100 na jednego – The Nightjar.

Zasiadł na barowym hokerze i pełnym zaciekawienia wzrokiem wpatrywał się w przestrzeń znajdującą się przed nim. „O, przecież to Marian Beke i Luca Cinailli we własnej osobie”-pomyślał – a jego ciało poraził dreszcz podekscytowania. Uczucie to było niemal porównywalne z momentem, gdy pierwszy raz na oczach gości bezbłędnie złapał kubełek wyrzucony za plecy.
Póki co to nie kolejny z fragmentów „Świętego z Bostonem”, a początek przygody ściśle powiązanej z pionierem wśród londyńskich cocktail barów -„ The Nightjar” barem.

IMAG0031
Seasonal Shrub

Miejsce wystrojem zbliżone do „Whistling Shop”, niemniej skupiając się na szczegółach to już co najmniej liga wyżej. Obecna karta uporządkowuje cocktaile wg osi czasu. Pierwsza grupa ma za zadanie przybliżyć nas do ery napojów mieszanych z czasów Jerryego Thomasa i Harryego Johnsona. Druga to czas barowych męczenników, czyli okres prohibicji. Prostota, powaga i moc przyodziane sałatką owocową, jak sam Beke napisał: „ (…) nie dla ludzi o słabym sercu.” Im bliżej grota naszej osi czasu, tym cocktaile stają się bardziej rozbudowane, a połączenia smaków odważniejsze. Można by stwierdzić, że ta kilkuletnia przerwa napędziła nam apetytu. Jeżeli jesteśmy już przy karcie to należy wspomnieć o genialnym pomyśle, a mianowicie o kartach do gry pełniących tutaj funkcje serwetek cocktailowych. Dla przykładu 4 żołędna to Julep na bazie aged peach Bourbon podany w shakerze klasycznym, udekorowany na wykończeniu głowicy mint headem. Podążając ciągle tym samym schematem za barem same asy i jokery, których techniką pracy można się rozkoszować godzinami. Przelewanie, opalanie, zadymianie, specyficzny sposób schładzania szkła, dekorowanie nie tylko świeżymi owocami, ale i składnikami długotrwałymi jak zboże, skorupki jajek, metalowe oraz drewniane pikery, stalowe rurki… Mogłoby nie starczyć miejsca żeby wymienić wszystkie nowinki, które zdołałem „zapakować” do swojego bagażu doświadczeń po wizycie w „Nightjar bar”.

IMAG0033
Coronation No. 1

Z frywolnej rozmowy z tamtejszymi barmanami dowiedziałem się również, że całość nie byłaby możliwa, gdyby nie ścisła współpraca baru i kuchni, czego w naszych lokalach gastronomicznych często brakuje. Tworzenie chociażby nowej karty to nie widzimisię jednego z członków załogi. To dogłębna analiza tego, co będzie potrzebne, co już jest, a co tak naprawdę samo z siebie przyjdzie jak np. wcześniej wspomniana skorupka jajka, która wg stereotypowego myślenia zostałaby wyrzucona.

Spacerując w okolicy londyńskiej Old Street, gdzie właśnie mieści się wyżej opisane miejsce można by doszukiwać się ogromnych witryn, oryginalnego oświetlenia czy też wielkich billboardów prezentujących nazwę lokalu. Nic bardziej mylnego – dostępu do tej barmańskiej fortecy chroni sympatyczna pani stojąca przy skromnych drewnianych drzwiach z logiem lelka. Od samych drzwi zaś dzieli nas już tylko kilka schodów do spędzonego w mistrzowskiej oprawie wieczoru. Któż nie chciałby zostać jego częścią??

Z barmańskim pozdrowieniem
Piotr Sajdak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s