Nasi Za Granicą: Igor Żukowiec

Igor Żukowiec
Igor Żukowiec

Alkoteka: Zacznijmy więc od początku. W jakim wieku zdecydowałeś się porzucić mazurski, rodzinny klimat na rzecz wielkiego Nowego Jorku?

Igor Żukowiec: Zacznijmy może od tego, że byłem zupełnie innym dzieckiem niż moi rówieśnicy. Moimi ulubionymi zabawkami był prodiż czy inne kuchenne narzędzia. Mieliśmy na podwórzu kurnik, z którego podbierałem jajka i biegłem do piaskownicy, gdzie próbowałem lepić ciasta z piasku. Od urodzenia przejawiałem chęci do sztuki kulinariów. W późniejszym etapie, ciągle w bardzo młodym wieku, zacząłem gotować z moją mamą. Mimo że interesowałem się tym mocno to jednak nie chciałem iść do szkoły gastronomicznej. Widziałem siebie robiąc filmy. Moja pasja do kina rozpoczęła się w dość dziwny sposób, gdyż po obejrzeniu ‘Parku Jurajskiego’. Poszedłem więc do szkoły aktorskiej jako pierwszy krok w kierunku filmów. Ukończyłem tą szkołę w zupełnie nieoczekiwanym momencie i w tym samym okresie moja mama dostała telefon od znajomego ze Stanów Zjednoczonych, który zaprosił ją i mnie do siebie. Ona nie mogła lecieć więc postanowiliśmy, że ja polecę sam jeśli dostanę wizę. Wszystkie formalności przebiegły bardzo sprawnie. Po dwóch tygodniach byłem w Stanach!

Poleciałem na trzy miesiące. Kiedy wróciłem do Polski wszystko wydało mi się bardzo małe. Mieszkając w Warszawie dusiłem się. Nigdy nie lubiłem miast, ale Nowy Jork miał jednak tyle do zaoferowania, że bardzo dobrze się tam czułem. Po 6 miesiącach stwierdziłem, że chcę się tam przeprowadzić i rozpocząć studia filmowe. Pojechałem więc i żeby znaleźć środki na naukę zacząłem pracę za barem. Jakoś tak wyszło, że wszystko się szybko i pomyślnie ułożyło. Na początku pracowałem na statku odbywając rejsy wokół Manhattanu. Później trafiłem do małej francuskiej restauracji. Mimo że pracowałem za barem dopiero od 3 miesięcy, to już chciałem poprawiać im listę koktajli. Nie umiałem za wiele, jednak już wiedziałem, że mogę zrobić to lepiej, niż to co mieli. Po kolejnych kilku miesiącach dostałem pracę w naprawdę fajnej restauracji znajdującej się na Soho, gdzie wymagali 3 lata doświadczenia za barem. Ja miałem na swoim koncie tylko 6 miesięcy. Jak się później okazało, to byłem dobrą osobą, w dobrym miejscu, w odpowiednim czasie. Mocno skupiając się na tej pracy, przygotowywałem się do kursu TEOFL, żeby iść do szkoły filmowej. Kiedy już wszystkie papiery tam wysyłałem, podszedł do mnie szef restauracji i powiedział, że chcę abym został managerem baru. Bez zastanowienia się zgodziłem. Doszedłem do wniosku, że do szkoły mogę zawsze wrócić, a jak zacznę jako manager to również się wiele nauczę.

Po kolejnych kilku miesiącach wiedziałem już, że nie będę szedł do tej szkoły. Miksologia mnie bardzo wciągnęła. Zorientowałem się jak ta kultura jest mocno rozwinięta w Nowym Jorku. Nie jest to zwyczajne nalewanie i dawanie ludziom drinków. Można uczyć się tego całe życie. Pokochałem to i wydaje mi się, że przełożyłem swoją pasję do kulinariów na mieszanie drinków. Zacząłem używać technik, które dobrze znałem ze sztuki gotowania i używałem tych elementów w przygotowaniu koktajli. Po jakimś czasie podszedł do mnie mój szef i powiedział, że jest to mój bar, a on będzie tylko numerki sprawdzał. To było niesamowite, że zaufał mi na tyle, że mogłem robić co chciałem. To był okres, w którym nauczyłem się najwięcej samemu… Tak to się wszystko zaczęło!

Alkoteka: Czy zdobycie przez Ciebie, Polaka, który mieszkał od niedawna w Stanach takiego zaufania u swojego bossa, nie wzbudzało negatywnych odczuć wśród twoich współpracowników?

Igor Żukowiec: Często bywa tak, że barmani mają bardzo duże ego i nie lubią sie nawzajem. Widzę to naprawdę często i nie wiem skąd to się bierze. Ja jednak ja nie czułem żadnego dyskomfortu. Wszystko było porządku. Ludzie darzyli mnie szacunkiem. Starałem się tworzyć rodzinną atmosferę. Nie było żadnych konfliktowych sytuacji. Starałem się aby wszyscy darzyli się zaufaniem.

Alkoteka: Twój pierwszy kontakt z Nowo Jorskim stylem mieszania koktajli. Jakie emocje Tobie towarzyszyły. Sprzęt barmański, alkohole etc. Jakie to wrażenie na Tobie wywołało? Czym inspirowałeś się studiując z początku sztukę miksologii?

Igor Żukowiec: Niesamowite! Od początku starałem się poznać każdą butelkę w barze, to podstawa. Zajęło mi to oczywiście trochę czasu. Siedziałem po nocach i czytałem. Jak zobaczyłem pierwszy raz dobrą listę koktajli ze świeżymi owocami, przyprawami, ziołami czy syropami przyrządzanymi domowym sposobem, bittersami, to stwierdziłem, że miksologia jest tak samo bogata jak sztuka gotowania. Odnalazłem w tym swoją pasję z młodości. Na początku po prostu chciałem robić coś smacznego i niezbyt skomplikowanego. Zacząłem wszystko opierać na klasykach. Długi czas opierałem się przed studiowaniem prac innych barmanów. Pierwsze trzy lata starałem się dochodzić do wszystkiego sam. Chciałem wykreować w tym wszystkim własny styl. To w pewien sposób było dobre jednak po trzech latach zorientowałem się, że wielu rzeczy nie wiem dlatego, bo nie interesowałem się tym, od tej drugiej strony. Ostatnie dwa lata zacząłem studiować barmaństwo bardzo dogłębnie.

Alkoteka: Poprzez korzystanie z jakiej literatury starasz się poznawać klasykę, czy studiować najświeższe trendy w sztuce przygotowaniu koktajl?

Igor Żukowiec: Na początku poszedłem na podstawowy kurs barmański, gdzie mogłem poznać standardowe techniki przygotowania koktajli oraz szlagierowe klasyki. To był pierwszy krok ku temu, aby dowiedzieć się na temat stylu popularnego w Nowym Jorku. Pierwsza książka jaką zdecydowałem się kupić, była autorstwa Dale’a De Groff’a (nie wiedziałem wtedy kim on był). Później kupiłem wielką encyklopedie, w której zarówno mogłem dowiedzieć się kilku ciekawostek na temat alkoholi jak i informacji o samym barmaństwie. Szczerze, muszę jednak przyznać, że najwięcej czerpię z Internetu. Czytam magazyny jak Class Magazine, Imbibe itp.

Staram się również studiować tą industrialną część biznesu barowego i alkoholowego. Analizuje rynki alkoholowe, sprzedaże, import, eksport itp. Chcę wiedzieć jak to działa od drugiej strony. Generalnie staram się interesować wszystkim tym co dzieję się wokół świata alkoholi. Internet jest pewnie moim głównym źródłem wiedzy.

Alkoteka: Wpływ miksologii molekularnej na twoją twórczość jest bardzo widoczny.

Igor Żukowiec: Z samą miksologią molekularną spotkałem się jakieś pięć lat temu. Widziałem zdjęcia koktajli, słyszałem o paru miejscach i spodobało mi się to bardzo. Ja w ogóle lubię nowoczesne rzeczy. Styl, który staram się cały czas pielęgnować, jest nowoczesny. Wydaję mi się, że miksologia molekularna jest pewną falą. Coś jak dubstepy w muzyce. Wątpię, że jakiś koktajl z miksologii molekularnej stanie się w przyszłości klasykiem, ale też myślę, że trend na molekuły się nie skończy. Zawsze gdzieś będzie do znalezienia jakiś bar-laboratorium. Jest to fajne, inne, ciekawe, jednak nie wydaję mi się aby stało się to codziennością. Jest to pewna odskocznia od rzeczywistości. Ja opanowałem podstawy miksologii molekularnej. Nie mogę powiedzieć, że znam ją od podszewki. Tak jak powiedziałem: lubię wszystko co nowoczesne i lubię aby moje koktajle zaskakiwały ludzi. W moim domu leży mnóstwo proszków, tekstur, które czekają na to, kiedy będę miał czas lub wenę, żeby z nimi tworzyć.

Alkoteka: ‚ALCHEMIQ’, to twój pomysł na prowadzenie firmy barmańskiej. Co więcej zrodził się właśnie w Stanach Zjednoczonych. Zatem chciałbym, abyś przybliżył możliwości rozwoju z perspektywy Polaka, w Nowym Jorku. Czy USA jest w tych kwestiach przychylne obywatelom oraz imigrantom? Czy należy przebrnąć przez masę formalności oraz roboty papierkowej, czy jednak dużo dynamiczniej się to odbywa?

Igor Żukowiec: Muszę powiedzieć, że wszelkie formalności związane z ALCHEMIQ’iem dopiero mnie czekają. ALCHEMIQ’a otworzyłem ponad rok temu, ale skupiłem się tylko i wyłącznie na samym marketingu. Zaczęło się od tego, że chciałem otworzyć własną stronę internetową. Chciałem aby inni mogli spojrzeć na moje prace. Z czasem stwierdziłem, że muszę dodać do tego jakiś serwis. Po paru miesiącach określiłem zatem swój projekt jako  ‘ALCHEMIQ – Mixology Services’. Wracając jednak do pytania, to pierwszy rok poświęciłem na zdobywanie artykułów w gazetach, występów w telewizji czy na sponsorowaniu eventów. Chciałem zbudować tą markę. Też do końca nie wiedziałem, w którą stronę chce iść. Czy catering, czy konsulting, a może jeszcze coś innego. Zauważyłem, że ludzie często odzywają się w sprawie konsultingu. Chcą abym kreował dla nich menu koktajli, robił cost-control i szkolił pracowników. Zainteresowaniem cieszy się też podnajmowanie ALCHEMIQ’a na różne przyjęcia koktajlowe, gdzie serwujemy moje autorskie prace.

Reasumując, to zacząłem bardzo powoli. Po 1,5 roku działalności stwierdziłem, że chcę iść jednak w stronę cateringu. Będę w ofercie miał koktajle, jedzenie czy planowanie imprez. Ponadto będę miał też kompozycje kwiatowe. Chcę aby moja oferta była bardzo kompleksowa.

No i po powrocie czekają na mnie wszystkie z tym związane formalności.

Alkoteka: Twoim celem zatem, wnioskując z tego co mówisz, jest możliwość planowania danego wydarzenia od początku do końca.

Igor Żukowiec: Dokładnie! Dodatkowo będę miał własną stronę, gdzie będę się zajmował konsultingiem i będzie to skierowane do właścicieli barów i środowiska. ALCHEMIQ sam w sobie będzie dużo bardziej elastyczny. Chcę uderzyć z tym w eventy, wesela itp.

Alkoteka: Powiedz mi jak wygląda zapotrzebowanie Nowego Jorku na tego typu usługi. Rynek wykazuję zapotrzebowanie na cocktail cateringi?

Igor Żukowiec: Nie ma w sumie żadnych firm, które zajmowały by się stricte cocktail cateringiem. Niektórzy miksolodzy robią eventy jednak z reguły reprezentując jakiś bar. Są firmy cateringowe, które mają koktajle, ale nie jest to na najlepszym poziomie. Jest z tym problem, gdyż w Nowym Jorku nie można dostać koncesji jako firma cateringowa. Trzeba mieć swój własny bar. Wtedy można przedłużyć koncesję na obsługę wyjazdową. Kiedy zgłosiłem się do urzędu akcyzowego ze swoim pomysłem, to powiedzieli mi, że nie ma pozwolenia na mój business plan. Staram się jakoś to obejść i wymyślić odpowiednie rozwiązanie. Oczywiście wszystko jak najbardziej legalnie! Mam pomysł i możliwości ku temu aby móc prowadzić ALCHEMIQ’a nie otwierając swojego własnego baru.

Alkoteka: ALCHEMIQ w Polsce?

Igor Żukowiec: Tak! Oczywiście mam to w planach. Pierwszy krok ku temu, to może gościnny występ w nowo powstającym projekcie Pies Czy Suka – Pure Bar!🙂 Mam taki plan wraz z bratem jak realizować ALCHEMIQ’a w Polsce. Szczerzę mówiąc chciałbym żyć pomiędzy Warszawą, a Nowym Jorkiem. Czasami tęsknota, która człowieka nachodzi jest bardzo ciężka do wytrzymania. Chciałbym żyć między kontynentalnie.

Alkoteka.pl:  Z perspektywy czynnego barmana chciałbym żebyś określił Nowo Jorską scenę barową.

Igor Żukowiec: Te najbardziej znane miejsca jak PDT czy Apotheke, to są niesamowite bary mające wyjątkowych barmanów, koktajle, ale to nie są miejsca do których bym uczęszczał każdego wieczoru. To są bary do których zazwyczaj zabieram znajomych, którzy odwiedzają mnie w Nowym Jorku. Są one bardziej formą ciekawostki, czegoś niesamowitego co należy spożywać umiarkowanie. Przez ostatni rok bardzo dużo chodziłem do Mayahuel czy Death & Co. Mayahuel to miejsce, gdzie karta koktajli oparta jest na tequili, mezcalu, sotolu i muszę przyznać, że jest to niesamowita karta! Genialne koktajle! Menu z tego lokalu  to jedno z największych moich zaskoczeń ostatnich lat. Mają także jedzenie meksykańskie w nowoczesnym wydaniu. Czuję się tam tak zrelaksowany jakbym był w domu. Szukając miejsca na koktajl, wybieram te, gdzie się dobrze czuję. W Nowym Jorku jest bardzo dużo sztywnych miejsc, w których ciężko jest wypocząć. Lani Kai to nowy hawajski cocktail bar. Można tam spotkać niesamowite połączenia, tiki mugi, piękne stylizacje. Wszystko w zupełnie innym stylu niż moje autorskie prace. Lubię tam chodzić, bo zawsze czegoś się tam uczę.

Alkoteka.pl: A jak wygląda sprawa odnośnie cen koktajli?

Igor Żukowiec: Muszę powiedzieć, że dobre koktajle można znaleźć już od $12. Wszystko zależy od miejsca. W Apotheke najdroższy koktajl z listy jest za $18, ale mogą zrobić dużo droższe jeśli zamówisz coś specjalnego z jakimś 18 letnim Single Malt Scotchem. Powiedziałbym, że średnia cena za koktajle w Nowym Jorku wynosi $15. Byłem ostatnio w jednym miejscu na Manhattanie, w pewnej ekskluzywnej restauracji w hotelu, gdzie koktajle były za $25, no i muszę powiedzieć, że mogłyby być lepsze.

Alkoteka.pl: Opowiedz o swojej przygodzie z Grotto Restaurant.

Igor Żukowiec: Grotto nie jest znanym miejscem na Manhattanie; jest ono sekretem. Właściciel nie chcę się reklamować. Nie robi wokół tego miejsca żadnego marketingu. Zależy mu na rodzinnej atmosferze i nie jest to miejsce dla wszystkich. Ci ludzie, którzy wiedzą o Grotto, to są właśnie Ci ludzie, którzy powinni tam przychodzić. Właściciel się mocno nie przejmuję, że czasem zimą biznes się nie kręci. On ma dużą firmę cateringową, a restauracja jest jego oczkiem w głowie gdzie tylko przyjaźni i ciepli ludzie przychodzą. Mnie zatrudnili tam, abym pomógł z barowym biznesem, bo sprzedawali tylko wino mając pełny bar. Wraz z kolegą, Bryanem, który swoją drogą jest fenomenalnym barmanem, stworzyliśmy krótką listę koktajli składającej się z sześciu pozycji. Pozycje były zróżnicowane i zależało nam na tym, aby ludzie mogli szybko podjąć decyzję. Bazowaliśmy na produktach domowej roboty i robiliśmy sami zakupy wybierając najświeższe produkty…

Alkoteka.pl: To my decydujemy czym i jaki jest bar?

Igor Żukowiec: Jak najbardziej. Przez długi czas, co drugi poniedziałek organizowałem wieczory z koktajlami, gdzie odbiegałem od naszej listy koktajli. Różne tematy np. dziś działamy z cytrusami, kolejnego tygodnia mamy koktajle z ogniem lub noc wyzwań, gdzie ludzie przychodzili i wybierając sobie konkretne składniki dawali mi zadania odtworzenia danego smaku np. przyszedł pan i powiedział, że w swoim koktajlu chciałby mieć whisky, szampana i jakiś owoc, którego teraz dokładnie nie pamiętam. Pamiętam jednak, że wyszedł mi całkiem fajny koktajl. Chodziło o to, że dużo sam się przy tym uczyłem. Musiałem sprostać wielu wyzwaniom.

Alkoteka.pl: Wizerunek barmana w Stanach Zjednczonych. Zarobki?

Igor Żukowiec:  Któregoś dnia rozmawiałem z kumplem o tym, dlaczego barmani często mają tak duże ego. Doszliśmy do wniosku, że czują się zbyt mało poważani przez ludzi w takim sensie, że ludzie z reguły nie wiedzą jak ciężka ta praca może być. Ludzie myślą, że jest to świetny zawód, bo dobrze się zarabia za samo serwowanie. Ale ogólnie wizerunek barmana w Nowym Jorku jest dobry.

Zarobki, na przykładzie Nowego Jorku, są bardzo zróżnicowane. Barmani mogą zarabiać dosłownie od 30 do 200 tysięcy dolarów rocznie więc to jest niesamowita rozpiętość. $200 – $300 za noc można uznać za dobre zarobki. Są miejsca gdzie możesz zarobić $800 lub niecałe $100. Jest to bardzo zróżnicowane. Należy zaznaczyć, że wszystko opiera się na napiwkach. Pieniądze, które zarabiasz z pensji idą często w całości na opłatę podatków z napiwków. Tak, niestety trzeba się rozliczać z napiwków z urzędem skarbowym.

(Tekst: A.G., Zdjęcia: Filip Wolak www.fotofilip.com)

One thought on “Nasi Za Granicą: Igor Żukowiec

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s