Z perspektywy barmana: Raj dla stereotypów.

Święty z Bostonem.
Święty z Bostonem.

He looked at the barman.

„A dry martini, ” he said. „One. In a deep champagne goblet.”

„Oui monsieur.”

„Just a moment. Three measures of Gordon’s, one vodka, half a measure of Kina Lillet. Shake it very well until it’s ice-cold, then add a large thin slice of lemon peel. Got it?”

„Certianly, monsieur.” The barman seemed pleased with the idea.

– Ian Fleming, Casino Royale (1953)

Wszystko jestem w stanie znieść… Naprawdę wiele. Nieudolnie sprawujący władzę rząd, Polskie Koleje Państwowe [choć z bardzo ciężkim bólem], to że legalny był handel dopalaczami, którymi cieszyły się nawet dzieciaki rozpoczynające gimnazjum. To, że marihuanę dalej piętnuję się jako źródło wszelkiego zła i zamyka ludzi w więzieniu notabene ”porządnych obywateli” za palenie niewinnego jointa mimo że szkodliwość ganji jest mniejsza od chociażby nikotyny. Jestem w stanie nawet zrozumieć, że wycofano z polskiego przemysłu spożywczego masło orzechowe ‚SNICKERS’ [Och ambrozjo! Tęsknię za Tobą i wciąż mam Cię w swojej pamięci]. Jestem w stanie wiele zrozumieć… Jednego jednak nie potrafię zaakceptować …

Nic nie wprowadza mnie w takie zażenowanie i smutek jak to, że żyję w kraju, który żywi się stereotypami…

‚Czego nie lubię jest – nie dobre; Czego nie rozumiem jest – głupie’

Uroczy, zimowy, czwartkowy wieczór. Biały puch spadający z nieba prezentuję się wyjątkowo pięknie przy akompaniamencie latarni klimatycznie oświetlających ulice. No sceneria iście poetycka lecz nie ona jest teraz najważniejsza. Przechadzając się po centrum wchodzę do pierwszego lokalu, w którym nie miałem przyjemności jeszcze smakować tego, co oferuję. Rozsiadam się wygodnie… Korzystam z niesamowitego przywileju zapalenia papierosa przy barze, tak więc wyjmuję świeżą paczkę nikotyny i zapalniczkę benzynową, którą otrzymałem od szalonego przedstawiciela pewnej firmy tytoniowej. Wielkie dzięki… służy wiernie. Serwetka koktajlowa aka napkin ląduję dynamicznie przede mną. Jest i on. Barman serdecznie wita mnie szerokim uśmiechem na co reaguję również pokaźnym bananem. Klimatyczna hiszpańska muzyka wydobywa się z głośników… No całkiem bosko. Trafiłem w idealne miejsce jak się okazuję. Nie ma innego wyboru. Manhattan poproszę! Podziwiam i analizuję styl barmana i już po chwili ląduję przede mną upragniony koktajl. Ołłłłł… Pierwszy łyk uderza we mnie potężną dawką wymarzonego smaku. Drugi łyk, to już słodka droga do zatracenia. Delektując się trunkiem wyczuwam jednak dziwny dyskomfort. Coś jest nie tak… Coś nie gra. Niezręcznie… Manhattan cudowny ale nie o to chodzi. Tak jakby coś na mnie ciążyło, niewygodnie spoczywało…

Rozglądam się po pomieszczeniu i jak się okazuję zostałem osaczony wzrokiem kilku samców biesiadujących całkiem nieopodal. Doszedłem do wniosku że, tak potężne poruszenie wśród nich wzbudziło szkło typu ‚Martini’, z którego sączyłem powoli koktajl … Sprawnie wymieniali między sobą szydercze komentarze co i rusz stukając się kuflami wypełnionymi piwem i co jakiś czas wychylając kieliszek wódki. Na ich twarzach ewidentnie malowało się zażenowanie związane z moją osobą. Powoli zacząłem się modlić aby sytuacja nie zakończyła się tak samo, jak to miało miejsce w kultowym numerze Fisza – ‚Czerwona Sukienka’ z płyty ‚Polepione Dźwięki’. Jednakże nie siedziała przy mnie żadna piękna niewiasta, o którą panowie mogliby być zazdrośni więc szybko wykluczyłem tą ewentualność. Chwilowa medytacja pozwala mi na wyłapanie kilku epitetów, których używali agresywni mężczyźni….’Ty patrz co on piję. Pudelek od siedmiu boleści’; ‚ E tam stary pewnie pedał…’… Achhh…No to słodko… Miałem dwa wyjścia zostać i dalej cieszyć się swoim koktajlem lub zapłacić rachunek i wyjść. Postanowiłem dalej kontemplować cudowną atmosferę teatru marzeń przy którym wygodnie siedziałem popijałem Manhattan…. Chromolę ich…

Sięgając pamięcią do kilku sytuacji, które systematycznie spotykają mnie w pracy za barem jestem zmuszony stwierdzić, że głównym problemem, który blokuję progres kulturowy w Polsce jest stereotypowe myślenie, które każdy Polak ma zakodowane w swojej mentalności. Na pewno wpływ na to ma również burzliwa historia naszego kraju, a szczególnie wiek XX. Wracając do tematyki barowej, kilkukrotnie moja męska część gości zamawiając dany koktajl życzyła sobie o podanie trunku w ‚bardziej męskiej szklance’…

Szkło typu Martini, Hurricane, Sling etc., budzą dziwną obawę wśród mężczyzn, którzy na każdym kroku lubią podkreślać swą potężną naturę i starają się unikać krytyki płynącej z otoczenia, która choć trochę mogłaby zaburzyć ich wizerunek, który to skrupulatnie pielęgnują. ”Piję tylko co jest trendy i dostosowuję się do otoczenia.” A, że niestety wciąż trendy jest wódka z energetykiem, to w sumie kiepsko. Smutna prawda wynikająca z niewiedzy naszych konsumentów. Drodzy Panowie! Jesteście w ciężkim błędzie! Najlepszym dowodem na to jest choćby bohater kultowej powieści Iana Fleminga, Agent 007 vel James Bond, którego ulubionym koktajlem jest Vesper Martini i wcale nie prosił o podanie go w innym szkle! Śmigał ze swoim szkłem koktajlowym przy tym rozpracowując kolejny spisek, który mógł prowadzić do unicestwienia świata i do tego jeszcze był w stanie uwodzić stado spragnionych mocnych wrażeń pięknych kobiet. Jako 100% mężczyzna jest osobnikiem wrażliwym na piękno, sztukę, bogactwo smaku, aromatu i wszystko co go otacza. Niewrażliwy natomiast jest na stereotypy, gdyż to bzdura! Jestem w stanie postawić dużą kwotę pieniędzy, że co drugi facet, który przymierzyłby się do Manhattanu, Martini, Rob Roya etc., mógłby się gorąco zdziwić, że to jednak nie jest soczek z gumi jagód i jak się okazało zawartość tego iście ‚gejowskiego kieliszka’ nie koniecznie jest przeznaczona tylko i wyłącznie dla homoseksualistów….

Misja współczesnego barmana w Polsce, to walka ze stereotypami. W momencie kiedy uda się nam zwalczyć tą przypadłość, to będziemy mogli się skupić na podnoszeniu i pchaniu do przodu kultury picia koktajli…

Każdego dnia musimy udowadniać, że nasz wizerunek znacznie odbiega od powszechnego stereotypu powszechnego w eterze. Każdego dnia tłumaczymy naszym gościom od czego jest zależna ilość lodu, perswadując, że teoria, w której to barmani zarabiają na jego ilości nie jest koniecznie słuszna, trafna i taktowna. Każdego dnia zmagamy się z dziwnymi teoriami na temat męskości i kobiecości niektórych rodzajów szkła. Każdego dnia unikamy szufladkowania koktajli na męskie, kobiece, gejowskie etc. Każdego dnia walczymy o to, aby nasi goście chcieli do nas wracać nie czując obawy, że za barem stoi koleszka co ich oskubię do ostatniego grosza, tylko zrobi wszystko aby ten dzień, wieczór, noc był wyjątkowy pod każdym względem. Każdego dnia uświadamiamy ludzi o artyzmie naszej profesji i przeogromnym pięknie jakie kryją za sobą koktajle… Każdego dnia…. – możecie sobie dopisać, co tylko chcecie…

Tekst: Święty Z Bostonem.

3 thoughts on “Z perspektywy barmana: Raj dla stereotypów.

  1. co jak co, ale niektóre drinki są chyba robione dla kobiet, a niektóre dla mężczyzn. np. taki cosmopolitan😀

    Lubię

  2. rzuciłbyś zdziwionym okiem na faceta zamawiającego cosmo? :] bardzo fajny felieton, znalazłoby się pewnie i troszkę więcej niesprawiedliwych stereotypów dotyczących naszego podwórka, jak i przypadków kolegów po fachu umacniających owe stereotypy czy złe wrażenia u gości przy naszym barze. Negatywne stereotypy są męczace i często niesprawiedliwe, lecz czasami nie do końca nieuzasadnione. Starajmy się piętnowac owe, błędne wyobrażenia naszą najlepszą postawą za barem, na jaką nas stać, five! :]

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s