100 na jednego – The Graphic Bar

The Graphic Bar
The Graphic Bar

Nastały czasy w których to znalezienie biura turystycznego dającego dobrą cenę i gwarancje udanych wakacji jest dość utrudnione. Albo to lądujemy na obcej ziemi, ale już nikt po nas nie chce przylecieć, bądź agencja która jeszcze wczoraj zarzekała się, że ich etykieta to solidność, rzetelność i tradycja nagle okazuje się złudzeniem, które znika by zaraz pojawić się w zupełnie innym miejscu niczym spirytus z lewego źródła. Okazuje się, że i na to sposób można znaleźć.

The Graphic Bar
The Graphic Bar

W samym sercu Londynu, pomiędzy zatłoczonym Picadilly Circus i Carnaby Street kryje się w zielonym zaciszu ulica golden square, a pod jej numerem czwartym niepozornie wyglądający pałac-gin pałac. To tam od wczesnego południa do późnego wieczora można podróżować w nieznane pomiędzy ponad 200-stoma butelkami ginu z całego świata. Jak do każdej podróży do tej również należy się odpowiednio przygotować. Najlepiej zacząć od usadowienia się w jednej z wygodnych sof, porwania menu w formacie 3D i założenia na nos odpowiednich do niego okularów. Całą podróż uprzyjemnią nam również turystyczne przewodniki w postaci „Gin bible”. To w nich właśnie znajdziemy wszystkie historie związane z ginem, botanikami z nim powiązanymi i wiele innych przydatnych „turyście” informacji.

The Graphic Bar
The Graphic Bar

Za sterami Franciscus Sylvius, a pierwsze trajektorie lotu skierowane na matkę ginu Holandię. Tam wita nas „Zuidam”. Pomimo swojej ponad 400 letniej historii nadal tryska aromatem skórek słodkich pomarańczy i wanilią. Porywamy trochę jałowca do podręcznego i wracamy na wyspy brytyjskie odwiedzić naszego łącznika między holenderskim i angielskim stylem ginu. Old Tom z destylarni Hayman’s, bo o nim mowa to profesjonalne połączenie lukrecji, cynamonu oraz typowych dla jałowcówek: nasion kolendry i korzeni arcydzięgla. Pierwsze wzmianki o tej kategorii ginu pojawiają się przedstawiając go w postaci klasycznego Toma Collinsa. Tak też go próbujemy. Co na pewno urzeka w tej prostej kompozycji to kooperacja wody sodowej z wyżej wymienionymi aromatami. Każdy kolejny bąbelek wynosi je na wyżyny, wprost pod sam nos.

The Graphic Bar
The Graphic Bar

Wielka Brytania, Holandia… wciąż za zimno pomimo, że druga runda już za nami. Idąc za rekomendacją kelnerki wybieramy Afrykę. Czarny kontynent objawia się nam w postaci jednego z malowniczych ponczów. Serwowany w kilku-litrowej puszcze po farbie Whitley Neill gin pomimo, że jest wrzucony do dość obszernej grupy London Dry kryje w sobie dwie niepowtarzalne ingrediencje: owoce baobabu i kwiat dobrze nam znanego physalis-a. To wszystko zaokrąglone odrobiną brzoskwiniowego likieru i bitersa dopełnione tonikiem i pokryte szarego koloru sprayem pozwala nam ulokować się choć na chwilę pod promieniami wyimaginowanej krainy Stasia i Nel. To też najlepszy moment, aby przyjrzeć się bliżej nowoczesnym arcydziełom Jima Sharpa. Najbardziej zdumiewające z nich to kreacja Nowego Yorku w formacie 3D. Ulegając wpływom sztuki zamawiamy Cosmopolitan, ale nie takie tam zwykłe. Jak na prawdziwy gin palace przystało znaleźć tu można w liście cocktaili dział „Ginspiration” i to właśnie z tej rubryki zamawiamy gin cosmo, odrzucając na bok takie pyszności jak Caipirinha na bazie Bols Genever czy Mint Julep z mniej znanym w Polsce ginem w przepięknej ceramicznej butelce o nazwie AV Wees Amsterdamsche Oude. Gin cosmo dociera i zostaje rozłożone na czynniki pierwsze. Po odkryciu pierzyny z olejków eterycznych cytryny, przyłapaliśmy Bombaya z Triple Sec-iem polanych kilkoma kroplami grenadyny. Nie wiem jak ten romans odbije się na przyszłości tego ginu, jedno jest pewne zdrowie ich trzeba wypić. Shoty- wybór niewielki, ale znów wyłapujemy nutkę kreatywności. Typowe pytanie z tej kategoriiw UK to: ”Czy serwujecie może Jagger bomb?”. Odpowiedź- nie mamy- w lokalu tej klasy pojawić się nie może, a styl zachowany być musi. Zapewne stąd wziął się pomysł na tonic bomb. Idea serwowania taka sama jednak tyle, że do shota wędruje mocno zmrożony Haymans 1820 gin liqueur., a w highball-u już czeka na niego niewielka porcja Schweeps-a.

Seria kilku drinków daje się we znaki, a choroba lokomocyjna w przypadku tego typu wycieczek dość często spotykana. Recepta na sukces to uregulować rachunek i udać się w stronę domu. Jejku, ale to podróżowanie potrafi zmęczyć człowieka.

*Korzystając z okazji, artykuł ten chciałbym zadedykować jednemu z członków naszej rodziny barmańskiej. Marcin Ignacak -bo o nim mowa- to on jako pierwszy sprowadził dawno temu w bramy naszego przepięknego miasta jakim jest Kraków kilka butelek ginu Tanqueray. Wtedy nawet nie wiedziałem jaka jest poprawna wymowa nazwy tego produktu.

Z barmańskim pozdrowieniem

Piotr Sajdak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s