Z perspektywy barmana: Witaj W Klubie…

WITAJ W KLUBIE...

A to było tak….

Nie kończąc żadnego kursu barmańskiego, próbowałem z całych sił dostać się do jakiegokolwiek baru, by rozpocząć praktykę. Oczywiście w związku z tym, że moja metryka była pusta, zobowiązany byłem zacząć karierę od samych podstaw. Znalazłem pracę w dość ekstremalnym miejscu, gdzie mnożyło się od kiepskich kopii 50 CENTA, gdzie samce owijali sobie bandamami głowy wieńcząc to czapką. Dopływ krwi do mózgu był bardzo ograniczony, w związku z czym łatwo przychodziło im naśladowanie swoich autorytetów. Dziewczęta niezrażone designem wybieranym przez mężczyzn, ulegały ich opowieściom na temat gangsterskiego stylu bycia, życia… Model związku ala Bonnie & Clyde, w tym miejscu bił rekordy popularności…

Tu właśnie przyszło mi stawiać pierwsze kroki… Nieświadomy zupełnie tego, jakie dantejskie sceny przyjdzie mi zobaczyć na własne oczy…

Pierwszego dnia za narzędzie pracy otrzymałem wiadro, mopa oraz jeszcze kilka innych środków czystości. Dwie pierwsze pozycję stanowiły jednak trzon mojej pracy, gdyż to właśnie one miały za pomocą moich dłoni dbać o czystość… toalet. Ołłłłłł yes! Pomyślałem: ,,witaj w klubie ziom”….

Zszedłem do miejsca, które było ochrzczone nazwą – ‚zmywak’. Warunki panujące w tym pomieszczeniu jednak nie miały nic wspólnego z tytułem jaki został nadany tej kanciapie. Zmywak zdecydowanie bardziej pełnił rolę kółka towarzyskiego. Kilka wiekowych puf i stolik bez jednej nogi służyły pracownikom za kawiarnie. Była jeszcze wyparzarka do szkła, jednak mało kto był nią zainteresowany. Kilkoro studentów kurzących papierosy i popijających dużą sypaną czarną, ewidentnie podśmiewało się ze mnie i z roli jaka mi przypadła. Nie ruszało mnie to zbytnio, jednak nie spodziewałem się chłodnego przyjęcia. Jako niedoświadczony żółtodziób inaczej sobie wyobrażałem relacje z innymi ludźmi i generalnie atmosferę panującą wśród personelu. Chcąc uniknąć toksycznych rozmów zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy i ewakuowałem się stamtąd czym prędzej.

Pierwszy raz stałem po drugiej stronie lustra. Nie jako niewyżyty imprezowicz łaknący taniego alkoholu, ale jako koleś, który już za chwilę będzie fruwał na mopie ze ściereczką schowaną w tylnej kieszeni i innym asortymentem. Tego dnia stałem się lepszym człowiekiem. Od tego momentu już nigdy nie wyrzuciłem niedopałka na podłogę, czy zostawiłem szklankę w totalnie przypadkowym miejscu. Nie wspominając już rzeczy, o których zwyczajnie wstydzę się teraz wspominać.

Toalety, choć w tym wypadku, to bardzo pieszczotliwe określenie, znajdowały się na półpiętrze, skąd miałem idealny widok na bar, który wtedy był dla mnie utopijną wizją miejsca, w którym pragnąłem pracować. Barmani lejący piwo oraz przyrządzający dwuskładnikowe drinki byli dla mnie autorytetami miksologii. Niestety tylko krótką chwilę mogłem upajać się tym widokiem, gdyż impreza powoli się rozkręcała i miałem coraz to więcej zajęć związanych ze ślizganiem się na mopie. Najgorsze było to, że klub wyglądał bardzo obskurnie i wiele mu brakowało do jakichkolwiek standardów, a właściciel największy nacisk kładł na czystość… toalet, które już na starcie były w opłakanym stanie i żadna moc oprócz gruntownego remontu, nie była tej sytuacji zmienić. Spojrzałem jeszcze raz na bar, następnie odwróciłem się w kierunku ‚Stajni Augiasza’ i powiedziałem do siebie: maleńkimi krokami do celu….

To było zaledwie kilka godzin, ale mimo wszystko ten czas odbił swe piętno na mojej zmolestowanej psychice. Jednym słowem ta noc, to było czyste… ekstremum. Próbując nadążyć nad ścieraniem ludzkich ekskrementów z podłogi, musiałem uświadamiać pijanych gentlemanów, że umywalka nie służy do wypróżniania się i że zapaskudzona kabina nie jest wcale romantycznym miejscem na kopulacje z nieprzytomną kobietą przypadkiem spotkaną na imprezie… Najgorsze jednak były chwilę spędzane na czyszczeniu damskiego szaletu. Jak się okazało płeć żeńska nie jest w tych sprawach dużo bardziej subtelna. Zbieranie zużytych podpasek czy tamponów okazało się być równie obrzydliwe co obcowanie z pijanymi ‚ziomami’…

Jak sami widzicie pierwszy dzień w gastronomii nie był dla mnie najlepszy. Co najmniej 10 razy byłem gotów rzucić to zajęcie, ale naprawdę mi zależało aby dostać się na bar. Udało mi się po miesiącu wykonywania dziwnych zajęć, które głównie opierały się na czyszczeniu, myciu i ogólnie sprzątaniu po wściekłych klubowiczach…

Wspominając te chwile, automatycznie się uśmiecham. Przeszedłem sporą drogę doświadczając przykrych, wspaniałych, niezapomnianych chwil…Wiele jeszcze przede mną ciężkiej pracy, lecz miło jest czasem wrócić do korzeni… Szczególnie jeżeli były… ekstremalne!

Chcę zaprosić Was do interakcji. Wysyłajcie na swietyzbostonem@gmail.com historie z Waszych pierwszych eksperymentów ze światem gastronomii. Najciekawsze opublikuję w następnym odcinku…One Love…

 

Nie kończąc żadnego kursu barmańskiego, próbowałem z całych sił dostać się do jakiegokolwiek baru, by rozpocząć praktykę. Oczywiście w związku z tym, że moja metryka była pusta, zobowiązany byłem zacząć karierę od samych podstaw. Znalazłem pracę w dość ekstremalnym miejscu, gdzie mnożyło się od kiepskich kopii 50 CENTA, gdzie samce owijali sobie bandamami głowy wieńcząc to czapką. Dopływ krwi do mózgu był bardzo ograniczony, w związku z czym łatwo przychodziło im naśladowanie swoich autorytetów. Dziewczęta niezrażone designem wybieranym przez mężczyzn, ulegały ich opowieściom na temat gangsterskiego stylu bycia, życia… Model związku ala Bonnie & Clyde, w tym miejscu bił rekordy popularności…Tu właśnie przyszło mi stawiać pierwsze kroki… Nieświadomy zupełnie tego, jakie dantejskie sceny przyjdzie mi zobaczyć na własne oczy…

Pierwszego dnia za narzędzie pracy otrzymałem wiadro, mopa oraz jeszcze kilka innych środków czystości. Dwie pierwsze pozycję stanowiły jednak trzon mojej pracy, gdyż to właśnie one miały za pomocą moich dłoni dbać o czystość… toalet. Ołłłłłł yes! Pomyślałem: ,,witaj w klubie ziom”….

Zszedłem do miejsca, które było ochrzczone nazwą – ‚zmywak’. Warunki panujące w tym pomieszczeniu jednak nie miały nic wspólnego z tytułem jaki został nadany tej kanciapie. Zmywak zdecydowanie bardziej pełnił rolę kółka towarzyskiego. Kilka wiekowych puf i stolik bez jednej nogi służyły pracownikom za kawiarnie. Była jeszcze wyparzarka do szkła, jednak mało kto był nią zainteresowany. Kilkoro studentów kurzących papierosy i popijających dużą sypaną czarną, ewidentnie podśmiewało się ze mnie i z roli jaka mi przypadła. Nie ruszało mnie to zbytnio, jednak nie spodziewałem się chłodnego przyjęcia. Jako niedoświadczony żółtodziób inaczej sobie wyobrażałem relacje z innymi ludźmi i generalnie atmosferę panującą wśród personelu. Chcąc uniknąć toksycznych rozmów zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy i ewakuowałem się stamtąd czym prędzej.

Pierwszy raz stałem po drugiej stronie lustra. Nie jako niewyżyty imprezowicz łaknący taniego alkoholu, ale jako koleś, który już za chwilę będzie fruwał na mopie ze ściereczką schowaną w tylnej kieszeni i innym asortymentem. Tego dnia stałem się lepszym człowiekiem. Od tego momentu już nigdy nie wyrzuciłem niedopałka na podłogę, czy zostawiłem szklankę w totalnie przypadkowym miejscu. Nie wspominając już rzeczy, o których zwyczajnie wstydzę się teraz wspominać.

Toalety, choć w tym wypadku, to bardzo pieszczotliwe określenie, znajdowały się na półpiętrze, skąd miałem idealny widok na bar, który wtedy był dla mnie utopijną wizją miejsca, w którym pragnąłem pracować. Barmani lejący piwo oraz przyrządzający dwuskładnikowe drinki byli dla mnie autorytetami miksologii. Niestety tylko krótką chwilę mogłem upajać się tym widokiem, gdyż impreza powoli się rozkręcała i miałem coraz to więcej zajęć związanych ze ślizganiem się na mopie. Najgorsze było to, że klub wyglądał bardzo obskurnie i wiele mu brakowało do jakichkolwiek standardów, a właściciel największy nacisk kładł na czystość… toalet, które już na starcie były w opłakanym stanie i żadna moc oprócz gruntownego remontu, nie była tej sytuacji zmienić. Spojrzałem jeszcze raz na bar, następnie odwróciłem się w kierunku ‚Stajni Augiasza’ i powiedziałem do siebie: maleńkimi krokami do celu….

To było zaledwie kilka godzin, ale mimo wszystko ten czas odbił swe piętno na mojej zmolestowanej psychice. Jednym słowem ta noc, to było czyste… ekstremum. Próbując nadążyć nad ścieraniem ludzkich ekskrementów z podłogi, musiałem uświadamiać pijanych gentlemanów, że umywalka nie służy do wypróżniania się i że zapaskudzona kabina nie jest wcale romantycznym miejscem na kopulacje z nieprzytomną kobietą przypadkiem spotkaną na imprezie… Najgorsze jednak były chwilę spędzane na czyszczeniu damskiego szaletu. Jak się okazało płeć żeńska nie jest w tych sprawach dużo bardziej subtelna. Zbieranie zużytych podpasek czy tamponów okazało się być równie obrzydliwe co obcowanie z pijanymi ‚ziomami’…

Jak sami widzicie pierwszy dzień w gastronomii nie był dla mnie najlepszy. Co najmniej 10 razy byłem gotów rzucić to zajęcie, ale naprawdę mi zależało aby dostać się na bar. Udało mi się po miesiącu wykonywania dziwnych zajęć, które głównie opierały się na czyszczeniu, myciu i ogólnie sprzątaniu po wściekłych klubowiczach…

Wspominając te chwile, automatycznie się uśmiecham. Przeszedłem sporą drogę doświadczając przykrych, wspaniałych, niezapomnianych chwil…Wiele jeszcze przede mną ciężkiej pracy, lecz miło jest czasem wrócić do korzeni… Szczególnie jeżeli były… ekstremalne!

Chcę zaprosić Was do interakcji. Wysyłajcie na swietyzbostonem@gmail.com historie z Waszych pierwszych eksperymentów ze światem gastronomii. Najciekawsze opublikuję w następnym odcinku…One Love…

 

One thought on “Z perspektywy barmana: Witaj W Klubie…

  1. Ja zaczynałem od miesięcznego stażu na zmywaku, kiedy wpuszczono mnie w końcu za bar trafiłem na klientkę, która zniszczyła mnie, zamiast zamówić coś konkretnego zapytała zielonego mnie w temacie, co jej polecam😀 był to lokal w którym reszta staffu bylą niezbyt ogarnieta, zatem poza kamikadze i piwem nikt nie rzucił lepszym pomysłem i moja pierwsza w zyciu klientka za barem musiala dostać wódkę z rolnikiem …. chciałbym ją spotkać teraz ;]

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s