100 na jednego – The American Bar – The Savoy

Hotel Savoy
Hotel Savoy

Istnieje na świecie swego rodzaju „religia”, której wyznawcy gromadnie spotykają się przede wszystkim w godzinach wieczornych. Im bliżej weekendu tym krucjaty jej wiernych są potężniejsze. Całe nabożeństwa obfitują w duże ilości wszelakiego rodzaju trunków polewanych przez barowych misjonarzy. Ceremoniom tym towarzyszą również chóralne śpiewy, dowcipkowania, a nierzadko też awantury często sprowokowane przez boginie strzegące tych świątyń. Ostatniego wieczoru było mi dane odwiedzić jedną z takich mekk światowego barmaństwa , a całość postaram się opisać z należytą pieczołowitością.

Umiejscowiony w londyńskim The Savoy Hotel The American Bar to klasa sama w sobie. W latach 20-stych potocznie nazywany był barmańską bramą do Europy, a określenie to czerpało swoją zasadność z olbrzymiej imigracji amerykańskich barmanów na stary kontynent w okresie prohibicji. Dziś w pogoni za duchem czasu i kolejnymi, coraz to nowszymi trendami stara się nie zatracić wypracowanej przez dziesiątki lat tożsamości. Designe tego miejsca pomimo dwuletniej, niedawno zakończonej renowacji nadal obnosi się z dumą autorskich kreacji tamtejszych head bartenderów. Stworzony przez Ade Coleman, pierwszą i jak narazie jedyną żeńską głowę tegoż baru „Hanky-Panky” czy „The Royal Tribute” i „White Lady” to tylko zalążek cocktailowej artylerii. Nim jednak skosztujemy tych miksologicznych pyszności cofnijmy się kilka kroków i wyjrzyjmy na zewnątrz hotelu. To tutaj trafiamy na pierwszy, bardzo wyrazisty sygnał pokazujący jak nisko hospitality system skłania się w stronę gościa. The court street jest jedyną ulicą w całej Wielkiej Brytani, gdzie obowiązuje zasada trzymania się prawej strony jezdni. Pojawia się więc pytanie po co to udziwnienie i jaki ma związek z gościnnością. Już wyjaśniam. Kierowca hotelowy tylko przy takim rozwiązaniu zaraz po wyjściu z pojazdu może pełnić funkcje samochodowego door man-a, bez zbędnego biegania wkoło pojazdu. Jest to również świetny zabieg marketingowy, pokazujący gościowi, że nawet na chwile nie pozostaje bez opieki.

Wchodzimy ponownie do środka przywitani przez panów w ogromnych kapeluszach mówiących „Welcome the Savoy”. Naszym oczom ukazuje się pomieszczenie pełniące funkcje recepcji oraz waiting room-u, a na „dziesiątej” niewielki korytarz, który pokonywały m.in. takie sławy jak Cary Grant, Charlie Chaplin,Marlene Dietrich czy Bob Dylan. Ze specjalnie przygotowanych gablot zerkają na nas fanty pozostawione przez te osobistości w podziękowaniu za gościnę, a w raz z nimi manager sali rozdysponujący stoliki. Otrzymanie miejsca przy samym barze to nie taka łatwa sprawa, z uwagi na ich ograniczoną liczbę do zaledwie czterech hokerów. Udało nam się jednak zająć stolik naprzeciwko baru, zaprzeczając tym samym słowom I still haven’t found what I’m looking for wyrwanym z tekstu hitu zespołu U2, który również kilka razy zaszczycił hotelowy bar swoją obecnością. Zdobyte miejsce było jednym z niewielu, które w całości pozwalało z drugiego planu obserwować bar w pełni. Postawiony na kształt litery „L” z jednej strony osłonięty ścianą, w taki sposób, że barman odwalający kawał dobrej roboty, komponujący cocktaile na tzw. wydawce jest dla większości gości zupełnie nie widoczny, a szkoda.

The American Bar to miejsce z długim barowym DNA i jak to bywa z kodem genetycznym ulega różnym modyfikacjom, jednak główna nić ciągle pozostaje niezmieniona-tą główną nicią są barmani, a dokładnie podejście do ich profesji. Wydawałoby się, że przez tyle lat powinien być wyrobiony pewien standard pracy,który od A do Z określałby co należy, a czego robić nie można. Nic bardziej mylnego. To właśnie w ręce barmanów zostaje oddana możliwość wyboru stylu pracy, sprzętu na którym pracują, a także tradycja, którą w zupełności znają, szanują i pielęgnują równie mocno jak „robocze”, jasne smokingi.

A co z samym procesem przyrządzania drinków? Odbywa się na barze, a mice en place przyodziane jest lnianą, śnieżno-białą serwetką wymienianą zaraz gdy tylko pojawią się na niej pierwsze krople. Dominuje także wszechobecny hard shaking, posunięty w przypadku jednego z barmanów do tego stopnia, że chwilami wręcz znika pod bar, aby za kilka sekund unieść się ponad nim. Jak na klasykę przystało porcje produktów alkoholowych są odmierzane odpowiednimi miarami barowymi. Przeciwnikiem tej metody budowania drinków jest jednak Peter Dorelli (head bartender The American Bar w latach 1980-2003), który uważa że w momencie nalewania do miarki jesteśmy tak skupieni na tej czynności, że urywamy kontakt z naszymi gośćmi, a wg niego, to właśnie kontakt z drugą stroną baru jest najważniejszy. Sama karta to przekrój dobrze wyselekcjonowanych i kolekcjonowanych przez lata homemade cotcktaili z kilkoma „twistami”, jak na te czasy przystało. Z uwagi na ponad stuletnią tradycje tego miejsca, nic nie musiało w karcie znaleźć się na siłę , a dokładnie sam czas kolejnymi okazyjnymi kompozycjami wytyczył ramy barowego menu. Za przykład mogą posłużyć chociażby: ”Wedding Bells”(1946r.) z okazji wesela księżniczki Elżbiety z księciem Filipem, czy też „Blushing Monarch”(1992r.)dedykowany dla księżnej Diany. Sam zdecydowałem się na „Moonwalk”, bo jak już spacerować w akompaniamencie jazzowej muzyki granej na żywo, to tylko między gwiazdami . Do tego gwiazdozbioru należy także zaliczyć skromną osobę Erika Lorincza, ogłoszonego najlepszym barmanem roku 2011 wg klasyfikacji konkursowej firmy Diageo, a pełniącego obecnie rolę head bartendera w Savoy.

Jedną z kwestii, na którą trzeba również zwrócić uwagę to na pewno ceny. Za soft drinka przyjdzie nam zapłacic w granicach 50 zł, zaś cocktaile z grupy szampańskich kosztują Ł16,5 plus 12,5% za serwis. Prawdziwego konesera miejsc przesiąknietych miksolologią te wytyczne nie są w stanie jednak zniechęcić, bo jak mawiał jeden z bywalców The American Bar Oscar Wilde:”Pamięć to pamiętnik, który stale nosimy ze sobą”, a czyż nie geniuszem jest „zaaromatyzować” każdą jego stronę wysokiej jakości trunkiem?

Z barmańskim pozdrowieniem

Piotr Sajdak.

Zdjęcie – http://www.leblogluxe.com/2010/10/fairmont-ouvre-the-savoy-ce-week-end-apres-renovations.html

2 thoughts on “100 na jednego – The American Bar – The Savoy

  1. Kurcze jak patrzę na datę Twojego postu Tomku to, aż boje się odpisywać. Niestety wcześniej go nie zauważyłem,z uwagi na to że nie śledzę życia moich felietonów po ich wydaniu…a chyba zacznę;) Miło słyszeć, że artykuł budzi zainteresowanie, bo to napawa energią do pisania następnych. Co do zdjęć to z uwagi na ducha tego miejsca nie chcieliśmy wyjść na grupę śliniących się turystów. Zrobiliśmy dwa zdjęcia samych cocktaili, ale ich kopia była tak słaba, że nie odważyłem się ich nawet przesłać Tomkowi. Pozdrawiam

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s