Jak kobiety w Lynchburgu przechytrzyły prohibicję.

Jack Daniel's
Jack Daniel's

Nawet tak męski świat, jak świat whiskey, nie jest kompletny bez kobiet. Widać to na przykładzie małego, amerykańskiego miasteczka Lynchburg w stanie Tennessee, którego ikoną stał się Jasper Newton Daniel – twórca słynnej na całym świecie whiskey Jack Daniel’s. Legenda tego niezwykłego miejsca nie byłaby jednak pełna bez kilku przedstawicielek płci pięknej, które sprawiły, że Lynchburg słynie nie tylko z produkcji whiskey, ale także gościnności i wspaniałej południowej kuchni.

Wszystko zaczęło się w 1818 roku nad strumieniem nieopodal rynku w Lynchburgu. W tym miejscu wzniesiony został biały budynek, w którym później Dr Salmon założył tawernę – jedną z pierwszych w powiecie Lincoln. Naturalnie, wydarzyło się to zanim w stanie Tennessee wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu. Wyśmienite jedzenie i trunki z lokalnej destylarni sprawiły, że tawerna cieszyła się ogromną popularnością i z czasem przekształciła się w pensjonat Salmon House. Sam Jack Daniel, podobnie jak wiele innych osobistości miasteczka, regularnie jadał tam posiłki.

Kiedy w 1908 roku Dr Salmon przeszedł na emeryturę, dom wynajęli a następnie odkupili Jack i Mary Bobo. Odtąd tawerna zmieniła nazwę na Bobo Hotel, a następnie została przekształcona w pensjonat Miss Mary Bobo. W okresie formowania się nowoczesnego społeczeństwa amerykańskiego był to bardzo intratny biznes. Domowa atmosfera, komfort oraz smaczne posiłki przyciągały zarówno mieszkańców miasteczka, np. nauczycieli, agentów rządowych, którzy niegdyś pilnowali destylarni w kwestiach podatkowych, jak również przyjezdnych szukających odpoczynku i dobrej strawy. Stołował się tam także Tom Motlow wieloletni prezes miejscowego banku.

Pensjonat w Lynchburgu zasłynął jako wyjątkowe miejsce dzięki niezwykłym talentom Miss Mary. Nie tylko serwowała ona kopiaste talerze pysznych potraw, znalazła także sposób, aby przechytrzyć prohibicję wprowadzoną w stanie Tennessee w 1910 roku. W miasteczku, które słynie z wyrobu wyśmienitej whiskey, było to nie do przecenienia. Panna Bobo zaczęła dodawać aromatyczny trunek z lokalnej destylarni do swoich potraw. O niezwykłości postaci Mary Bobo świadczy nie tylko jej spryt, ale także pewien zaskakujący fakt z jej życia. W wieku 98 lat pojawiła się w reklamie whiskey Jack Daniel’s na łamach Playboy’a! Tym samym zapisała się w historii jako jedna z najstarszych kobiet, które zagościły na stronach tego magazynu. Swój pensjonat prowadziła do śmierci w 1983 roku – miała 102 lat. Jaki był jej sposób na długowieczność? Tego niestety nikt nie wie, ale z pewnością jej przebojowość i nietuzinkowość sprawiła, że w 2008 obchodziliśmy już 100 lecie funkcjonowania pensjonatu.

Dziś tradycje gościnności Miss Mary Bobo kontynuuje Lynne Tolley, której prababka była siostrą Jacka Daniela. Nie tylko kultywuje ona tradycję południowej gościnności, prowadząc restaurację i pensjonat. Jest także w gronie oficjalnych taster’ów destylarni Jack’a Daniel’a. Dodatkowo publikuje bardzo popularne książki kucharskie z przepisami rodem z południa Stanów. Wydaje się, że ciężką pracę i przywiązanie do tradycji odziedziczyła po swoich przodkach. Sama Lynne zawsze powtarza: ”Będąc krewną Jack’a Daniel’a wydaje mi się, że kultywowanie rodzinnej tradycji mam we krwi”. Ponieważ w Lynchburgu nie wolno sprzedawać alkoholu, pensjonat Miss Mary Bobo nie może serwować miejscowego produktu – przynajmniej w szklankach. Sławny trunek pojawia się jednak stale jako „sekretny” składnik w kilku popularnych potrawach, jak np. faszerowane pieczone jabłka.

W ten sposób dzięki sprytowi kobiet w Lynchburgu, mimo panującej prohibicji, nadal można delektować się smakiem whiskey Jack Daniel’s. Jej aromat jest zamknięty w klasycznych południowych daniach. Dzięki zamiłowaniu do tradycji – przepis przekazywany jest z pokolenia na pokolenie – my także mamy możliwość spróbowania słynnych pieczonych jabłek rodem z pensjonatu Miss Mary Bobo we własnej kuchni.

Słynny przepis Miss Mary Bobo na: Jabłka faszerowane wiejską szynką
– przepis na 4 porcje

1/3 szklanki rodzynek

1 łyżka whiskey Jack Daniel’s

1 szklanka drobno posiekanej wiejskiej szynki

3 łyżki miękkiego masła

¼ szklanki posiekanych orzechów pekan

3 łyżki brązowego cukru

2 łyżki soku z cytryny

4 duże, twarde jabłka – wydrążone i pozbawione nasion

¼ octu jabłkowego

Wlej whiskey Jack Daniel’s do szklanki z rodzynkami i delikatnie wymieszaj. Rodzynki powinny przenikać smakiem whiskey przez około 30 minut. Rozgrzej piekarnik do 175ºC. Zmieszaj szynkę, masło oraz rodzynki z whiskey, pekanami i brązowym cukrem. Umieść jabłka w natłuszczonym żaroodpornym naczyniu. Zroś wnętrze jabłek sokiem z cytryny. Rozdziel farsz między 4 jabłka. Piecz od 40 do 45 minut – od czasu do czasu polewając jabłka octem.

*****

Jack Daniel’s: Destylarnia Jack Daniel’s jest najstarszą oficjalnie zarejestrowaną destylarnią w USA. Jej właścicielem był Jasper Newton Daniel, człowiek, który większość swojego życia poświęcił na doskonalenie procesu produkcji whiskey. Destylarnia zlokalizowana w miasteczku Lynchburg, w stanie Tennessee do dziś znajduje się w Narodowym Spisie Miejsc Historycznych USA. Są tam wytwarzane: Jack Daniel’s Old No.7 Tennessee Whiskey, Gentleman Jack i Jack Daniel’s Single Barrel. Dystrybutorem produktów marki Jack Daniel’s w Polsce jest Brown Forman Polska Sp. z o.o.

Pamiętaj, pij odpowiedzialnie!

Na Zdrowie!

(Tekst i zdjęcia – materiały prasowe Brown-Forman Polska.)

Pokaż język obywatelu

Pokaż język!
Pokaż język!

Język polski uważany jest za jeden z trudniejszych na świecie. Skomplikowana gramatyka, wiele wyjątków, zawiła ortografia oraz fleksja dla wielu Polaków do końca życia pozostaje tematem niezgłębionym… Mimo tych obiektywnych trudności mowa ojczysta wybacza wiele. Daje również szansę na twórczy rozwój aprobując żarty językowe i skojarzenia. Wyzwanie to podejmuje marka Żywiec, „pokazując język” słownej sztampie.

Marka Żywiec poprzez projekt „Pokaż język!” postanowiła tchnąć w przestrzeń słowotwórstwa nową energię i proponuje kreatywną zabawę językową. Dzięki niej można wydobyć z powszechnie znanych zwrotów, powiedzeń, przysłów nowe znaczenia, które mogą wejść do powszechnego użycia. Przykład hasła „Prawie robi wielką różnicę”, które na kilka lat zagościło w języku polskim pokazuje, że jest miejsce na humor i koloryt w mowie potocznej.

Im więcej szalonych i zaskakujących skojarzeń słownych, tym lepiej. W konkursie „Pokaż język!” liczyć się będzie nietuzinkowe podejście do tematu i językowa kreatywność. Nie ma ograniczeń, szablonów czy też wskazówek. To do uczestników konkursu należy nowa interpretacja słowna znanego przysłowia czy budowanie oryginalnych związków frazeologicznych. Nad wysokiej jakości materiałem czuwać będzie jury złożone z osób, na co dzień „pracujących językiem i słowem”. Twórczość oceniać będą: raper AbradAb, aktor Maciej Stuhr i muzyk Fisz. Najlepsze propozycje zostaną nagrodzone licznymi nagrodami rzeczowymi, w tym nagrodą główną w postaci ilustracji do tekstu autorstwa Marka Raczkowskiego oraz wysokiej premii pieniężnej.

Ideą projektu marki Żywiec jest zainspirowanie do pozytywnego myślenia o języku polskim. W codziennym użyciu posługujemy się kalkami słownymi, prostymi wyrażeniami, krótkimi formami zapominając, jaki jest on plastyczny i twórczy. Chwila zastanowienia czy refleksja słowna może doprowadzić do otwarcia na nowe myślenie i budowanie wypowiedzi. Przez to wzmaga się również szacunek do słowa, kiedy każde jest przemyślane i odpowiednio dobrane. Czas przełamać utarte schematy i tabu w myśleniu o języku. W konkursie „Pokaż język!” nie ma barier, jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia twórcy.

Szczegóły programu na stronie: http://www.zywiec.com.pl

***

Grupa Żywiec S.A. jest jednym z największych producentów piwa w Polsce oraz częścią Grupy Heineken. Rocznie sprzedaje prawie 12 mln hl piwa warzonego w pięciu browarach w Żywcu, Warce, Elblągu, Leżajsku i Cieszynie. Najważniejsze marki Spółki to Heineken, Żywiec, Warka, Tatra, Specjal, Strong i Leżajsk. Marką flagową jest Żywiec – pierwsze piwo premium i jedno z największych piw eksportowych w Polsce, sprzedawane za granicą od ponad stu lat, obecnie w ponad 20 krajach świata. Ważną część portfolio Grupy Żywiec stanowią piwa regionalne: Królewskie (Polska centralna), Leżajsk (południowo-wschodnia) i Specjal (północna). Firma prowadzi również dystrybucję zagranicznych piw specjalnych (Desperados, Paulaner, Murphy’s) oraz polskich piw specjalnych (Kaper oraz Żywiec Porter). Grupa Żywiec S.A. zatrudnia 5500 pracowników.

Żywiec to największa marka piwa premium w Polsce. Od ponad półtora wieku nieprzerwanie warzony jest w jednym miejscu – żywieckim browarze – na bazie trzech podstawowych składników: słodu jęczmiennego, górskiej wody i chmielu. W 2006 roku w hołdzie Żywcowi powstało muzeum, którego podwoje corocznie odwiedza ponad 100 tys. gości. Żywiec sponsoruje szereg przedsięwzięć artystycznych, m.in. cieszącą się olbrzymim zainteresowaniem trasę koncertową Męskie Granie oraz prestiżowy festiwal teatralny Malta. Symbol piwa, tzw. tańcząca para, to jeden z najbardziej rozpoznawalnych
i zarazem najbardziej wartościowych znaków firmowych na polskim rynku.

Finlandia® Spices Vodka – doskonałość stworzona z najlepszych tradycji

Finlandia® Spices Vodka
Finlandia® Spices Vodka

 Jak skomponować wódkę, która godzi w sobie elementy charakterystyczne dla tradycji dwóch różnych krajów? Jak uchwycić ducha fińskiej i polskiej kultury? Jak powiązać ze sobą siłę i pasję? Nowa Finlandia® Spices Vodka to kompozycja doskonałej Finlandia® Vodka ze smakiem wydobytym z unikalnej mieszanki przypraw i ziół, które tworzą wódkę o wyrazistym, wytrawnym smaku.

W lutym na rynek polski wprowadzony został nowy wariant smakowy Finlandia® Vodka. Nowa Finlandia® Spices Vodka, stworzona specjalnie z myślą o polskich konsumentach, łączy w sobie doskonały smak cenionej na całym świecie Finlandia® Vodka z unikalną kompozycją przypraw i ziół, które tworzą wódkę o wyrazistym, wytrawnym smaku. W Finlandia® Spices Vodka ziołowy aromat, zaostrzony odrobiną pieprzu i nutą ostrej papryczki chili, idealnie przenika się z czystym smakiem Finlandia® Vodka. Jego źródłem są starannie wyselekcjonowane, najwyższej jakości naturalne składniki: sześciorzędowy jęczmień, dojrzewający w promieniach północnego słońca oraz nieskazitelnie czysta woda, filtrowana przez moreny polodowcowe. Całości dopełnia unikalny proces destylacji w jednej z najbardziej technologicznie zaawansowanych gorzelni na świecie. Bursztynowa, przejrzysta barwa, charakterystyczna dla Finlandia® Spices Vodka, łączy w sobie klarowność fińskiej, polodowcowej wody oraz naturalny kolor przypraw.

Finlandia® Spices Vodka to nowy wymiar cenionej na całym świecie
Finlandia
® Vodka. Największą siłą naszej nowości jest równowaga między wyraźnym smakiem Finlandia® Vodka, a ziołowo-korzenny aromatem, zaostrzonym odrobiną pieprzu i nutą ostrej papryczki chili. Stworzona na potrzeby rynku polskiego Finlandia® Spices Vodka to w efekcie intrygująca i zaskakująca bogactwem smaków kompozycja, która przemówi szczególnie do podniebień konsumentów ceniących tradycyjny smak oraz najwyższą jakość produktów – mówi Małgorzata Infeld, Senior Brand Managera Finlandia® Vodka. Dzięki temu na polski rynek trafia doskonała wódka, która odzwierciedla najlepsze tradycje zaczerpnięte z Polski i Finlandii – upodobanie
do ziołowo-korzennego smaku oraz szacunek i zamiłowanie do wszystkiego, czego źródłem jest natura –
dodaje Infeld.

Finlandia® Spices Vodka pojawiła się na rynku od połowy lutego. Dostępna jest
w dwóch pojemnościach 0,5l i 0,7l. Wprowadzeniu na rynek Finlandia® Spices Vodka towarzyszą działania marketingowe we wszystkich kanałach dystrybucji.

Pamiętaj, pij odpowiedzialnie!

Na Zdrowie!

(Tekst i zdjęcia – materiały prasowe Brown-Forman Polska.)

Absolut rozkochał w sobie cały świat!

Zatriumfował na barmańskiej, globalnej scenie w 1979 roku i szybko stał się wódką numer jeden w kategorii premium. To absolutny fenomen z jakim nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia. To pierwsza marka na świecie, która rozkochała w sobie społeczność barmańską. Ten wieloletni, ale wciąż żywy i iskrzący emocjami związek szwedzkiej wódki z miłośnikami miksologii na całym świecie trwa do dzisiaj.

ABSOLUT to wybór, który łączy od lat ludzi w 126 krajach świata. To marka ikoniczna, której kreatywne kampanie stanowią ważną część światowej pop kultury. Zachwyca niezwykle szerokim wachlarzem smaków i jest idealną bazą do tworzenia świetnych koktajli – dlatego właśnie barmani
ją kochają!

Dzieła sztuki są tworzone przez ludzi, którzy dążą do perfekcji w każdym calu. Zarówno sztuka, jak i barmaństwo to zajęcia wymagające dogłębnej wiedzy i inspiracji, ale także kreatywności i pasji. Malarz korzysta z palety farb – od akrylowych po olejne, w najróżniejszych odcieniach. Podczas gdy dla barmana paletą niezbędną do powstania dzieła sztuki jest bar i cała feria smaków jaką ma do dyspozycji, aby stworzyć perfekcyjny koktajl. Na tej palecie kolorów, smaków, aromatów i konsystencji kluczową rolę odgrywa wódka. To „klasyczna czerń” miksologii, niezbędny składnik, który otwiera wrota do królestwa możliwości i inwencji twórczych. Stawiamy zatem tezę, że istnieje widoczne podobieństwo pomiędzy pracą artysty i pracą znakomitego barmana.

Lata 80. i 90. były unikalne w historii klubowego życia nocnego. Wódka była duchem imprez i szturmem wtargnęła do kultury barmańskiej. W Nowym Jorku i Londynie ludzie oszaleli na punkcie drinków na bazie wódki – od najprostszych,
po najbardziej wyrafinowanych. Niezależnie od użytych składników najmodniejsze i najbardziej pożądane były koktajle na bazie ABSOLUT’a. Tak pozostało do dziś. O takich drinkach jak Cosmopolitan, czy VodkaTini’s świat usłyszał dzięki współpracy ABSOLUT’a z barmanami najlepszych nocnych klubów. To właśnie dzięki nim i ich rekomendacji drinki zyskały nie tylko idealne proporcje, ale także globalną sławę. ABSOLUT już dawno podbił serca barmanów, a z roku na rok zyskuje coraz większą rzeszę fanów.

O koktajlowej rewolucji więcej informacji poniżej.

W Polsce Absolut jest także zaprzyjaźniony ze środowiskiem barmańskim. Olbrzymim sukcesem była zeszłoroczna edycja SHAKE IT UP w ramach Projektu Pokolenie. Dlatego już wkrótce startuje nowa edycja z nowymi ekspertami – weteranami londyńskiej sceny koktajlowej.

Fan Page: http://www.facebook.com/ABSOLUTNI

www.projektpokolenie.pl

Pamiętaj, pij odpowiedzialnie!

Na Zdrowie!

(Tekst i zdjęcia – materiały prasowe Wyborowa S.A.)

Z Perspektywy Barmana: Niezwykła Liga Prawdziwych Dżentelmenów

Wydaję się, że już wszyscy  jesteśmy zmęczeni lamentami nawołującymi do obecnej sytuacji barmaństwa w Polsce. Obecny wygląd jest jaki jest. Ważne jest natomiast to, że wszystko idze do przodu. Co więcej tempo staję się być coraz bardziej imponujące.

Skupić pragnę się na jednym z czynników determinujących progres naszej rodzimej sztuki barmańskiej. Czynnik ludzki.

Wybierając się w podróż do Krakowa mym umysłem targały dziwne myśli. Stres, trema, niepewność. Udając się co chwilę do przesiąkniętej ludzkimi odchodami toalety w celu pożarcia papierosa zastanawiałem się co może mnie czekać podczas wydarzenia. ‚Liga Niezwykłych Dżentelmenów’. Dżentelmen ze mnie żaden. Problemy mam nawet ze spuszczaniem po sobie wody w toalecie czy przepuszczaniu dam przodem. Na całe szczęście znajomość Savoir Vivre nie grała  znaczącej roli.

Jak się okazało jednak później miałem przyjemność znaleźć się w gronie prawdziwych dżentelmenów. Gdyż patrząc z innej perspektywy wyznacznikiem prawdziwego mężczyzny nie musi być schludny wygląd, odpowiedni takt czy wrodzona kultura osobista. Niezbędna jest również pasja, życie w zgodzie z samym sobą oraz obłędny wzrok świadczący o elemencie szaleństwa, tkwiącym w każdym z nas.

Uczestniczenie w 7 edycji niesamowitego konkursu rozpoczęło się wraz ze stawieniem  na miejsce w Le Scandale Garden. Odprawa, losowanie numerów startowych. Do dzieła zatem.

Podczas edycji wystąpiło 14 zawodników. Każdy z dżentelmenów różnił się od siebie znacząco. Widowiskowa mieszanka styli, inspiracji, wiedzy. Mnóstwo kapitalnych technik. Niewiarygodne sposoby serwowania. Opowieści, historie.  Tak się uprawia barmaństwo na Małopolsce!

Mój zachwyt potęgował fakt, że każdy z odninków ma swojego bohatera w postaci partnera alkoholowego. Tym razem padło na rumowy likier kokosowy… dobrze wszystkim znany. Zasłynął swą jakością, w konfrontowaniu go z mlekiem. Nieistotne. Świadczy to, o rozmiarze wyzwania postawionym przed uczestnikami. Jak się okazało wszyscy zwyciężyli.

Kultowa postać Krakowskiej sceny – Andrzej Rachwalski, zaserwował poncz kultywując tym samym kulturę integralnego cieszenia się alkoholem. Reprezentujący topowe miejsce Krakowskiej Sceny Barowej – Baroque jak i dobrze wszystkim znany z pracy w roli brand ambasadora rodzimego marki – Z.Kozuba I Synowie. Mateusz ‚Świeżak’ Szuchnik. ‚Warszawski Goryl’ zaprentował wariację na temat Old – Fashioned. Niezwykle interesująca była wariacja na temat Sazeraca. Koniak infuzowany prażonym sezamem. Było ciekawie. Obecne również były tajskie inspiracje. Ponadto mieliśmy okazję zobaczyć współczesną wariację na temat ‚ M… Z Mlekiem autorstwa Dominika Ubysza. Bardzo wysoki, wyrównany poziom. Każdy, kto tam był, potwierdzi. ‚Kraków miota unikatowym stylem!!!’

Szymon Cieśla stworzył wokół siebie niesamowitą aure improwizując zabawną scenę bespośrednio nawiązującą do prezentowanego przez siebie koktajlu. Na co dzień pracujący w ‚Skandalach’ swoją kreacją –  Cocaine Coconut zdobył 3 miejsce na podium. Bardzo wysokie wyczucie estetyki oraz interesująca selekcja składników. Talent…

To był wstrząs. Prezentacja Marcina znanym wszystkim pod pseudonimem Machiatto. Ogromną pasją darzy sztukę parzenia kawy. Jego studia nad tą problematyką zaowocowały występem, w który wszyscy obecni uważnie się wpatrywali. Marcin pokazał swoje spojrzenie na możliwości przemycania kawy do przestrzeni wypełnionej koktajlami. Tym samym do Scandale Garden przyniósł old – school’ owy syfon służący do przygotowywania kawy. Zaprezentował  wariację na temat Pina Colady. Mieszanka kawy jaką wybrał, pochodzi z Panamy i charakteryzuję się kapitalnym aromatem, w którym główna rola przypada ananasowi. Niesamowicie owocowy zapach. Swój koktajl zaserwował w stylowej porcelanie. Był wyśmienity. Widowisko było równie smaczne. Marcin zajął II miejsce.

Jakub Kozłowski reprezentujący Colombie w Warszawie. Klasa. Jego inspiracja uderzała w kulturę pop – artu i ściśle nawiązywała do twórczości Andy Warhola. Podczas swojej prezentacji opowiedział kapitalną historię, która została uwieńczona wyśmienitym sposobem zaserwowania. W puszcze po konserwach oklejonej grafiką z Marlin Monroe autorstwa właśnie Warhola. Każdy ze składników miał swoje przeznaczenie i genezę. Dżentelmen prowadzący bar w prawdopodobnie w jednym z trzech najlepszych miejsc w Polsce, zasłużenie zwyciężył 7 odcinek Ligi Niezwykłych Dżentelmenów. Finał odbędzie się zatem z udziałem czołowej postaci Warszawskiej Sceny Barowej jak i ogólnokrajowej.

Liga Niezwykłych Dżentelmenów – 9 odcinków eliminacyjnych i jeden wielki finał. To pierwszy projekt tego typu umożliwiający integrację środowisku barmanów w takich okolicznościach.

Wielki krok ku lepszej przyszłości. Ważny jest czynnik ludzki. W tym wypadku Marcin Dąbek, dobry duch Polskiego barmaństwa. Organizator wielu emocjonujących konkursów sztuki flair. Twórca Impresive Flair Bar. Dyrektor katedry Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Somelierów w Krakowie. Twórca konkursu, za który wszyscy bracia barmani jesteśmy ogromnie wdzięczni. Wreszcie liczy się styl, flow i oryginalność. Potężna platforma rozwoju. Jeden chociażby występ pcha nas do przodu. Zmusza do rozwoju. Regeneruję i wzbogaca o kolejne pomysły.

Coraz więcej projektów. Mamy Bar Symposium. Liga Niezwykłych Dżentelmenów. Mamy możliwość brania udziału w prestiżowych międzynarodowych konkursach. Coraz więcej wartościowych barów oraz możliwości rozwoju. Bracia barmani. Coś czuję. Nadchodzą dobre czasy. Lepsze…

Każdy, kto jeszcze nie zdecydował się odwiedzić Krakowa w pierwszy poniedziałek przyszłego miesiąca, niech przechyli szalę i zakreśli grubą kreską tą date. Warto.

Tymczasem Niezwykli Dżentelmeni spełniajmy swą powinność i wracajmy za bar kontynuować postawione cele. Do zobaczenia w pierwszy poniedziałek przyszłego miesiąca.

Święty Z Bostonem

Bez Odbioru

swietyzbostonem@gmail.com

International Toorank Bartender Competition.

International Toorank Bartender Competition
International Toorank Bartender Competition

Przed nami kolejna, ósma już odsłona International Toorank Bartender Competition. W tym roku konkurs ponownie rozgrywany będzie na zasadach klasycznych i kierowany jest do wszystkich barmanów, nawet do tych którzy nie postawili jeszcze nogi za barem. W odróżnieniu do większości konkursów wydarzenie nie ogranicza się tylko do eliminacji i wielkiego finału.

Przed eliminacjami przeprowadzony zostanie cykl warsztatów poświęconych produktom z portfolio firmy Toorank. Skierowanie konkursu również do młodych barmanów, świeżych absolwentów szkoleń barmańskich oraz element edukacyjny to nowatorski zabieg do tej pory nigdy nie stosowany.

Warsztaty odbędą się w dniu 13 marca, w Hotelu „BUKOVINA” w Bukowinie Tatrzańskiej o godzinie 18:00 i o godzinie 17:00 w siedzibach MSBiS w następujących dniach: 16 kwiecień MSBiS Kraków,17 kwiecień MSBiS Poznań oraz 18 kwiecień MSBiS Warszawa.

Eliminacje odbędą się 20 marca w Zakopanem, w Klubie „DWORZEC TATRZAŃSKI” od godziny 18:00, w siedzibach Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Sommelierów w dniach 23 kwietnia w Krakowie, 24 kwietnia w Poznaniu i 25 kwietnia w Warszawie od godziny 15.00.

Podczas eliminacji zawodnicy występować będą indywidualnie przed komisją techniczną i degustacyjną. Po 5 najlepszych zawodników z każdych eliminacji wystąpi w wielkim finale.

Finał odbędzie się 09.05.2012 w Warszawie w Hotelu „BELVEDER”.

Szczegółowy regulamin konkursu opublikowany jest na stronie www.Toorank.com.pl.

Nagroda dla zwycięzcy konkursu to aż 1000.00 euro. Po za tym nagrody finansowe i rzeczowe dla pozostałych finalistów jak i uczestników eliminacji.

Współorganizatorem konkursu jest Międzynarodowa Szkoła Barmanów i Sommelierów.

Patronat medialny objęli: Alkoteka.pl, BarSymposium, Open-Bar.pl, BarMagazyn

FLAIR ADDICT ODBYŁO SIĘ WE WROCŁAWIU!

Wszytsko zaczęło się niecały rok temu. Wówczas w stolicy Dolnego Śląska odbył się konkurs barmański w stylu flair … Dirty Shakers  – Time To Flair. Za sprawą Dariusza Owczarka (Bar4You; Domówka) Wrocław ma okazję systematycznie kosztować odrobiny barmańskiej pasji, miłości… uzależnienia!

27 lutego 2012, to kolejna data, która na długo zapadnie w pamięci Wrocławia. 13 barmanów z całego kraju stawiło się w Klubie Daytona i zaprezentowała swoje umiejętności na pierwszej edycji cyklicznego projektu – Flair Addict! Napędzane przez Dirty Shakers wydarzenie zakończyło się wielkim sukcesem. Dlaczego?

Tłumnie zgromadzona społeczność Wrocławia wyśmienicie bawiła się na Flair Addict. Nie mieli innego wyjścia, gdyż barmani stanęli na wysokości zadania i włożyli całe serca w prezentowane przez siebie pokazy. To nie był konkurs. Nie chodziło o rywalizacje. Stawką była dobra zabawa i miłość. Jedna miłość… Flair! Stolica Dolnego Śląska zasługuję na to, aby systematycznie móc brać udział w tego typu wydarzeniach, tym bardziej, że należy do najbardziej rozwijających się metropolii naszego kraju.

Zatem na scenie pojawili się : Adaś Brańczyk (Impresive Flair Bar), Grzegorz Matuszak (Flair Gym), Kamil Szuchalski (Bar4You), Kamil Majewski (Natural Born Bartenders), Adam Grądziel (Natural Born Bartenders; Pies Czy Suka / Pure Bar),  Maciej Szymański (MSBiS), Radosław Podlaski (Flairtender.pl), Marcin Mlostek, Filip Ciszkowski (Bar4You), Przemysław Mar czuk, Piotr Kos (Flair Brothers). Nie mogło również oczywiście zabraknąć organizatora w postaci Dariusza Owczarka. W gronie znalazła się również reprezentantka płci pięknej – Gosia Franek (Flair Gym), która uwiodła wszystkich swoim urokiem jak i bardzo dobrym pokazem.

Za konsoletą stanął utalentowany reprezentant wrocławskiej sceny muzycznej – Dj Break! Nawet na minutę nie pozwolił publiczności się nudzić. Dźwięki, które z pasją serwował wprowadziły wszystkich w niesamowity rausz, napędzany przez rytmy z pogranicza: break’s, drum ‘n’ bass, dubstep czy funk!

Za mikrofonem Krzysztof AKA ‘Kris’ Kuhnel –  genialnie sprawdził się w roli prowadzącego. Rozdał mnóstwo nagród oraz nieustannie podnosił napięcie motywując przybyłych do jeszcze gorętszego dopingu.

Bardzo profesjonalne podejście do sprawy organizatora pozwoliło stworzyć mu kolejny dobrze rokujący projekt. Flair Addict zakończył się niekwestionowanym sukcesem i miejmy nadzieję, że już niebawem będziemy mieli okazję podziwiać szybujące butelki na kolejnej edycji. Czas pokażę, kiedy ponownie spotkamy się w Daytonie.

4 PYTANIA DO DARIUSZA OWCZARKA

Czym jest Flair Addict? Jakie są priorytety prowadzonego przez Ciebie projektu?

FLair addict to projekt, który ma promować flair w Polsce a przede wszystkim we Wroclawiu. Tworząc to wydarzenie chciałbym, aby była to cykliczna impreza na której mogą spotkać się i zintegrować wszyscy flairtenderzy z całej Polski. Zależy nam także na rozwoju młodych zawodników którzy dopiero zaczynają ze sztuka flair i często boja się pojechać na konkur i rywalizować z doświadczonymi zawodnikami. Na flair addict będą mieli szanse wystąpić w ich gronie i otrzymać wsparcie, będą mogli się poradzić w jakim kierunku iść. Chodzi nam o stworzenie projektu który będzie jednocześnie spotkaniem flairtenderów jak i idealną okazją dla wszystkich ludzi do zobaczenia na własne oczy prawdziwej barmańskiej pasji.

Chodzi tez o to żeby ludzie poznali flair. Wiedzieli ze to nie tylko rzucanie butelkami ale styl życia który prowadza flairtenderzy. Ze to nasze zdrowe uzależnienie któremu poświęcamy się całkowicie.

Bierzesz czynny udział w tworzeniu kultury flair we Wrocławiu. Jak myślisz, jak długo potrwa zakorzenienie w społeczności Wrocławian sentencji  głoszącej, że ‘Barmaństwo To Sztuka’?

Tak cały czas czynnie pracuje za barem, gdzie jak tylko mam czas pokazuje co nieco[ hehe] Oczywiście chodzi o prace w stylu working flair. W najbliższym czasie rownież chce zorganizować spotkania flair dla Wrocławskich barmanów, którzy wyrazili chęć wtajemniczenia się w arkana flairu.’Barmaństwo to Sztuka’?.  Wydaje mi się że wraz z kolejnymi edycjami i rozwojem projektu flair addict coraz więcej ludzi we Wroclawiu będzie wierzyło w tą sentencje.

Jak wielu jest barmanów takich Ty? Barmanów, którzy podchodzą do swojej profesji z pasją i pragną rozwoju? Jak wielu barmanów zajmuję się flairem?

Jest paru barmanów którzy pracują w stylu working flair, ale niestety jeśli chodzi o profesjonalne podejście jestem sam.
Mam nadzieje, że już niedługo się to zmieni .

We Wrocławiu jest kilka osób które podchodzą do barmaństwa tak jak ja. Wskazuje na to inny projekt który ostatnio powstał. Wrocław Bartenders, w którym mam przyjemność zajmować się właśnie sztuką flair.
Jest to liga dla barmanów składająca się z kilkunastu konkursów m.in. ( short drink, long drink , speed flair, working flair ), która również ma na celu integracje wrocławskiego środowiska barmańskiego.

Kiedy możemy się spodziewać kolejnej edycji Flair Addict!

Szybciej niż każdy się spodziewa
I czy na pewno Flair addict we Wrocławiu..

Koniecznie sprawdźcie stronę Flair Addict na fb: https://www.facebook.com/timeToFlair

Havana Club Grand Prix 2012.

Havana Club Grand Prix 2012
Havana Club Grand Prix 2012

Havana Club Grand Prix to międzynarodowy konkurs organizowany co dwa lata od 1996 roku. Konkurs jest jednym z najbardziej renomowanych i popularnych konkursów w środowisku barmańskim na świeci. W konkursie startuje kilkudziesięciu barmanów wyłonionych drogą eliminacji z przeszło 30 krajów z całego świata.

W ramach konkursu, Havana Club International przyznała dwie dzikie karty dla uczestników którzy nie mieli możliwości wystartowania w eliminacjach. Jeżeli jesteś barmanem z pasją, pracujesz za barem i wierzysz, że możesz zostać mistrzem serwowania klasycznych kubańskich koktajli, to mamy dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia! Wykreuj dwie własne kompozycje koktajlowe i wygraj niezapomnianą podróż na Kubę już w Maju!!! A tam czeka na Ciebie Międzynarodowy Konkurs Kotkajlowy Havana Club.

Wystarczy, że stworzysz oryginalne dwa koktajle, jeden na bazie Havana Club Anejo 3 Anos, drugi na bazie Havana Club Anejo 7 Anos. Następnie musisz wejść na poniższy Fanpage, zarejestrować się, wysłać przypisy i pakować walizki na Kubę!!!

Link:

https://www.facebook.com/HavanaClubCocktailGrandPrix#!/pages/Havana-Club-Grand-Prix/187187321342909

Czasu coraz mniej, ostateczny termin zgłoszeń  25 marca!!!

Nasi Za Granicą: Igor Żukowiec

Igor Żukowiec
Igor Żukowiec

Alkoteka: Zacznijmy więc od początku. W jakim wieku zdecydowałeś się porzucić mazurski, rodzinny klimat na rzecz wielkiego Nowego Jorku?

Igor Żukowiec: Zacznijmy może od tego, że byłem zupełnie innym dzieckiem niż moi rówieśnicy. Moimi ulubionymi zabawkami był prodiż czy inne kuchenne narzędzia. Mieliśmy na podwórzu kurnik, z którego podbierałem jajka i biegłem do piaskownicy, gdzie próbowałem lepić ciasta z piasku. Od urodzenia przejawiałem chęci do sztuki kulinariów. W późniejszym etapie, ciągle w bardzo młodym wieku, zacząłem gotować z moją mamą. Mimo że interesowałem się tym mocno to jednak nie chciałem iść do szkoły gastronomicznej. Widziałem siebie robiąc filmy. Moja pasja do kina rozpoczęła się w dość dziwny sposób, gdyż po obejrzeniu ‘Parku Jurajskiego’. Poszedłem więc do szkoły aktorskiej jako pierwszy krok w kierunku filmów. Ukończyłem tą szkołę w zupełnie nieoczekiwanym momencie i w tym samym okresie moja mama dostała telefon od znajomego ze Stanów Zjednoczonych, który zaprosił ją i mnie do siebie. Ona nie mogła lecieć więc postanowiliśmy, że ja polecę sam jeśli dostanę wizę. Wszystkie formalności przebiegły bardzo sprawnie. Po dwóch tygodniach byłem w Stanach!

Poleciałem na trzy miesiące. Kiedy wróciłem do Polski wszystko wydało mi się bardzo małe. Mieszkając w Warszawie dusiłem się. Nigdy nie lubiłem miast, ale Nowy Jork miał jednak tyle do zaoferowania, że bardzo dobrze się tam czułem. Po 6 miesiącach stwierdziłem, że chcę się tam przeprowadzić i rozpocząć studia filmowe. Pojechałem więc i żeby znaleźć środki na naukę zacząłem pracę za barem. Jakoś tak wyszło, że wszystko się szybko i pomyślnie ułożyło. Na początku pracowałem na statku odbywając rejsy wokół Manhattanu. Później trafiłem do małej francuskiej restauracji. Mimo że pracowałem za barem dopiero od 3 miesięcy, to już chciałem poprawiać im listę koktajli. Nie umiałem za wiele, jednak już wiedziałem, że mogę zrobić to lepiej, niż to co mieli. Po kolejnych kilku miesiącach dostałem pracę w naprawdę fajnej restauracji znajdującej się na Soho, gdzie wymagali 3 lata doświadczenia za barem. Ja miałem na swoim koncie tylko 6 miesięcy. Jak się później okazało, to byłem dobrą osobą, w dobrym miejscu, w odpowiednim czasie. Mocno skupiając się na tej pracy, przygotowywałem się do kursu TEOFL, żeby iść do szkoły filmowej. Kiedy już wszystkie papiery tam wysyłałem, podszedł do mnie szef restauracji i powiedział, że chcę abym został managerem baru. Bez zastanowienia się zgodziłem. Doszedłem do wniosku, że do szkoły mogę zawsze wrócić, a jak zacznę jako manager to również się wiele nauczę.

Po kolejnych kilku miesiącach wiedziałem już, że nie będę szedł do tej szkoły. Miksologia mnie bardzo wciągnęła. Zorientowałem się jak ta kultura jest mocno rozwinięta w Nowym Jorku. Nie jest to zwyczajne nalewanie i dawanie ludziom drinków. Można uczyć się tego całe życie. Pokochałem to i wydaje mi się, że przełożyłem swoją pasję do kulinariów na mieszanie drinków. Zacząłem używać technik, które dobrze znałem ze sztuki gotowania i używałem tych elementów w przygotowaniu koktajli. Po jakimś czasie podszedł do mnie mój szef i powiedział, że jest to mój bar, a on będzie tylko numerki sprawdzał. To było niesamowite, że zaufał mi na tyle, że mogłem robić co chciałem. To był okres, w którym nauczyłem się najwięcej samemu… Tak to się wszystko zaczęło!

Alkoteka: Czy zdobycie przez Ciebie, Polaka, który mieszkał od niedawna w Stanach takiego zaufania u swojego bossa, nie wzbudzało negatywnych odczuć wśród twoich współpracowników?

Igor Żukowiec: Często bywa tak, że barmani mają bardzo duże ego i nie lubią sie nawzajem. Widzę to naprawdę często i nie wiem skąd to się bierze. Ja jednak ja nie czułem żadnego dyskomfortu. Wszystko było porządku. Ludzie darzyli mnie szacunkiem. Starałem się tworzyć rodzinną atmosferę. Nie było żadnych konfliktowych sytuacji. Starałem się aby wszyscy darzyli się zaufaniem.

Alkoteka: Twój pierwszy kontakt z Nowo Jorskim stylem mieszania koktajli. Jakie emocje Tobie towarzyszyły. Sprzęt barmański, alkohole etc. Jakie to wrażenie na Tobie wywołało? Czym inspirowałeś się studiując z początku sztukę miksologii?

Igor Żukowiec: Niesamowite! Od początku starałem się poznać każdą butelkę w barze, to podstawa. Zajęło mi to oczywiście trochę czasu. Siedziałem po nocach i czytałem. Jak zobaczyłem pierwszy raz dobrą listę koktajli ze świeżymi owocami, przyprawami, ziołami czy syropami przyrządzanymi domowym sposobem, bittersami, to stwierdziłem, że miksologia jest tak samo bogata jak sztuka gotowania. Odnalazłem w tym swoją pasję z młodości. Na początku po prostu chciałem robić coś smacznego i niezbyt skomplikowanego. Zacząłem wszystko opierać na klasykach. Długi czas opierałem się przed studiowaniem prac innych barmanów. Pierwsze trzy lata starałem się dochodzić do wszystkiego sam. Chciałem wykreować w tym wszystkim własny styl. To w pewien sposób było dobre jednak po trzech latach zorientowałem się, że wielu rzeczy nie wiem dlatego, bo nie interesowałem się tym, od tej drugiej strony. Ostatnie dwa lata zacząłem studiować barmaństwo bardzo dogłębnie.

Alkoteka: Poprzez korzystanie z jakiej literatury starasz się poznawać klasykę, czy studiować najświeższe trendy w sztuce przygotowaniu koktajl?

Igor Żukowiec: Na początku poszedłem na podstawowy kurs barmański, gdzie mogłem poznać standardowe techniki przygotowania koktajli oraz szlagierowe klasyki. To był pierwszy krok ku temu, aby dowiedzieć się na temat stylu popularnego w Nowym Jorku. Pierwsza książka jaką zdecydowałem się kupić, była autorstwa Dale’a De Groff’a (nie wiedziałem wtedy kim on był). Później kupiłem wielką encyklopedie, w której zarówno mogłem dowiedzieć się kilku ciekawostek na temat alkoholi jak i informacji o samym barmaństwie. Szczerze, muszę jednak przyznać, że najwięcej czerpię z Internetu. Czytam magazyny jak Class Magazine, Imbibe itp.

Staram się również studiować tą industrialną część biznesu barowego i alkoholowego. Analizuje rynki alkoholowe, sprzedaże, import, eksport itp. Chcę wiedzieć jak to działa od drugiej strony. Generalnie staram się interesować wszystkim tym co dzieję się wokół świata alkoholi. Internet jest pewnie moim głównym źródłem wiedzy.

Alkoteka: Wpływ miksologii molekularnej na twoją twórczość jest bardzo widoczny.

Igor Żukowiec: Z samą miksologią molekularną spotkałem się jakieś pięć lat temu. Widziałem zdjęcia koktajli, słyszałem o paru miejscach i spodobało mi się to bardzo. Ja w ogóle lubię nowoczesne rzeczy. Styl, który staram się cały czas pielęgnować, jest nowoczesny. Wydaję mi się, że miksologia molekularna jest pewną falą. Coś jak dubstepy w muzyce. Wątpię, że jakiś koktajl z miksologii molekularnej stanie się w przyszłości klasykiem, ale też myślę, że trend na molekuły się nie skończy. Zawsze gdzieś będzie do znalezienia jakiś bar-laboratorium. Jest to fajne, inne, ciekawe, jednak nie wydaję mi się aby stało się to codziennością. Jest to pewna odskocznia od rzeczywistości. Ja opanowałem podstawy miksologii molekularnej. Nie mogę powiedzieć, że znam ją od podszewki. Tak jak powiedziałem: lubię wszystko co nowoczesne i lubię aby moje koktajle zaskakiwały ludzi. W moim domu leży mnóstwo proszków, tekstur, które czekają na to, kiedy będę miał czas lub wenę, żeby z nimi tworzyć.

Alkoteka: ‚ALCHEMIQ’, to twój pomysł na prowadzenie firmy barmańskiej. Co więcej zrodził się właśnie w Stanach Zjednoczonych. Zatem chciałbym, abyś przybliżył możliwości rozwoju z perspektywy Polaka, w Nowym Jorku. Czy USA jest w tych kwestiach przychylne obywatelom oraz imigrantom? Czy należy przebrnąć przez masę formalności oraz roboty papierkowej, czy jednak dużo dynamiczniej się to odbywa?

Igor Żukowiec: Muszę powiedzieć, że wszelkie formalności związane z ALCHEMIQ’iem dopiero mnie czekają. ALCHEMIQ’a otworzyłem ponad rok temu, ale skupiłem się tylko i wyłącznie na samym marketingu. Zaczęło się od tego, że chciałem otworzyć własną stronę internetową. Chciałem aby inni mogli spojrzeć na moje prace. Z czasem stwierdziłem, że muszę dodać do tego jakiś serwis. Po paru miesiącach określiłem zatem swój projekt jako  ‘ALCHEMIQ – Mixology Services’. Wracając jednak do pytania, to pierwszy rok poświęciłem na zdobywanie artykułów w gazetach, występów w telewizji czy na sponsorowaniu eventów. Chciałem zbudować tą markę. Też do końca nie wiedziałem, w którą stronę chce iść. Czy catering, czy konsulting, a może jeszcze coś innego. Zauważyłem, że ludzie często odzywają się w sprawie konsultingu. Chcą abym kreował dla nich menu koktajli, robił cost-control i szkolił pracowników. Zainteresowaniem cieszy się też podnajmowanie ALCHEMIQ’a na różne przyjęcia koktajlowe, gdzie serwujemy moje autorskie prace.

Reasumując, to zacząłem bardzo powoli. Po 1,5 roku działalności stwierdziłem, że chcę iść jednak w stronę cateringu. Będę w ofercie miał koktajle, jedzenie czy planowanie imprez. Ponadto będę miał też kompozycje kwiatowe. Chcę aby moja oferta była bardzo kompleksowa.

No i po powrocie czekają na mnie wszystkie z tym związane formalności.

Alkoteka: Twoim celem zatem, wnioskując z tego co mówisz, jest możliwość planowania danego wydarzenia od początku do końca.

Igor Żukowiec: Dokładnie! Dodatkowo będę miał własną stronę, gdzie będę się zajmował konsultingiem i będzie to skierowane do właścicieli barów i środowiska. ALCHEMIQ sam w sobie będzie dużo bardziej elastyczny. Chcę uderzyć z tym w eventy, wesela itp.

Alkoteka: Powiedz mi jak wygląda zapotrzebowanie Nowego Jorku na tego typu usługi. Rynek wykazuję zapotrzebowanie na cocktail cateringi?

Igor Żukowiec: Nie ma w sumie żadnych firm, które zajmowały by się stricte cocktail cateringiem. Niektórzy miksolodzy robią eventy jednak z reguły reprezentując jakiś bar. Są firmy cateringowe, które mają koktajle, ale nie jest to na najlepszym poziomie. Jest z tym problem, gdyż w Nowym Jorku nie można dostać koncesji jako firma cateringowa. Trzeba mieć swój własny bar. Wtedy można przedłużyć koncesję na obsługę wyjazdową. Kiedy zgłosiłem się do urzędu akcyzowego ze swoim pomysłem, to powiedzieli mi, że nie ma pozwolenia na mój business plan. Staram się jakoś to obejść i wymyślić odpowiednie rozwiązanie. Oczywiście wszystko jak najbardziej legalnie! Mam pomysł i możliwości ku temu aby móc prowadzić ALCHEMIQ’a nie otwierając swojego własnego baru.

Alkoteka: ALCHEMIQ w Polsce?

Igor Żukowiec: Tak! Oczywiście mam to w planach. Pierwszy krok ku temu, to może gościnny występ w nowo powstającym projekcie Pies Czy Suka – Pure Bar! 🙂 Mam taki plan wraz z bratem jak realizować ALCHEMIQ’a w Polsce. Szczerzę mówiąc chciałbym żyć pomiędzy Warszawą, a Nowym Jorkiem. Czasami tęsknota, która człowieka nachodzi jest bardzo ciężka do wytrzymania. Chciałbym żyć między kontynentalnie.

Alkoteka.pl:  Z perspektywy czynnego barmana chciałbym żebyś określił Nowo Jorską scenę barową.

Igor Żukowiec: Te najbardziej znane miejsca jak PDT czy Apotheke, to są niesamowite bary mające wyjątkowych barmanów, koktajle, ale to nie są miejsca do których bym uczęszczał każdego wieczoru. To są bary do których zazwyczaj zabieram znajomych, którzy odwiedzają mnie w Nowym Jorku. Są one bardziej formą ciekawostki, czegoś niesamowitego co należy spożywać umiarkowanie. Przez ostatni rok bardzo dużo chodziłem do Mayahuel czy Death & Co. Mayahuel to miejsce, gdzie karta koktajli oparta jest na tequili, mezcalu, sotolu i muszę przyznać, że jest to niesamowita karta! Genialne koktajle! Menu z tego lokalu  to jedno z największych moich zaskoczeń ostatnich lat. Mają także jedzenie meksykańskie w nowoczesnym wydaniu. Czuję się tam tak zrelaksowany jakbym był w domu. Szukając miejsca na koktajl, wybieram te, gdzie się dobrze czuję. W Nowym Jorku jest bardzo dużo sztywnych miejsc, w których ciężko jest wypocząć. Lani Kai to nowy hawajski cocktail bar. Można tam spotkać niesamowite połączenia, tiki mugi, piękne stylizacje. Wszystko w zupełnie innym stylu niż moje autorskie prace. Lubię tam chodzić, bo zawsze czegoś się tam uczę.

Alkoteka.pl: A jak wygląda sprawa odnośnie cen koktajli?

Igor Żukowiec: Muszę powiedzieć, że dobre koktajle można znaleźć już od $12. Wszystko zależy od miejsca. W Apotheke najdroższy koktajl z listy jest za $18, ale mogą zrobić dużo droższe jeśli zamówisz coś specjalnego z jakimś 18 letnim Single Malt Scotchem. Powiedziałbym, że średnia cena za koktajle w Nowym Jorku wynosi $15. Byłem ostatnio w jednym miejscu na Manhattanie, w pewnej ekskluzywnej restauracji w hotelu, gdzie koktajle były za $25, no i muszę powiedzieć, że mogłyby być lepsze.

Alkoteka.pl: Opowiedz o swojej przygodzie z Grotto Restaurant.

Igor Żukowiec: Grotto nie jest znanym miejscem na Manhattanie; jest ono sekretem. Właściciel nie chcę się reklamować. Nie robi wokół tego miejsca żadnego marketingu. Zależy mu na rodzinnej atmosferze i nie jest to miejsce dla wszystkich. Ci ludzie, którzy wiedzą o Grotto, to są właśnie Ci ludzie, którzy powinni tam przychodzić. Właściciel się mocno nie przejmuję, że czasem zimą biznes się nie kręci. On ma dużą firmę cateringową, a restauracja jest jego oczkiem w głowie gdzie tylko przyjaźni i ciepli ludzie przychodzą. Mnie zatrudnili tam, abym pomógł z barowym biznesem, bo sprzedawali tylko wino mając pełny bar. Wraz z kolegą, Bryanem, który swoją drogą jest fenomenalnym barmanem, stworzyliśmy krótką listę koktajli składającej się z sześciu pozycji. Pozycje były zróżnicowane i zależało nam na tym, aby ludzie mogli szybko podjąć decyzję. Bazowaliśmy na produktach domowej roboty i robiliśmy sami zakupy wybierając najświeższe produkty…

Alkoteka.pl: To my decydujemy czym i jaki jest bar?

Igor Żukowiec: Jak najbardziej. Przez długi czas, co drugi poniedziałek organizowałem wieczory z koktajlami, gdzie odbiegałem od naszej listy koktajli. Różne tematy np. dziś działamy z cytrusami, kolejnego tygodnia mamy koktajle z ogniem lub noc wyzwań, gdzie ludzie przychodzili i wybierając sobie konkretne składniki dawali mi zadania odtworzenia danego smaku np. przyszedł pan i powiedział, że w swoim koktajlu chciałby mieć whisky, szampana i jakiś owoc, którego teraz dokładnie nie pamiętam. Pamiętam jednak, że wyszedł mi całkiem fajny koktajl. Chodziło o to, że dużo sam się przy tym uczyłem. Musiałem sprostać wielu wyzwaniom.

Alkoteka.pl: Wizerunek barmana w Stanach Zjednczonych. Zarobki?

Igor Żukowiec:  Któregoś dnia rozmawiałem z kumplem o tym, dlaczego barmani często mają tak duże ego. Doszliśmy do wniosku, że czują się zbyt mało poważani przez ludzi w takim sensie, że ludzie z reguły nie wiedzą jak ciężka ta praca może być. Ludzie myślą, że jest to świetny zawód, bo dobrze się zarabia za samo serwowanie. Ale ogólnie wizerunek barmana w Nowym Jorku jest dobry.

Zarobki, na przykładzie Nowego Jorku, są bardzo zróżnicowane. Barmani mogą zarabiać dosłownie od 30 do 200 tysięcy dolarów rocznie więc to jest niesamowita rozpiętość. $200 – $300 za noc można uznać za dobre zarobki. Są miejsca gdzie możesz zarobić $800 lub niecałe $100. Jest to bardzo zróżnicowane. Należy zaznaczyć, że wszystko opiera się na napiwkach. Pieniądze, które zarabiasz z pensji idą często w całości na opłatę podatków z napiwków. Tak, niestety trzeba się rozliczać z napiwków z urzędem skarbowym.

https://www.alchemiq.com

(Tekst: A.G., Zdjęcia: Filip Wolak www.fotofilip.com)

Przyłącz się do bicia rekordu Guinnessa w Dzień Świętego Patryka.

Jak co roku 17 marca będziemy obchodzić Dzień Świętego Patryka, który w Polsce zyskuje coraz więcej zwolenników. Podczas zabawy nie może zabraknąć dwóch elementów: zielonego koloru oraz toastu wznoszonego piwem Guinness – ciemnym złotem Irlandii. Z tej okazji odbędzie się również bicie rekordu Guinnessa przez wszystkich sympatyków tego święta w celu ustanowienia Najbardziej Przyjacielskiego Dnia w roku.

Guinness
Guinness

Guinness to najbardziej znane na świecie irlandzkie piwo typu stout. Jego historia rozpoczęła się w 1759 roku, kiedy to Arthur Guinness przybył do Dublina, gdzie wydzierżawił mały browar St. James’s Gate Brewery. Ciekawostką jest fakt, iż umowa została podpisana na 9000 lat na kwotę 45 funtów miesięcznie. Guinness to również jedna z nielicznych marek na świecie, która jest tak silnie powiązana ze świętem narodowym ojczystego kraju.

Dzień Świętego Patryka jest obchodzony praktycznie na całym świecie. Głównym symbolem święta jest koniczyna, która stanowi także – obok harfy – tradycyjny symbol Irlandii. Mało osób jednak wie, że według legendy to właśnie za jej pomocą św. Patryk wyjaśniał irlandzkim poganom istotę Trójcy Świętej. Dlatego też na Zielonej Wyspie ten dzień jest wolny od pracy, a mieszkańcy organizują parady, festiwale uliczne oraz zabawy przy celtyckiej muzyce. Oczywiście wszystko odbywa się przy kuflu prawdziwego Guinnessa, którego nie może zabraknąć w żadnym pubie.

Bicie rekordu Guinnessa w celu ustanowienia 17 marca Najbardziej Przyjacielskim Dniem w roku wpisuje się w pozytywne irlandzkie święto, które sprzyja spotkaniom ze znajomymi, wspólnej zabawie oraz przyjacielskiej atmosferze. Wszyscy użytkownicy, od 17 lutego do 18 marca, mogą się zaangażować w akcję za pomocą aplikacji na stronie www.Guinness.com lub www.Facebook.com/GuinnessPolska. Razem możemy uczynić ten dzień jeszcze bardziej przyjacielskim niż dotychczas.

Dzień Świętego Patryka obchodzony jest przez miliony osób na całym świecie. To przesiąknięte irlandzkim duchem życzliwości święto stało się doskonałą okazją do spotkania z przyjaciółmi przy pincie Guinnessa, aby wspólnie cieszyć się tym jednym z najwspanialszych dni w roku„. – mówi Fergal Murray, światowy ambasador marki Guinness.

Guinness
Guinness

Everyone wants to be Irish on St. Patrick’s Day” – tak brzmi hasło, które zyskuje z roku na rok coraz więcej zwolenników na całym świecie.

Najlepszym przykładem są mieszkańcy Chicago, którzy… barwią rzekę Chicago River na zielono! W Polsce rośnie popularność Dnia Świętego Patryka. Puby i restauracje przygotowują z tej okazji różnego rodzaju atrakcje i promocje, a marka Guinness zachęca do ustanowienia rekordu Guinnessa.

Guinness to piwo, którego nie da się pomylić z żadnym innym napojem. Niesamowity smak i aromat zawdzięcza oryginalnej recepturze, staranności warzenia oraz specjalnej procedurze palenia prażonego słodu jęczmiennego. Charakterystyczna ciemna, gładka, kremowa piana i wyrazisty smak są rozpoznawalne w 150 krajach, w których sprzedawany jest Guinness.

W Polsce dystrybutorem piwa Guinness jest Grupa Żywiec S.A. Guinness to najbardziej znane w Europie piwo typu „stout”, dostępne w ponad 150 krajach. Piwo charakteryzuje się niepowtarzalnym goryczkowym smakiem, ciemno-brązową barwą i niepowtarzalną kremową pianą. Dodatkowo, dzięki unikalnej technologii puszek, konsumenci również w domu mogą serwować perfekcyjnego Guinnessa z gęstą, kremową pianą. Piwo dostępne jest w wariancie podstawowym Guinness Draught w opakowaniach typu: keg 30 l i puszka 0,44 l oraz Guinness Original w butelce 0,33 l.

Pamiętaj, pij odpowiedzialnie!

Na Zdrowie!

(Tekst i zdjęcia – materiały prasowe Grupa Żywiec S.A.)