Z Perspektywy Barmana: Odpowiedzialność…

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Każdy dzień jest kolejną porcją nauki, z której zdecydowanie należy wyciągać wnioski. Niestety próba edukacji czasem kończy się zwykłym fiaskiem i jest to zazwyczaj rezultat nieuwagi….lub rozkojarzenia. Różnie. Stojąc za barem bierzemy pod swoją opiekę wszystkich gości, których przyjeliśmy danego wieczoru. Jest to element naszego przeznaczenia, wyznaczonej misji i odpowiedzialności jaka na nas spoczywa. Niezależne jest to od profilu lokalu w jakim pracujemy i co za tym idzie typu ludzi jakich mamy sposobność przyjmować…Zatem nieistotne czy przy naszym barze cieszy się atomosferą miły pan, który tego wieczoru postanowił poszerzyć swoję horyzonty, pasję, smaki i udał się właśnie do lokalu, w którym pracujemy….. czy też w nasze progi zawitała wataha drechów żądna hektolitrów taniej wódki, pięknych różowo mieniących się dziewoi i przy okazji naszej krwi. W każdej sytuacji jesteśmy zobowiązani pełnić szlachetne obowiązki i opiekować się naszymi gośćmi. Choć w wypadku tego drugiego przykładu polecamy dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne i sesję u psychoterapeuty, gdyż to ekstremum jest doprawdy mocną dawką… przytłaczającej agresji.

Naszych gości staramy się jak najbliżej poznać, zaprzyjaźnić się i zdobyć zaufanie . Zarazić ich swoją miłością i sprawić, że właśnie ta wizyta jest wyjątkowa pod każdym względem. Znajdując się obok poetyckiej piramidy alkoholi, orientalnych przypraw, egzotycznych owoców i całej reszty swych insygniów, polujemy na ofiary, które zostaną dziś zaabsorbowane naszą pasją. Zabierając ich do malowniczej krainy koktajli podejmujemy się próby zwerbowania kolejnego entuzjasty podróży barowych, który będzie stawiał większe oczekiwania wobec trunków jakich ma ochotę skosztować. Jednak czasem warunki w jakich pracujemy zwyczajnie nie dają nam takiej możliwości bądź ją bardzo brutalnie ograniczają. Do dyspozycji ma się kawałek blatu użytkowego skrojonego z drewna biurowego, pękniety cooler, który ma służyćjako komora lodowa, dwie miski wczorajszych owoców i cztery alkohole na krzyż. Braki w asortymencie i dantejskie warunki pracy wynagradzają natomiast sytuacje w jakich mamy okazję uczestniczyć, które w późniejszym etapie okazują się być cennym doświadczeniem.

Bespośrednio uczestniczymy w próbach, które sprawdzają nasze umiejętności dostosywania się do określonej sytuacji i odpowiedniej reakcji…

Jakiś czas temu padłem ofiarą braku obycia w dość ekstremalnym przypadku. Nie zdawałem sobie sprawy o skali swego błędu, które było efektem braku doświadczenia w tej materii. Otóż pewnej uroczej soboty, do lokalu w którym mam przyjemność pracować, wkroczyła trójka druzgocąco naćpanych muszkieterów, którzy najwyraźniej mieli spore oczekiwania wobec tej szalonej nocy. Po kosultacji z towarzyszami z baru, wystawiono diagnozę. Panowie byli zmolestowani pigułami. Przynajmniej na to wskazywały ich powyginane w cztery strony świata twarze. Padło hasło: ,,Panów niestety nie obsługujemy”. Licząc na reakcje ochrony, która powinna według nas rozwiązać tą sytuacje, trwaliśmy w swym postanowieniu i nieugięcie nie podchodziliśmy do owych dzikich kawalerów. Oni za to wisząc na barze błagalnym wzrokiem prosili się o porcje alkoholu, która ówczas w naszych umysłach miała postać absurdu. Panowie okrążając nas kilkukrotnie chwytali się wszystkich sposobów na zdobycie wymarzonych płynów. Bezskutecznie… W geście desperacji posunęli się do kradzieży kilku piw ze stołu innych obecnych gości…

Moja odpowiedzialność w tym wypadku na całej linii zawiodła. Nie stanąłem na wysokości zadania i nie zagwarantowałem odpowiedniego opierunku moim gościom. Bez względu na ich naturę. Zamiast asertywnie trwać w serwowaniu im tymczasowej prohibicji, powinienem przynajmniej poczęstować ich szklanką wody, gdyż ta na pierwszy rzut oka banalna sytuacja, mogła przeobrazić się w potężny kłopot. Panowie mogli się odwodnić i potrzebować natychmiastowego orzeźwienia. A ja nawet ówczas, gdy nie życzyłem sobie ich obecności tej nocy, to powienienem odpowiednio się dostosować do sytuacji i zareagować. Mimo że nie doszło do tak pesymistycznego finału tej sytuacji, to… mogło się tak wydarzyć…

Każdego dnia rozmawiamy z wieloma osobami, dbamy o samopoczucie naszych gości, dyskutujemy, polemizujemy i pobieramy bezcenne lekcje. Doświadczamy momentów, które kształtują naszą osobowość i charakter. Barman niczym maestro dyryguję spektaklem i dba aby każdy jego element funkcjonował należycie dobrze. Mimo że czasem jego podopieczni są tłusto dopingowani chemicznymi substancjami.Wraz z czasem jaki spędzamy na barze, kształci się w nas świadomość powagi odpowiedzialności jaka na nas spoczywa. Uczymy się, popełniamy błędy i robimy kolejne kroki w kierunku perfekcji, o która tak zażarcie walczymy. Pomimo tego, że czasem ścieżka ku wymarzonemu celu, jest usłana masą podstępnych pułapek… czyli naszych kolejnych wyzwań…

One Love…

swietyzbostonem@gmail.com

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s