Z perspektywy barmana: Skąd Się Wziął Ten Flow

SKĄD SIĘ WZIĄŁ TEN FLOW…

Odcinek ten dedykuję wszystkim swoim inspiracjom… a mam ich wiele. Również tym miłym akcentem pragnę ”im” z całego serca podziękować za to, że mogę zajmować się tym, czym marzę się trudnić. na zawsze. Dziękuje ‚Piewcom Barmaństwa’ w Polsce, ludziom, którzy z pasją poświęcili swoje życie na pełnienie arcyodpowiedzialnej misji tworzenia, prowadzenia, podnoszenia i rozwijania rodzimej Kultury Picia Koktajli. Dziękuję również filmowi ,,Cocktail” z Tomem Cruisem na czele, który to zaimponował mi w wieku 16 lat, gdyż nie wstydzę się przyznać do tego, że było to moje pierwsze zetknięcie z magią, jaką może nieść ze sobą sztuka barmańska… Pjontka Tom! Dziękuje starej szkole, która podzieliła się z nami ogromną miłością i nauczyła wyczucia dobrego smaku, poczucia rytmu i … cierpliwości w dążeniu do celu. Każdego dnia łaknę krzyczeć donośnie – Let’s Take It Back To The Oldschool! Obiecuję robić postęp….

Pragnę podzielić się z Wami miłością i pasją jaką mnie zaraziliście i robicie to każdego kolejnego dnia. One Love!

BUJAJ SIĘ W RYTMIE BARU…

Jestem na bazie… Stojąc w pełnym uzbrojeniu co i rusz witam się serdecznym uściskiem z mymi kamratami, przyjaciółmi z którymi dzielę przestrzeń, czas i przygody. Z głośników wydobywa się dobry funk, a dj czarując adaptery powoli rozpoczyna proces hipnozy. Barmani poddają się wpływowi mocy skreczu w pierwszej kolejności. Mój kompan co ,,narodził go Śląsk” jak co wieczór uroczyście wita insygnia barmańskie, czule obracając kubek bostoński w dłoni jednocześnie tupiąc w rytm muzyki. Nasi dzielni asystenci kolejno przynoszą świeżo skrojone cytrusy, zioła etc. tym samym wprowadzając unikatowe aromaty, które po chwili idealnie zlewają się z klimatem panującym na barze. Czas przygotowania teatru do spektaklu upływa na rozmyślaniu, rozmowie i … pracy. Wszystko gotowe… Czas na mały posiłek. Wspólna kolacja i kawa sączona w akompaniamencie tytoniu. Kurząc namiętnie w milczeniu delektujemy się melodią jaką niosą ze sobą ostatnie chwile spokoju i już po chwili wszyscy ruszamy do naszego teatru marzeń, w którym to każdego wieczoru gramy pierwsze skrzypce…

Na ‚flairowym ringu’ odbywają się pojedynki spartan, szef baru liczy ‚miliony monet’, a ja trenuję sztukę obserwacji rejestrując te obrazy głęboko w pamięci, tak aby po latach wywołując je nieoczekiwanie westchnąć i powiedzieć: To było k**** zajebiste!

SHAKE WELL & SERVE…

Godziny szczytu zbliżają się ogromnymi krokami. Bar zaczyna wrzeć. Z każdej strony ludzie strzelają zamówieniami z częstotliwością karabinu maszynowego: Vodka Martini, Moscow Mule, Negroni, Rusty Nail, Mint Julep, Old Fashioned, Mai Tai! Niestety to jest zbyt utopijna wizja, o którą tak dzielnie walczymy i tymczasem maluję się to tak: Mojito, 2 shoty, Najtańszą whisky, 2 x Kamikaze, Long Island, Coś słodkiego, Piwo, Najtańsze piwo, czy dostanę piwo za ósemkę? Mimo takiego poziomu zamówień robię wszystko aby sytuacją była lepsza i za każdym razem kiedy chwytam shaker wkładam w to całe swoje serce i z miłością miotam nim sprawiając, że płyn, który się w nim znajduję wydostanie się w zupełnie innej postaci. Dzierżąc jakikolwiek sprzęt, z pasją staram się wydobywać wszelkie możliwości jakie oferuję…

Przemieszczając się po barze podejmuję się kolejnego zamówienia gibając się do breakbeatu jakim dj poczęstował wszystkich ludzi znajdujących się w pomieszczeniu. – Martini poproszę! Modląc się o to, żeby nie okazał to się być jedynie kultowy włoski wermut, tylko koktajl… zderzam się sromotnie z rzeczywistością i ponoszę klęskę. Bianco z lemoniadą. No tak. Nie poddaję się jednak ponieważ tak samo postąpiłby każdy szlachetny misjonarz. Po chwilowej walce uzyskuję aprobatę na rekomendację Gin Martini. Szaleństwo! No to patataj… Swoimi ruchami pragnę zarazić swojego gościa zajawką i w jak to możliwy sposób staram się mu przekazać piękno mego fechtunku. Pierwszy łyk. Szok, grymas i ucieczka od baru. Pomyślałem sobie wtedy, że wezmę jeszcze na warsztat tego osobnika. Cierpliwość…

Kolejny dżentelmen gestykulując błaga mnie o obsługę. Już dobrodzieju pędzę! – 2 shoty i jedną wodę niegazowaną na lodzie. Po nalaniu wódki przystąpiłem do dekantacji wody zaczynając od polowania na odpowiednie szkło i butelkę wody. Lód… i tu pada sugestia ze strony Pana:

  • Ziomuś! Tylko weź nalej tej wody od serca! Ok?!

Ołłł yes. Dla takich chwil warto cierpieć. Trzymając ową butelkę 0,2 w dłoni starałem się ją opróżnić do ostatniej kropli, a bohater sytuacji powoli zaczął zdawać sobie sprawę ze swojego faux – pas. Z uśmiechem na twarzy przyjąłem pieniądze i dalej w soczystym nastroju wydałem reszty…

Umcy umcy… Noc jeszcze młoda. Kolejna fala alternatywnych melodii wydobywa się z głośników a ja się bujam i będę się bujał zawsze, każdego dnia kontynuując pasję i misję, którą rozpoczęli nasi mentorzy… Zamiast narzekać co jest bardzo typowe dla niektórych ludzi, działajmy i cieszmy się poezją jaką niesie nasz zawód…

ONE LOVE!

mail: swietyzbostonem@gmail.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s