportu to nie tylko zyski samych producentów, ale i dodatkowe dochody dla rolników, gorzelni, producentów opakowań czy etykiet, a także nowe miejsca pracy. Przykład szkockiej whisky pokazuje, jak dużo może zyskać krajowa gospodarka dzięki konsekwentnej i wieloletniej promocji narodowego trunku – podsumowuje Leszek Wiwała.

Pamiętaj, pij odpowiedzialnie!

Na Zdrowie!

(Tekst i zdjęcia – materiały prasowe Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy (ZP PPS).)

Jack Daniel’s Tennessee Whiskey – legendarny amerykański trunek – na Święta dostępny w wyjątkowych opakowaniach.

To już tradycja, że ten legendarny amerykański trunek pojawia się w ekskluzywnych limitowanych opakowaniach przy uroczystych okazjach, wymagających specjalnej oprawy. Specjalnie na Święta na amatorów tego szlachetnego trunku, czekają: butelka Jack Daniel’s Tennessee Whiskey skryta w eleganckiej czarnej puszce lub w kartoniku z dwiema sygnowanymi szklankami oraz puszka zawierająca whiskey oraz dwie szklanki.

JD puszka
JD puszka

Świąteczny zestaw będzie wspaniałym prezentem dla każdego, kto ceni klasyczne wartości dobrej whiskey a jednocześnie lubi niebanalne opakowania.

W okresie świątecznym dostępne są także dwie limitowane edycje specjalne – 1915 Gold Medal Bottle oraz 1954 Gold Medal Bottle. Dostępne o pojemności 1 litr, zapakowane w elegancki kartonik.

1915 Gold Medal JD
1915 Gold Medal JD

Jack Daniel’s od 1866 roku produkowany jest w jednym miejscu, w najstarszej oficjalnie zarejestrowanej destylarni w Stanach Zjednoczonych w Lynchburgu w stanie Tennesse, z najwyższej jakości składników. Swój niepowtarzalny smak i głęboki aromat zawdzięcza wyjątkowemu procesowi filtrowania, który polega na powolnym „sączeniu” się destylatu przez 3 metrowe warstwy węgla z klonowego drewna.

Do świątecznej oferty dołączył także Gentleman Jack. To jedyna na świecie whiskey poddawana procesowi charcoal mellowing dwukrotnie – przed napełnieniem beczki oraz po jej opróżnieniu. Gentleman Jack ma świeży, lekki i intrygujący smak, bez dominujących akcentów. Gentleman Jack to łagodniejsza strona Jack Daniel’s Tennesse Whiskey. Ten wykwintny trunek w kartoniku ze szklankami to doskonały pomysł na prezent.

JD Single Barrel
JD Single Barrel

Koneserzy najlepszych światowych whiskey z pewnością docenią także Jack Daniel’s Single Barrel Tennessee Whiskey, której każda butelka skrywa w sobie destylat pochodzący wyłącznie z jednej beczki, wyselekcjonowanej przez najlepszych degustatorów i jest ręcznie oznaczona numerem beczki oraz datą butelkowania. Na Święta Jack Daniel’s Single Barrel Tennessee Whiskey dostępna w opakowaniu prezentowym z dwiema szklankami.

Pamiętaj, pij odpowiedzialnie!

Na Zdrowie!

(Tekst i zdjęcia – materiały prasowe Brown-Forman Polska.)

Z perspektywy barmana: Pół żartem, pół serio.

Z perspektywy barmana.
Z perspektywy barmana.

W środowisku barmańskim rekordy popularności biją żarty oscylujące wokół tematyki absurdalnych zamówień bądź zachowań gości uczęszczających do lokali, w których mamy okazję pracować. Ludzie często prześcigają się w wymienianiu między sobą zabawnych historii, nierzadko rywalizując na tej płaszczyźnie. Mitologizowanie i przypisywanie sobie niektórych historii z czasem jednak staję się dosyć męczące…

Wielokrotnie powielane żarty możemy usłyszeć w delikatnie zmienionej wersji od dziesięciu osób i każdy z autorów żartu na koniec twierdzi iż to właśnie on jest prawdziwym autorem gagu i bezpośrednim uczestnikiem tego wydarzenia. Kolejny raz słysząc historię, w której to dżolero z zaczesanym do tyłu włosiem, dziesięciu kilogramowym łańcuchem przypominającą obrożę dla niedźwiedzia zamawia dla siebie Red Bulla, a dla swojej świni Malibu z mlekiem, bierze mnie na głęboką refleksję. Samo przypisanie miejsca zdarzenia jest nie lada problemem skoro każdy twierdzi, że to u niego w mieście miało miejsce dane zdarzenie.

Tych historii jest bez liku. Mniemam, że większość z nas, opowieści na temat bez alkoholowego Long Island Iced Tea czy Screwdriver przerabiało już wielokrotnie. Analogicznie do historii o subtelnym gentlemanie. W tym przypadku również mam problem z ustaleniem genezy tego wydarzenia. Kolejna rzecz, która mnie trapi. Nie mam pojęcia dlaczego taką furorę zrobił żart o ‘Modżajto’? Oprócz tego, że również miałoby być dla ‘świni’, to nie mam pojęcia. Ten żart swego czasu bił rekordy popularności na potężnym w swej naturze portalu społecznościowym, co moim zdaniem jest dowodem na kompromitację i już totalną komercjalizację tego koktajlu. Ludzie zamawiając Mojito nie robią tego dlatego, że interesuje ich skomplikowana historia czy właściwości smakowe… Robią to dlatego, że są aktywnymi uczestnikami życia wirtualnego. Poza tym, chcą być ‘trendy’, ‘cool’ … cokolwiek. Trochę kiepsko , że ludzie nie interesują się tym co piją. Oczywiście nasza w tym rola i misja, aby było inaczej.

Te wszystkie historię i żarty, mówią nam jednak coś o naturze pracy za barem. Wydarzenia jakie mają miejsca podczas naszej ciężkiej pracy, są co najmniej… komiczne. Wszyscy doświadczyliśmy kilku takich historii, które moglibyśmy uznać za wydarzenia wręcz epickie. Wymieniając je po kolei można ułożyć całkiem imponującą serie dowcipów. Postaram się podzielić kilkoma śmiesznymi doświadczeniami jakie spotkały mnie podczas dotychczasowej pracy za barem .

Jakiś czas temu, w uroczy sobotni wieczór, piastowałem zacne miejsce przy nalewaku z piwem. Wtem ujrzałem uroczą parkę kierującą się dość niepewnym krokiem w kierunku baru. Serwetki koktajlowe, uroczyste powitanie, rozpoczyna się miła konwersacja. Rekomendując kolejną propozycję , zauważyłem pewną niechęć do negocjacji i proponowanych przeze mnie rzeczy. Goście widocznie mieli już wcześniej ustalone żądania i faworyty co do trunku przy jakim chcieliby się cieszyć panującą w klubie atmosferą. Jak się później okazało chyba nie do końca…

Jacuzzi poprosimy cztery razy! [Tak chyba brzmiał podkreślony przeze mnie wyraz.]

– Hmmm… Czy mógłby pan powtórzyć, ponieważ nie dosłyszałem?

– Jacuzzi cztery razy poprosimy…

Chwila konsternacji… Zgłupiałem totalnie. Zupełnie nie miałem pojęcia, o co tak naprawdę im chodziło. Być może wynika to z mojej niewiedzy. Para zaczęła się niecierpliwić więc byłem zmuszony do działania. Kalkulowałem wszelkie możliwości i nic mi nie przychodziło ale pewna idea wpadła mi do głowy. Misterny i niebezpieczny pomysł, ale odważę się:

-Przepraszam najmocniej Pana, czy chodzi może o Kamikaze?

To było to. Rozlewany na cztery kieliszki, eliksir o niebieskim kolorze był ich życzeniem. Mimo, że starałem się ich uchronić od tego , to jednak byli nieugięci. Z uśmiechem na twarzy i pozytywnym nastawieniem rozpocząłem przygotowywanie Kamikaze. Niebieskiego płynu który zrobił furorę pod koniec XX wieku. Nie posiada może takiej elegancji i stylu jak pierwotna formuła, natomiast jest klasykiem ‘Polskiej Kultury Klubowej’. Wróćmy do historii… Ustawiłem szklanice barmańską w strategicznym punkcie i zacząłem wlewać kolejno wszystkie niezbędne składniki. Na twarzy dżentelmena ujrzałem delikatną niepewność. Po chwili z jego strony padła sugestia, że ten koktajl podaję się w czterech kieliszkach i że on nie życzy sobie dostać tego w szklance…. Hmmm… Aha. Oczywiście zobowiązany byłem wytłumaczyć moim niecierpliwym gościom na czym polega proces przygotowania. Mimo wszystkich przeciwności udało mi się przyrządzić Kamikaze i uzyskać grymas zadowolenie na twarzach degustujących. Misja zakończona sukcesem…

Kolejną historią, która wywołała we mnie zdumienie. Pewnej sobotniej nocy, w jednym z krakowskich barów, w których miałem przyjemność pracować, podeszła do mnie zjawiskowa dziewczyna. Kapitalna figura, delikatne rysy twarzy oraz piękny uśmiech. Kobieta z klasą pomyślałem…

– Dostanę Malibu?

– Jak najbardziej Proszę Panią, gorąco chciałb….

– Nie, nie…Przerwała w połowie mojego zdania. W takim razie poproszę Malibu bez niczego, tylko z mniejszą ilością rumu.

– Jak najbardziej Pro…. [ Głęboka konsternacja]

– Bez niczego i zmniejszą ilością rumuuu? Hhmm…

To zamówienie zbiło mnie totalnie z tropu. Mniej rumu… hmmm… Już zamierzałem wyjąc aparat destylacyjny w celu spełnienia życzenia tej pięknej niewiasty, jednak postanowiłem jej po prostu wytłumaczyć, że jest to najzwyczajniej w świecie niemożliwe. Ewidentnie była zdziwiona.

Te sytuacje są zabawne. Z drugiej strony jednak smuci mnie fakt, że ludzie mają problemy nawet z tak prostymi zamówieniami… że w ogóle chcą jeszcze to pic, to jest dopiero straszne. To wszystko świadczy o wielkości naszej misji.Możemy to potraktować jako motywację do dalszego samokształcenia i rozdziewiczania ludzi z zakresu miksologii. Jednak samokształcenie postawił bym jako priorytet… Do boju…

Tekst: Święty Z Bostonem.

‚BATTLE FOR FLAIR’ – ‚Show Me What Ya Got!’

Battle for Flair
Battle for Flair

‚Przygotujcie się na sztorm!’… Już 19 grudnia w Warszawskim klubie Karmel, znajdującym się na ulicy Kredytowej 6, odbędzie się I edycja ‚Battle For Flair’. 12 zawodników, 12 różnych styli, 12 fanatyków rywalizujących między sobą o tytuł najlepszego z najlepszych. Wydarzenie kulturalno – rozrywkowe zorganizowane z myślą o ludziach pracujących w gastronomii lub w jakiś sposób związanych z tą branżą. W niedzielną noc bar w Karmelu zamieni się w istne pole walki. Tej formuły zawodów jeszcze w naszym kraju nie było. Jesteście gotowi na sporą dawkę emocji?

Show Me What Ya Got!’

Tuż przed zawodami odbędzie się losowanie, w którym to, zawodnicy zostaną połączeni w pary. Stając naprzeciwko siebie w pojedynku 1vs1, w dość krótkim czasie będą zmuszeni do jak najlepszego sprzedania swoich umiejętności i tym samym pokonania swojego rywala. Utrudnieniem dla zawodników będzie to, że swoje numery, ewolucje i wszelkie manewry wykonywane na butelkach, będą zobowiązani wykonywać pod improwizację dj’ów.

Będzię gorąco!

W I rundzie odbędzie się 6 pojedynków… W II już tylko 3… Następnie Wielki Finał… I to wszystko podczas jednej upojnej nocy…

Mimo że formuła zmusza do zaciętej rywalizacji, to konkurs będzie się odbywać w przyjacielskiej atmosferze. Wszystkich zawodników, którzy wystąpią podczas tej nocy łączy jedna ale jakże ważna rzecz. Szczera miłość do flairu!

Po części konkursowej odbędzie się gastroparty. Liczne promocję na barze, oraz niebanalna selekcja muzyczna przygotowana przez dwie czołowe i zarazem kultowe postacie polskiej sceny dj’skiej : Dj Def (W – wa) i Dj Qube (Wrocław), są wystarczającymi argumentami, które przemawiają za tym, że będzie to epicka impreza, która miejmy nadzieję potrwa do samego rana!

Nie pozwólcie, aby takie wydarzenie przeszło Wam koło nosa.

Widzimy się w Karmelu. One Love…

Miejsce: Klub Karmel / Kredytowa 6, Warszawa

Start: 22.00

Dj’s: Dj Def i Dj Qube

Promo: Absolut – 7 zł

Funky Shots – 12 zł

Burn – 8 zł

Heineken 0,5 – 7 zł

Red Diablo Flair Competition – GRANDE FINALE

,,a w krakowie na brackiej pada deszcz
gdy konieczność istnienia trudna jest do zniesienia
w korytarzu i w kuchni pada też
przyklejony do ściany zwijam mokre dywany 
nie od deszczu mokre lecz od łez'' - Grzegorz Turnau - Bracka

Red Diablo Flair Competition
Red Diablo Flair Competition

Współrzędne. 28 listopada, godzina 21.00, a na Brackiej pada śnieg! Warunki klimatyczne świadczą o tym, że zima przebudziła się z głębokiego snu i uderzyła z potworną siłą zasypując białym puchem klimatyczny Kraków, który w takim przebraniu prezentuję się jeszcze piękniej. Oprócz psikusa jaki sprawiła nam pogoda, ostatnia niedziela listopada również z powodu innego bardzo ważnego wydarzenia, na pewno utkwi nam głęboko w pamięci…

Klub Rdza mieszczący się na poetyckiej ulicy Brackiej tej nocy gościł zwycięzców eliminacji konkursu Red Diablo Competition, którzy zmierzyli się ze sobą w wielkim finale. 9 zawodników, 9 różnych styli, 9 emocjonujących występów… Barmańska fiesta!

Marcin Dąbek
Marcin Dąbek

Autorem, pomysłodawcą i zarazem wykonawcą całej tej inicjatywy jest grupa Impresive Flair Bar.Ludzie, którzy poświęcili swoje życie promowaniu sztuki barmańskiej i od wielu lat znajdują się w ścisłej czołówce bartenderów operujących techniką flair w Polsce. Marcin Dąbek, Tomek Mąkosa czy Tomasz Orczyk. Panowie włożyli wiele serca, czasu, wysiłku w wygląd i przebieg Red Diablo Flair Competition. Przy współpracy z klubem Rdza,trzem muszkieterom udało się zorganizować fantastyczne wydarzenie, które miejmy nadzieję na stałe wpiszę się w Polski grafik imprez stricte barmańskich. Nam pozostaję gorąco podziękować i przede wszystkim pogratulować pomysłu, który zapewne stał się inspiracją i motywacją do ciężkiej pracy dla wielu początkujących i profesjonalnych barmanów w naszym kraju.

Piotr Kos
Piotr Kos

Konkurs miał niepowtarzalny klimat. Alternatywna atmosfera panująca podczas konkursu, zgromadziła wielu ludzi żądających niezapomnianych wrażeń i emocji. Nie było powodów do niezadowolenia, gdyż konkurs zarówno od strony organizacyjnej i merytorycznej miał wiele do zaoferowania. Prowadzącym był rzecz jasna Marcin Dąbek, który dbał o to, żeby emocje nie opadły choćby na sekundę. Zawodnicy prezentowali umiejętności zarówno w stylu Working Flair, jak i Exhibition. Za zadanie mieli przygotować podwójnie kultowy shooters – Red Diablo, który przyrządzany jest na bazie spirytusu, syropu truskawkowego i Red Bulla. Zwycięzcą I Edycji Red Diablo Flair Competition został Maciej Szymański reprezentujący Międzynarodową Szkołę Barmanów i Sommelierów w Warszawie. Zaprezentował on najbardziej oryginalny i dojrzały styl, wykonując skomplikowane ewolucje, które wywoływały gromkie brawa i okrzyki zachwytu ze strony rozpalonej publiczności. Drugie miejsce przypadło Arkowi Kunie z Flair Factory. Mimo swojego wieku, prezentował się on bardzo dojrzale i zdecydowanie zasłużył na tak wysokie miejsce na podium. Tuż za panami uplasował się Piotr Kos z Flair Brothers, który to dał pokaz swoich umiejętności i trzeba powiedzieć, że jak najbardziej należało mu się wyróżnienie w postaci 3 miejsca.

Arkadiusz Kuna
Arkadiusz Kuna

Tuż po konkursie mieliśmy okazję do krótkiej rozmowy z Maciejem Szymańskim, który emanował ogromnym szczęściem.

Maciej Szymański
Maciej Szymański

Alkoteka: Maćku, wiekopomna chwila za nami. Zwycięstwo w finale I Edycji Red Diablo Flair Competition przypadło Tobie. Jak się czujesz z tą świadomością?

Maciek Szymański: No cóż. Podejrzewam, że jestem teraz najszczęśliwszą osobą w tym kraju. Rywalizacja była naprawdę wyrównana, konkurs stał na wysokim poziomie więc tym bardziej jestem z siebie zadowolony. Jak widać godziny spędzone na sali zaprocentowały.Jestem zbudowany tym, jak mam okazję brać udział w takim konkursie, gdzie promuję się barmaństwo i ludzi tworzących świat gastronomii.Dzięki takim osobom jak Marcin Dąbek i cały Impresive Flair Bar mamy okazję łamać stereotypy panujące w naszym kraju na temat barmana.

A:Jeżeli mógłbyś przybliżyć młodym ludziom, którzy zapragnęli kiedyś znaleźć się na twoim miejscu, jak wygląda styl życia barmana zajmującego się flairem?

M.SZ: Przede wszystkim potrzeba wiele samozaparcia, motywacji i cierpliwości. O to chodzi, że jeżeli pracujemy za barem, czasem jest ciężko wygospodarować czas na to, żeby dodatkowo spędzić kilka godzin na sali szkoląc swoje umiejętności. Jednak jeżeli na czymś bardzo nam zależy, to wszystko inne staję się dużo mniejszym problemem niż mogłoby nam się wydawać. Pasja… Według mnie najlepszy z możliwych środków do osiągnięcia sukcesu.

Maciej Szymański
Maciej Szymański

A: Macieju, jesteś najlepszym przykładem człowieka, który barmaństwo traktuję jako styl życia, a nie zajęcie mające pomóc w ukończeniu np. studiów. Miałeś okazję pracować w topowych cocktail barach w Warszawie, z kultowymi postaciami tej sceny. Prowadzisz kursy flair i z klasyki w MSBiS w Warszawie. Długo moglibyśmy wymieniać inicjatywy, w których uczestniczysz.Jak znajdujesz na to wszystko czas?

M.Sz: Mój pierwszy z managerów, z jakim miałem przyjemność pracować, powiedział mi słowa, które w jakiś sposób ukształtowały moją drogę. ”Maciek, w pierwszej kolejności zajmij się opanowaniem tajników pracy na barze i skup się na miksologii. Następnie zabierz się za rzucanie”. Tak więc postąpiłem. Czytałem książki, rozmawiałem z bardziej doświadczonymi ludźmi. Dalej to rzecz jasna robię. Natomiast flair zdominował dopiero później moje życie. Dzięki temu, że mój rozwój miał swoje etapy i miałem okazję skosztować wszystkich dziedzin barmaństwa, teraz jest mi dużo łatwiej angażować się w wiele projektów. No i rzecz jasna pasja. Bez niej na pewno nie miałbym w sobie pokory, chęci do nauki, no i oczywiście czasu na to aby tak się zaangażować w to co robię…

A: Jaki jest według ciebie model idealnego barmana i jak on przekłada się na nasz kraj?

M.SZ: Wchodząc do baru widzimy barmana, który efektownie operuję butelkami. Okej. Nie szufladkujmy go od razu jako super kolesia, który zna się na swoim fachu. Bardzo często jest tak, że topowi flairtenderzy na świecie nigdy nie pracowali za barem. Więc podejdźmy do tego z dystansem. Fajnie rzuca, ale oczekujmy zdecydowanie więcej. Oczekujmy tego, że zaskoczy nas stworzoną przez siebie kompozycją, zainteresuje nas historią koktajlu, który nam serwuję. Barman, który będzie nas w stanie zainteresować miksologią molekularną czy też innymi rzeczami ściśle związanymi z naszym zawodem.Głównym problemem naszego kraju jest to, że barmaństwo jest postrzegane jako fajna praca na studia czy po porostu dorywcze zajęcie, a nie jako ścieżka kariery. Jednak wszystko zmierza ku lepszemu i mam nadzieje, że dzięki naszej ciężkiej pracy, sytuacja się zmieni.

Jeden z członków jury, Maciej Chojara reprezentujący Flair Factory specjalnie dla nas skomentował to inspirujące wydarzenie: ,,Rok 2010 może być przełomowy dla polskiego barmaństwa. Miało miejsce kilka wydarzeń, które dobrze rokują nam na przyszłość. Wymieniając je po kolei, to rzecz jasna fenomenalne Warsaw Flair Challenge zorganizowane z inicjatywy Tomka Małka i Marka Posłusznego. Bar Sympozjum Tomka Roehr, które pchnęło nas ku rozwojowi. Jak najbardziej Red Diablo Flair Competition, które daje pole do popisu młodym, perspektywicznym zawodnikom. Jak widać mają się czym pochwalić i systematycznie gonią czołówkę. Przed nami jeszcze finał Independent Flair League, które na pewno też przysporzyć mnóstwo emocji. Cóż mogę powiedzieć…Happy Days!

Dj Omg
Dj Omg

Po konkursie odbyło się after – party, które trwało do… bardzo późnej godziny. Za konsoletą stał Dj Omg, który serwował utwory muzyczne z gatunku Sexy House i Electro. Przez całą noc, na dwóch barach, które znajdują się w klubie Rdza, obowiązywały atrakcyjne promocję. Wierzcie nam, że argumentów do świetnej zabawy było wiele…

O Red Diablo Flair Competition udało nam się porozmawiać z Marcinem Dąbkiem czyli głównym sprawcą tego wydarzenia. Człowiek, który od wielu lat jest jedną z kluczowych postaci światka gastronomicznego. Marcin poświęcił swoje życie pasji i systematycznie stara się zarażać ją innych, biorąc udział w wielu inicjatywach. On i inni członkowie grupy Impressive Flair Bar od wielu lat są w ścisłej czołówce pasjonatów trudniących się w sztuce jaką jest flair. Dobra dusza Polskiego barmaństwa… Marcin Dąbek. Gorąco zapraszamy…

Marcin Dąbek
Marcin Dąbek

Alkoteka: Marcinie wielki finał Red Diablo Flair Competition. Z naszej perspektywy ogromny sukces Marcina Dąbka, całej grupy Impressive Flair Bar, klubu Rdza i przede wszystkim naszej sceny barmańskiej…

Marcin Dąbek: Red Diablo to zawody zorganizowane dla młodych barmanów. W żadnym stopniu nie mogę użyć tutaj słowa początkujących. Limit wiekowy był określony. Wiele nowych twarzy się pojawiło. Świetni ludzie z Poznania, świetni ludzie z Sopotu, jak zawsze silna Warszawa. Ludzie z Krakowa, którym staramy się pokazać odpowiednią drogę. Trzy edycje eliminacyjne, czwarta finałowa – creme de la creme jeżeli chodzi o te zawody. Publiczność dopisała i jeżeli mam być szczery, to uwielbiam organizować zawody w Krakowie. Mają undergroundowy charakter i świadomość naszych gości, publiczności na tyle urosła, że przychodzą nie po to aby się tylko pobawić, ale chcą zobaczyć show i tak właśnie było w niedzielę 28 listopada.

A: Marcinie wszyscy jesteśmy bardzo wdzięczni za tą inicjatywę i szczerze mamy gorącą nadzieje i wierzymy, że to jeszcze nie koniec…

M.D.: Moje marzenie? Chciałbym móc powiedzieć w tym miejscu, że tak… to nie jest koniec. Wszystko jednak zweryfikuję czas, sponsorzy etc. Chciałbym aby ten konkurs szedł swoim torem. Sezon, sezon, sezon… kolejny sezon Red Diablo. Zasady wciąż te same, aczkolwiek zawody skierowane do wszystkich barmanów z całej Polski i nie tylko. Do tego potrzebne są niestety większe pieniądze, które mam nadzieję uda mi się wynegocjować.

A: Wszyscy w takim razie mocno trzymamy kciuki za Marcina Dąbka i jego projekt pod tytułem Red Diablo. Ci co nie byli niech gorąco żałują ponieważ było na co popatrzeć. Odchodząc trochę od konkursowej tematyki jak ustosunkujesz się do stwierdzenia, że barman trudniący się w dziedzinie flairu nie jest w stanie przy tym być dobrym miksologiem….

M.D.: Często słyszę opinie, że te dwie rzeczy się wykluczają… Irytują mnie takie stwierdzenia. Ja sam najpierw przez 7 lat byłem głównie skupiony na miksologii i jej tajnikach. Zdobywałem kolejno stopnie wtajemniczenia i szczerze powiedziawszy ugryzłem kawałek sporej wiedzy. Teraz troszkę inaczej to wygląda. Młodzież ma duże możliwości, zdobywa wiedzę i umiejętności manualne bardzo szybko. Doba internetu… Jeżeli barmani używają working flair, są to zazwyczaj proste połączenia na zasadzie jakikolwiek alkohol i wypełnienie. Jeżeli chodzi o bardziej skomplikowane modyfikacje, to podejrzewam, że raczej taka osoba nie może sobie pozwolić na nie wiadomo jakie ewolucję i świrowanie. Po prostu skupi się na danym koktajlu aby podać go w jak najlepszej jakości i w jak najlepszy sposób. Flair nie wyklucza szybkiego przygotowania koktajlu jak to niektórzy twierdzą…

A: Jak najbardziej się z Tobą zgadzam, gdyż tak naprawdę samo podanie koktajlu jest bardzo ważnym elementem flairu… Spójrzmy chociażby na Speed Flair. Nawiązując natomiast do twojej wypowiedzi na temat skomplikowanych kompozycji, trudno żeby barman przygotowując bardziej złożony koktajl jechał swoją rutynę przed gościem…

M.D.: Dokładnie! Niektórzy nie są tego świadomi. Przygotowuję koktajl, prosty przerzut nie kosztuję więcej czasu niż zabranie z ręki do ręki i odkręcenie tego felernego korka. I powtórzę się, przy skomplikowanych kompozycjach nie będę się bawił. Skupię się na dopieszczeniu każdego elementu.Tak aby koktajl równie dobrze smakował jak wygląda.

Marcin Dąbek
Marcin Dąbek

A: Chciałbym porozmawiać z Tobą według mnie o największym problemie jaki ma miejsce w naszym rodzimym barmaństwie. Chodzi o to, że nasz zawód jest wciąż postrzegany jako fajna praca dorywcza pomagająca ukończyć studia, a nie jako ścieżka kariery. Większości ludzi, którzy piastują miejsce za barem brak pasji i motywacji do tego, żeby dobrze i z uśmiechem na ustach wykonywać swoją pracę…

M. D.: Rzeczywiście tych ludzi nowych za barami pojawia się dużo w momencie kiedy zaczyna się rok akademicki i nagle o! Wpadam na pomysł żeby stanąć za barem. Dorabiam sobie na studia, jednak często okazuję się że wykształcenie nic nie daję, co jest bardzo przykre w naszym kraju. Idę na staż i dalej pragnę rozwijać się w tym kierunku, jednak okazuję się, że wybrana przez nas nisza nie daję nam tyle profitów, aby się przynajmniej utrzymać. Dlatego nasza w tym rola, aby co ambitniejszego cukiereczka przejmować i kształtować go, uświadamiać, że stojąc za barem można bardzo fajnie ułożyć sobie życie. Często to powtarzam w różnych rozmowach, wywiadach i nawet na mojej stronie można wyczytać taką sentencje, która brzmi: ‚Łączyć przyjemne z pożytecznym’.

A: Dlatego trzeba mieć w sobie dużo pasji, pokory i chęci do nauki. No i najważniejsza rzecz w naszej profesji czyli miłość, którą musimy się dzielić z naszymi gośćmi…

M.D.: Miłość! Miłość jest najważniejsza:)

A: Marcinie… plany na przyszłość?

M.D: Przede wszystkim chciałbym kontynuować Red Diablo. Nie wiem czy pod tą samą nazwą. Natomiast moim celem jest stworzenie czegoś na wzór Roadhouse. Sworzyc konkurs otwarty. Zamknąć to w 4 konkursach eliminacyjnych i piątym finałowym, no ale tu właśnie chodzi o budżet.

To jeden z nich, a kolejne projekty gdzieś tam się rodzą, inne dojrzewają. Bieżący rok był ciężki, więc chciałbym dotrwać spokojnie do jego końca i zobaczymy…

A: Marcinie bardzo Ci dziękuje za wywiad i jeżeli mógłbyś się podzielić jakąś wybraną sentencją z naszymi czytelnikami.

M: Również dziękuję i było mi bardzo miło. Zacytuję jedno zdanie, które wdrażam naszym kursantom na szkoleniach w Międzynarodowej Szkole Barmanów i Sommelierów, której jestem dyrektorem w Krakowie: ‚ Uśmiech, patrzenie przed siebie, podnoszenie sprzedaży!”

Cóż można rzec. Podróż do Krakowa niestety się już zakończyła i zostaną fantastyczne wspomnienia. Nie ma co puentować. Wspomożemy się słowami Macka Chojary: Happy Days!!!

Pamiętajcie, pijcie odpowiedzialnie!

(Tekst: A.G., Zdjęcia: Jakub „MrQ” Gil)

Alkoteka w Paparazzi z Martini.

Alkoteka.pl oraz Paparazzi zapraszają wieczór z cyklu Alkoteka w Paparazzi.

Ten wieczór poświęcony będzie kultowej marce Martini.

Gościem specjalnym będzie Vito Casseti, który wprowadzi gości w świat Martini.

 

Alkoteka w Paparazzi
Alkoteka w Paparazzi

Czekają na Was oryginalne koktajle, specjalnie skomponowane menu, wiele atrakcji oraz nagrody w loterii wizytówkowej.

Dla każdego z gości przygotowaliśmy upominki.

Rozpoczynamy o 19:00

Wtorek 14 grudnia 2010

Rezerwacje: warszawa@paparazzi.com.pl lub 22 828 42 19

Pamiętajcie, pijcie odpowiedzialnie!

Rozmowa z Łukaszem Iwanem – ‚Rozmowa Służy Smakowi’

Łukasz Iwan
Łukasz Iwan

ALKOTEKA:Z nami jest Łukasz Iwan. Kultowa postać warszawskiej gastronomii. Barman, który swoją profesję stawia na poziomie sztuki. Pracowałeś w topowych miejscach tego miasta systematycznie powiększając swoje doświadczenie. Wymieniając kilka z nich to: Sense, Rondo Royal, Ro -Ro, Confashion… Aktualnie The Pictures… Chciałbym porozmawiać z Tobą o ostatniej pozycji na mojej liście. Lokal znajdujący się na ul. Chmielnej wydaję się być idealnym miejscem do szerzenia kultury pica koktajli. Punkt jest wprost idealny do tego. Jaki styl i charakter cocktail baru kreujesz w tym miejscu?

Łukasz Iwan: Opieram się na nowoczesności. Klasyka stanowi tło. Podstawą jest moja część autorska, która charakteryzuję się zamiłowaniem do świeżych owoców jak zarówno do przecierów czy musów. Warzywa, orientalne przyprawy etc… po prostu uwielbiam bawić się smakiem. Kreując kartę koktajli czy klimat baru otrzymałem wolną rękę. Kuchnia jest jedynie dodatkiem więc bar musiał być centralnym punktem programu….

A: To co moim zdaniem jest godne uwagi, to ciepło jakie spotykamy w The Pictures. Ludzie wybierając się w sobotni wieczór na przysłowiowy aperitiff, oczekują tego, że przekraczając próg danego lokalu spotkają się z szerokim uśmiechem ze strony barmana/ki czy kelnera/ki.

Ł.I.: To jest podstawa, która jest w Polsce rzadko widoczna. To jest podstawa biznesu gastronomicznego w Europie i na świecie. Wchodzisz do lokalu i wita cię uśmiech, uprzejmość i przyjacielska, wręcz rodzinna atmosfera. Nie twierdzę, że nigdzie nie możemy tego spotkać, ale mimo wszystko jest za mało lokali, które to oferują. Wynika to również z karygodnego podejścia niektórych właścicieli do swojego personelu. Tworząc atmosferę terroru nie można oczekiwać od barmana czy któregokolwiek pracownika, że będzie emanował optymizmem…

Łukasz Iwan
Łukasz Iwan

A: Rodzinna atmosfera, dobra selekcja muzyczna, klimatyczny wystrój i koktajle…

Ł.I.: Dokładnie… Fajne jest to, że ten lokal daję możliwość do pica koktajli. Miejsce spotkań, rozmów, muzyka jest w tle, przyjemna atmosfera i to właśnie daję możliwość aby te koktajle sprzedawać. W klubach nigdy nie będzie się sprzedawać skomplikowanych kompozycji, gdyż w tym przypadku chodzi o masowe zejście alkoholu. Szybko i dużo. Tempo jest bardzo szybkie i nie ma sposobności żeby delektować się koktajlem. Właśnie takie miejsca jak Pictures, Paparazzi, Sense etc., są lokalami, w których możesz się zatrzymać, porozmawiać i delektować się przy tym koktajlem. Rozmowa służy smakowi, smak służy rozmowie…

A: Jaki procent stanowią goście, którzy trafiają do Was przez przypadek, a jaki procent stanowią Wasi stali goście?

Ł.I.: W czwartki, piątki i soboty jestem skłonny powiedzieć, że stosunek jest 50:50… Mimo wszystko i tak przychodzi do nas dużo ludzi z ulicy. Ale raczej od niedzieli do środy. Fajne jest to, że przychodzą do nas goście, którzy spędzają swój wolny czas poszukując nowych smaków. Chodzą do cocktail barów i po rozmowie z nimi, jesteśmy w stanie wyczuć, że duże wymagania wobec tego co piją. O czym to świadczy? Świadczy o tym, że ludzie w Warszawie i nie tylko zapewne, coraz bardziej otwierają się na koktajle. Mimo że i tak jest tych ludzi mało, to i tak wydaję mi się, że sytuacja jest lepsza niż kilka lat temu…

A:Ten delikatny progres zawdzięczamy właśnie takim ludziom jak Ty i innym barmanom, którzy czują na sobie brzemię misji. Chcą uświadamiać ludzi i dzielić się swoją pasją. Zapewne postęp byłby dużo większy jeżeli pracowali by tylko barmani z wyboru, a nie kołki stojące jak mimy, jednym palcem grzebiąc w nosie, a drugim polewając wódkę, bo nic innego nie jest w stanie zarekomendować. Wizerunek barmana w naszym kraju kuleję przez ‚fachowców’, którzy dorywczo sobie dorabiają i jest im wszystko jedno co piją jego ‚ klienci’ (przecież nie goście). Ważne żeby zapłacili i może ktoś od czasu do czasu się zlituję i zostawi mu napiwek…

Ł.I.: No tak… Wynika to z tego, że barman w Polsce nie jest zawodem. No w sumie jest, ale w wąskim kręgu skupionym wokół Stowarzyszenia Polskich Barmanów, które według mnie hamuję rozwój barmaństwa w Polsce, czyli ludzi pracujących głównie w hotelach. Te pieniądze, które zarabia się w klubach, barach etc., są atrakcyjne dla studentów. Człowiek, który angażuję się całym sobą w to co robi, robi to z pasją i kocha swój fach, oczekuję mimo wszystko, że zostanie wynagrodzony za swoją pracę odpowiednim profitem. W naszym kraju, jeszcze długo nie będziemy zarabiać należytych pieniędzy na tym co robimy. Uważam, że mimo wszystko powinno być inaczej. Miksolodzy wylewając siódme poty nad stworzeniem kompozycji, notabene kreując ją od podstaw, którą potem będą się zachwycać ludzie. Pierwszego dnia miesiąca za swoją ciężką pracę, biorą pensję taką jaką zarabiają barmani w ciągu jednej nocy w modnym klubie w centrum Warszawy. To nie jest w porządku. Takie jest moje zdanie…

Łukasz Iwan
Łukasz Iwan

A: Okej… Zejdźmy z tego tematu. Jakie jest twoje stanowisko wobec miksologii molekularnej? Widzisz się w tym?

Ł.I.: Nie widzę siebie w tym. Dla mnie jest to ciekawostka, coś egzotycznego. Moim zdaniem nie zagnieździ się to w naszej kulturze. Może być to spowodowane kosztami jakie trzeba ponieść zajmując się tym. Jest to jeszcze zbyt mało powszechne, mimo że w środowisku jest obecne już od paru lat. Szanuję natomiast tych ludzi, którzy się tym trudnią ponieważ potrzeba do tego ogromnej wiedzy i kreatywności np. po to aby prowadzić bar o takim profilu. Mentalność naszego społeczeństwa ma tutaj również bardzo duży udział… Wszystko bardzo wolno się przyjmuję… Obym się mylił…

A: Flair?

Ł.I.: Podoba mi się jako punkt kulminacyjny jakiegoś wydarzenia, eventu. Jeżeli chodzi o użytkowanie flairu w barach? Nie do końca mi to pasuję. Delikatny working flair jak najbardziej, ale bez przesady. Jestem pełen podziwu dla wszystkich chłopaków, którzy się tym zajmują. Jest to bardzo ciężka praca i trzeba się temu poświecić, ale jestem przedstawicielem innego nurtu. Inna sprawa, że tak naprawdę w tych czasach jest to złoty środek do promocji barmaństwa w naszym kraju, gdyż jest to zwyczajnie widowiskowe…

A: Łukasz swoją karierę za barem zaczynałeś od podstaw. Systematycznie wspinałeś się do góry. Byłeś barmanem, szefem baru, managerem baru, managerem etc. Jaki jest twój punkt docelowy? Plany, perspektywy?

Ł.I.: No tak. Przymierzam się do otwarcia własnego lokalu. Jestem na etapie poszukiwania dogodnego miejsca. Chcę otworzyć klasyczny cocktail bar. Skupiłbym się na klasyce lecz na pewno nie odejdę do końca od swoich nowatorskich koncepcji. Chociaż jedną gamę poświecę na autorskie pomysły. Żadnej kuchni, jedynie może finger foody, przyjemne zakąski. Marzy mi się niepowtarzalny klimat wywodzący się z amerykańskiej kultury barowej połączony z nowinkami technicznymi XXI wieku. Bloki lodowe, unikatowe szkło, kamienny lód…

A: Przepraszam, że Ci przerwę natomiast wyobrażam sobie zdziwienie gościa, który zamawia powiedzmy -‚whisky on the rocks’ i faktycznie w szklance pojawia się kamień…

Ł.I.: (Śmiech)… Chciałbym żeby lokal nie tylko przyciągał ludzi samą postacią cocktail baru. Pójdę o krok dalej. Zamierzam sprowadzać alkohole, które są słabo lub w ogóle niedostępne w Polsce. Marzy mi się bogata paleta możliwości. Bardzo szeroki bar. 30 miejsc siedzących przy barze…

A: W takim razie gorąco trzymam za Ciebie kciuki i z niecierpliwieniem czekam aż na mapie Warszawy pojawi się cocktail bar, którego właścicielem jest Łukasz Iwan. Ulubiony alkohol, ukochany koktajl?

Ł.I.: Alkohol – whisky, koktajl – whisky sour.

A: Jeżeli miałbyś urodzić się w innym kraju i robić to czym się zajmujesz?

Ł.I.: Zdecydowanie Londyn. Byłoby to wygodne ponieważ tam kultura barmańska stoi na bardzo wysokim poziomie, a tutaj musimy budować wszystko od podstaw. Chociaż miało miejsce kilka wydarzeń w tym roku, które napawają optymizmem. Bar Symposium przede wszystkim. Bardzo się cieszę, że to się wydarzyło. Wiele niesamowitych ludzi pojawiło się na tym wydarzeniu. Dzięki Tomkowi Roehr nabraliśmy sporej dawki motywacji i wiary w to co robimy. Bardzo fajne wydarzenie.

A: Łukaszu bardzo dziękuję za tą rozmowę i życzę powodzenia w kontynuowaniu barmańskiej misji. One love.

Ł.I.: Wielkie dzięki:)

Niestety od momentu udzielenia nam wywiadu Łukasz rozwiązał pracę z lokalem the Pictures

Pamiętajcie, pijcie odpowiedzialnie!

(Wywiad przeprowadzony przez A.G. Zdjęcia: Piotr Dąbrowski aka Hubba Bubba.)