Warszawska Scena Barowa – Jedna Miłość, Wiele Historii

Nie jestem pisarzem. Nie śmiałbym nazywać siebie poetą. Nie skończyłem studiów choć próbowałem je rozpocząć. Leszcz bez wykształcenia wciąż żywiący się próżnymi marzeniami. Chodzi o to, że to co pragnę Wam przekazać jest stosunkowo intymne. Nie mam w zwyczaju dzielić się tego typu refleksjami, jednak sytuacja z pewnej perspektywy jest wielce wyjątkowa i niezbędna była interwencja mojej wyobraźni.

Kilka miesięcy temu poczęstowałem Was odcinkiem ‚Przedsmak’. Od tamtej pory utkwiła we mnie dręcząca niepewność obezwładniająca w kilkudziesięciu procentach moją swobodę myślenia. Mój intelekt nie należy do najbardziej imponujących więc kiedy zostanie zakuty w dyby przez tego typu uczucie, to zaczynam mieć prblemy. Problemy z nastrojem, poczuciem humoru oraz nieprzerwaną wewnętrzną frustracją, którą tłumie w sobie każdego kolejnego dnia.

Przedsmak zatem miał stanowić zwiastun projektu, który został mi podarowany przez miejsce nadające sens naszemu istnieniu. Bar pewnego razu przemówił do mnie…
Przemówił głosem kobiety. Wówczas żywotność swą rozpoczęła Warszawska Scena Barowa.

Jedna Miłość – Wiele Historii

5…To jest mój nowy szczęśliwy numerek.

W maju, bądź czerwcu ukaże się publikacja spisana moim uszczerbionym piórem. Bardzo często zastanawiam się nad tym, jak wielkim głupcem muszę być w oczach części z Was. Nieprzerwanie jednak wierzę w to, że moje notatki cieszą się zrozumieniem choćby u niewielu.

Warszawska Scena Barowa, to oda do wszystkich bohaterów stolicy, codzień krzewiących z potężną pasją oraz profesjonalizmem sztukę barmańską. Stanowicie  esencję rozrywki tego miasta i jesteście bespośrednimi uczestnikami kreowania się kultury barowej naszego kraju. Pfff. Wy ją tworzycie.

I część, to prolog. Prolog, w którym pierwsze skrzypce dzierżą Warszawscy ‚mistrzowie’ barowi. Rezydenci 5 miejsc, które postanowiliśmy zaprosić do udziału w inicjatywie. Znajdziemy się w grzesznej Kolumbi wprowadzającej umysł w niesamowity rausz motywowany niezwykle silnymi bodźcami. Na Widoku będziemy mieli alternatywną przestrzeń, gdzie ‚Zajawa To Podstawa’. Wybierzemy się też na południe w pogoni za ambicją oraz luźnym flow. To jest dopiero suczy styl. Powiędzą co za szczeniak. Nie… To jest pies. Gdyby mógłbym być kimś niesamowitym jeden dzień, to pewnie byłbym paparazzi. W świetle fleszy wzniósłbym toast za Jedną Miłość. Taka to historia.

Tonując odrobinę mą wyobraźnię, w WSB znajdziecie autorskie receptury bohaterów I części. Ponadto selekcję felietonów. Znajdzie się jeszcze kilka przepisów, które niestety nie do końca przybrały zakładaną przeze mnie formę. Przepraszam.

Miszmasz styli, ogrom zajawek, innowacyjne pomysły, unikatowe flow. Wzniosłe inspiracje, orginalne osobistości. To i nie tylko będziecie mogli otrzymać za pomocą WSB.
Więc niepewność wzrasta. Obawiam się krytyki. Bez niej się nie obędzie. Muszę w dynamicznym tęmpię dojrzeć na tyle, aby nabrać dystansu do tego. Jednakże obawiam się dalej. Błagać o zrozumienie nie wypada. Czy moje działania mają jakiś cel? Czy to jest słuszne? Czy ja powinienem to robić? Tych powodujących dyskomfort psychiczny pytań staję przede mną coraz więcej.
Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko, każdy laik sięgający po tą skromną lekturę zapragnie spędzić intymną chwilę przy barze w towarzystwie koktajlu sporządzonego przez którąś z wyjątkowych postaci Warszawskiej Sceny Barowej. Może pewien początkujący barman zajrzywszy do publikacji postanowi podążać ścieżką wyznaczoną przez któregoś z bohaterów. Może ktoś się zainspiruję.

Kończąc ten monolog chciałbym Was zaprosić do polubienia  strony Warszawskiej Sceny Barowej. Tym czasem… https://www.facebook.com/pages/Warszawska-Scena-Barowa/211352348946901

Do usłyszenia.

Życie To Gra Przypadków…

Święty Z Bostonem

https://www.facebook.com/pages/Warszawska-Scena-Barowa/211352348946901

Reklamy

Już 29 Maja Flair Addict Basic!

NOWA JAKOŚĆ SZTUKI FLAIR!

Polska scena flair jest bogata w kilka projektów, które niekwestionowanie wpływają na rozwój tej niszy w naszym kraju. Warto nadmienić, że za sprawą naszych rodzimych autorytetów tego nurtu w sztuce barmańskiej – Tomka Małka i Marka Posłusznego w Warszawie odbył się dwukrotnie, najbardziej prestiżowy konkurs międzynarodowy jaki powstał do tej pory, czyli Warsaw Flair Challenge. Miejmy nadzieję, że już niebawem odbędzie się kolejna odsłona tego arcy ważnego wydarzenia. Wszyscy dyskutują na temat Independent Flair League i każdy z niecierpliwością wyczekuję informacji na temat kolejnej edycji. Wiele pomniejszych wydarzeń powstaję z ramienia zawodników, którzy pragną tworzyć kolejne projekty umożliwiające im czynne sprawdzanie swoich umiejętności przed publiką.

Nie możemy się jednak oszukiwać i przyznać należy, że ilość oraz częstotliwość tego typu wydarzeń jest jeszcze zdecydowanie zbyt niska.

Naprzeciw temu problemowi wychodzi kolektyw pasjonatów, którzy postanowili połączyć siły i wspólnie walczyć o przyszły wizerunek sztuki flair w Polsce. Ich priorytet stanowi stworzenie przestrzeni dla rozwoju barmanów, którzy będą mieli możliwość systematycznego brania udziału w konkursach odbywających się na terenie naszego kraju. Flair Addict, to projekt, który już za kilka lat może swoim zasięgiem objąć może całą flairową Europę. Zważając na poziom oraz kulturę organizacji, to ten scenariusz jest bardzo prawdopodobny.

Wszystko zaczęło się ponad rok temu we Wrocławiu. To właśnie w stolicy Dolnego Śląska narodził się Dirty Shakers – Time To Flair. Pomysłodawcą jest Dariusz Owczarek (Bar 4You; Domówka), który nieustannie stara się promować flair w swoim mieście organizując chociażby tak niedawno I Edycję Flair Addict… i w tym miejscu rodzi się nowa historia rodzimej sztuki flair.

JUŻ 29 MAJA FLAIR ADDICT BASIC!

Darek postanowił rozwinąć projekt pt. Flair Addict i zaprosił do współpracy przyjaciół krzewiących kulturę flair z czterech metropolii naszego kraju. Biorąc sprawę w swoje ręce Panowie obradowali oraz uzgadniali formę pielęgnowanego przez siebie pomysłu. Jednogłośnie doszli do wniosku, że pracę należy zacząć od najmłodszych adeptów sztuki flair. Chcąć przełamać ich nieśmiałość oraz zachęcić wszystkich potencjalnych zawodników do wzięcia udziału w konkursie ekipa Flair Addict ma ogromną przyjemność ogłosić, że już 29 maja….

We Wrocławskim klubie Domówka odbędzie się I edycja z serii Flair Addict Basic!!!

W ciągu dnia odbywały się będą eliminacje podczas których wyłonionych zostanie 8 zawodników, którzy wieczorem zaprezentują swoje umiejętności przed wrocławską publiką. Umiejętności zawodników poddane zostaną ocenie gremium sędziowskiego, które oceniać będzie wszelkie wyznaczniki współczesnego barmana flairowego. Synchronizacja z muzyką, technika, poziom trudności etc. Jednocześnie wydzielono osobnych sędziów, którzy oceniać będą koktajle przyrządzane przez zawodników.

Wydarzenie poprowadzi charyzmatyczny Krzysztof Kuhnel, dobrze znany wszystkim pod pseudonimem Kris.

Po wydarzeniu odbędzie się emocjonujące after – party! Za konsoletą rządził będzie utalentowana postać wrocławskiej sceny muzycznej – Dj Break! Serwował będzie wyśmienitą muzykę z pogranicza breakbeat, ghetto funk, funk, dubstep, d’n’b etc.

O dobry nastrój gości zadbają natomiast atrakcyjne promocje alkoholowe obowiązujące na barach w klubie Domówka przez całą noc.

W imieniu Dariusza Owczarka oraz reszty osób przyczyniających się do organizacji Flair Addict Basic serdecznie zapraszamy do wspólnego celebrowania barmańskiego święta!

Tym samym już 29 maja odbędzie się Flair Addict Basic!

 

INFO:

Klub: Domówka Klub – Wrocław, Rynek 39

Termin: 29 maja 2012 (wtorek)

Start:

Eliminacje godz: 12:00

Finał godz: 21:00

Tax: Free

FANPAGE: facebook.com/FlairAddicted

 

Promocje:

Capitan Morgan + cola – 11 PLN

Smirnoff Vodka+ PINCH – 13PLN

J&B Scotch Whisky + cola – 10 PLN

Wściekły Pies – 5 PLN

Smirnoff Vodka 0,5 + dzbanek napoju – 89 PLN

 

 

 

Z Perspektywy Barmana: Niezwykła Liga Prawdziwych Dżentelmenów

Wydaję się, że już wszyscy  jesteśmy zmęczeni lamentami nawołującymi do obecnej sytuacji barmaństwa w Polsce. Obecny wygląd jest jaki jest. Ważne jest natomiast to, że wszystko idze do przodu. Co więcej tempo staję się być coraz bardziej imponujące.

Skupić pragnę się na jednym z czynników determinujących progres naszej rodzimej sztuki barmańskiej. Czynnik ludzki.

Wybierając się w podróż do Krakowa mym umysłem targały dziwne myśli. Stres, trema, niepewność. Udając się co chwilę do przesiąkniętej ludzkimi odchodami toalety w celu pożarcia papierosa zastanawiałem się co może mnie czekać podczas wydarzenia. ‚Liga Niezwykłych Dżentelmenów’. Dżentelmen ze mnie żaden. Problemy mam nawet ze spuszczaniem po sobie wody w toalecie czy przepuszczaniu dam przodem. Na całe szczęście znajomość Savoir Vivre nie grała  znaczącej roli.

Jak się okazało jednak później miałem przyjemność znaleźć się w gronie prawdziwych dżentelmenów. Gdyż patrząc z innej perspektywy wyznacznikiem prawdziwego mężczyzny nie musi być schludny wygląd, odpowiedni takt czy wrodzona kultura osobista. Niezbędna jest również pasja, życie w zgodzie z samym sobą oraz obłędny wzrok świadczący o elemencie szaleństwa, tkwiącym w każdym z nas.

Uczestniczenie w 7 edycji niesamowitego konkursu rozpoczęło się wraz ze stawieniem  na miejsce w Le Scandale Garden. Odprawa, losowanie numerów startowych. Do dzieła zatem.

Podczas edycji wystąpiło 14 zawodników. Każdy z dżentelmenów różnił się od siebie znacząco. Widowiskowa mieszanka styli, inspiracji, wiedzy. Mnóstwo kapitalnych technik. Niewiarygodne sposoby serwowania. Opowieści, historie.  Tak się uprawia barmaństwo na Małopolsce!

Mój zachwyt potęgował fakt, że każdy z odninków ma swojego bohatera w postaci partnera alkoholowego. Tym razem padło na rumowy likier kokosowy… dobrze wszystkim znany. Zasłynął swą jakością, w konfrontowaniu go z mlekiem. Nieistotne. Świadczy to, o rozmiarze wyzwania postawionym przed uczestnikami. Jak się okazało wszyscy zwyciężyli.

Kultowa postać Krakowskiej sceny – Andrzej Rachwalski, zaserwował poncz kultywując tym samym kulturę integralnego cieszenia się alkoholem. Reprezentujący topowe miejsce Krakowskiej Sceny Barowej – Baroque jak i dobrze wszystkim znany z pracy w roli brand ambasadora rodzimego marki – Z.Kozuba I Synowie. Mateusz ‚Świeżak’ Szuchnik. ‚Warszawski Goryl’ zaprentował wariację na temat Old – Fashioned. Niezwykle interesująca była wariacja na temat Sazeraca. Koniak infuzowany prażonym sezamem. Było ciekawie. Obecne również były tajskie inspiracje. Ponadto mieliśmy okazję zobaczyć współczesną wariację na temat ‚ M… Z Mlekiem autorstwa Dominika Ubysza. Bardzo wysoki, wyrównany poziom. Każdy, kto tam był, potwierdzi. ‚Kraków miota unikatowym stylem!!!’

Szymon Cieśla stworzył wokół siebie niesamowitą aure improwizując zabawną scenę bespośrednio nawiązującą do prezentowanego przez siebie koktajlu. Na co dzień pracujący w ‚Skandalach’ swoją kreacją –  Cocaine Coconut zdobył 3 miejsce na podium. Bardzo wysokie wyczucie estetyki oraz interesująca selekcja składników. Talent…

To był wstrząs. Prezentacja Marcina znanym wszystkim pod pseudonimem Machiatto. Ogromną pasją darzy sztukę parzenia kawy. Jego studia nad tą problematyką zaowocowały występem, w który wszyscy obecni uważnie się wpatrywali. Marcin pokazał swoje spojrzenie na możliwości przemycania kawy do przestrzeni wypełnionej koktajlami. Tym samym do Scandale Garden przyniósł old – school’ owy syfon służący do przygotowywania kawy. Zaprezentował  wariację na temat Pina Colady. Mieszanka kawy jaką wybrał, pochodzi z Panamy i charakteryzuję się kapitalnym aromatem, w którym główna rola przypada ananasowi. Niesamowicie owocowy zapach. Swój koktajl zaserwował w stylowej porcelanie. Był wyśmienity. Widowisko było równie smaczne. Marcin zajął II miejsce.

Jakub Kozłowski reprezentujący Colombie w Warszawie. Klasa. Jego inspiracja uderzała w kulturę pop – artu i ściśle nawiązywała do twórczości Andy Warhola. Podczas swojej prezentacji opowiedział kapitalną historię, która została uwieńczona wyśmienitym sposobem zaserwowania. W puszcze po konserwach oklejonej grafiką z Marlin Monroe autorstwa właśnie Warhola. Każdy ze składników miał swoje przeznaczenie i genezę. Dżentelmen prowadzący bar w prawdopodobnie w jednym z trzech najlepszych miejsc w Polsce, zasłużenie zwyciężył 7 odcinek Ligi Niezwykłych Dżentelmenów. Finał odbędzie się zatem z udziałem czołowej postaci Warszawskiej Sceny Barowej jak i ogólnokrajowej.

Liga Niezwykłych Dżentelmenów – 9 odcinków eliminacyjnych i jeden wielki finał. To pierwszy projekt tego typu umożliwiający integrację środowisku barmanów w takich okolicznościach.

Wielki krok ku lepszej przyszłości. Ważny jest czynnik ludzki. W tym wypadku Marcin Dąbek, dobry duch Polskiego barmaństwa. Organizator wielu emocjonujących konkursów sztuki flair. Twórca Impresive Flair Bar. Dyrektor katedry Międzynarodowej Szkoły Barmanów i Somelierów w Krakowie. Twórca konkursu, za który wszyscy bracia barmani jesteśmy ogromnie wdzięczni. Wreszcie liczy się styl, flow i oryginalność. Potężna platforma rozwoju. Jeden chociażby występ pcha nas do przodu. Zmusza do rozwoju. Regeneruję i wzbogaca o kolejne pomysły.

Coraz więcej projektów. Mamy Bar Symposium. Liga Niezwykłych Dżentelmenów. Mamy możliwość brania udziału w prestiżowych międzynarodowych konkursach. Coraz więcej wartościowych barów oraz możliwości rozwoju. Bracia barmani. Coś czuję. Nadchodzą dobre czasy. Lepsze…

Każdy, kto jeszcze nie zdecydował się odwiedzić Krakowa w pierwszy poniedziałek przyszłego miesiąca, niech przechyli szalę i zakreśli grubą kreską tą date. Warto.

Tymczasem Niezwykli Dżentelmeni spełniajmy swą powinność i wracajmy za bar kontynuować postawione cele. Do zobaczenia w pierwszy poniedziałek przyszłego miesiąca.

Święty Z Bostonem

Bez Odbioru

swietyzbostonem@gmail.com

FLAIR ADDICT ODBYŁO SIĘ WE WROCŁAWIU!

Wszytsko zaczęło się niecały rok temu. Wówczas w stolicy Dolnego Śląska odbył się konkurs barmański w stylu flair … Dirty Shakers  – Time To Flair. Za sprawą Dariusza Owczarka (Bar4You; Domówka) Wrocław ma okazję systematycznie kosztować odrobiny barmańskiej pasji, miłości… uzależnienia!

27 lutego 2012, to kolejna data, która na długo zapadnie w pamięci Wrocławia. 13 barmanów z całego kraju stawiło się w Klubie Daytona i zaprezentowała swoje umiejętności na pierwszej edycji cyklicznego projektu – Flair Addict! Napędzane przez Dirty Shakers wydarzenie zakończyło się wielkim sukcesem. Dlaczego?

Tłumnie zgromadzona społeczność Wrocławia wyśmienicie bawiła się na Flair Addict. Nie mieli innego wyjścia, gdyż barmani stanęli na wysokości zadania i włożyli całe serca w prezentowane przez siebie pokazy. To nie był konkurs. Nie chodziło o rywalizacje. Stawką była dobra zabawa i miłość. Jedna miłość… Flair! Stolica Dolnego Śląska zasługuję na to, aby systematycznie móc brać udział w tego typu wydarzeniach, tym bardziej, że należy do najbardziej rozwijających się metropolii naszego kraju.

Zatem na scenie pojawili się : Adaś Brańczyk (Impresive Flair Bar), Grzegorz Matuszak (Flair Gym), Kamil Szuchalski (Bar4You), Kamil Majewski (Natural Born Bartenders), Adam Grądziel (Natural Born Bartenders; Pies Czy Suka / Pure Bar),  Maciej Szymański (MSBiS), Radosław Podlaski (Flairtender.pl), Marcin Mlostek, Filip Ciszkowski (Bar4You), Przemysław Mar czuk, Piotr Kos (Flair Brothers). Nie mogło również oczywiście zabraknąć organizatora w postaci Dariusza Owczarka. W gronie znalazła się również reprezentantka płci pięknej – Gosia Franek (Flair Gym), która uwiodła wszystkich swoim urokiem jak i bardzo dobrym pokazem.

Za konsoletą stanął utalentowany reprezentant wrocławskiej sceny muzycznej – Dj Break! Nawet na minutę nie pozwolił publiczności się nudzić. Dźwięki, które z pasją serwował wprowadziły wszystkich w niesamowity rausz, napędzany przez rytmy z pogranicza: break’s, drum ‘n’ bass, dubstep czy funk!

Za mikrofonem Krzysztof AKA ‘Kris’ Kuhnel –  genialnie sprawdził się w roli prowadzącego. Rozdał mnóstwo nagród oraz nieustannie podnosił napięcie motywując przybyłych do jeszcze gorętszego dopingu.

Bardzo profesjonalne podejście do sprawy organizatora pozwoliło stworzyć mu kolejny dobrze rokujący projekt. Flair Addict zakończył się niekwestionowanym sukcesem i miejmy nadzieję, że już niebawem będziemy mieli okazję podziwiać szybujące butelki na kolejnej edycji. Czas pokażę, kiedy ponownie spotkamy się w Daytonie.

4 PYTANIA DO DARIUSZA OWCZARKA

Czym jest Flair Addict? Jakie są priorytety prowadzonego przez Ciebie projektu?

FLair addict to projekt, który ma promować flair w Polsce a przede wszystkim we Wroclawiu. Tworząc to wydarzenie chciałbym, aby była to cykliczna impreza na której mogą spotkać się i zintegrować wszyscy flairtenderzy z całej Polski. Zależy nam także na rozwoju młodych zawodników którzy dopiero zaczynają ze sztuka flair i często boja się pojechać na konkur i rywalizować z doświadczonymi zawodnikami. Na flair addict będą mieli szanse wystąpić w ich gronie i otrzymać wsparcie, będą mogli się poradzić w jakim kierunku iść. Chodzi nam o stworzenie projektu który będzie jednocześnie spotkaniem flairtenderów jak i idealną okazją dla wszystkich ludzi do zobaczenia na własne oczy prawdziwej barmańskiej pasji.

Chodzi tez o to żeby ludzie poznali flair. Wiedzieli ze to nie tylko rzucanie butelkami ale styl życia który prowadza flairtenderzy. Ze to nasze zdrowe uzależnienie któremu poświęcamy się całkowicie.

Bierzesz czynny udział w tworzeniu kultury flair we Wrocławiu. Jak myślisz, jak długo potrwa zakorzenienie w społeczności Wrocławian sentencji  głoszącej, że ‘Barmaństwo To Sztuka’?

Tak cały czas czynnie pracuje za barem, gdzie jak tylko mam czas pokazuje co nieco[ hehe] Oczywiście chodzi o prace w stylu working flair. W najbliższym czasie rownież chce zorganizować spotkania flair dla Wrocławskich barmanów, którzy wyrazili chęć wtajemniczenia się w arkana flairu.’Barmaństwo to Sztuka’?.  Wydaje mi się że wraz z kolejnymi edycjami i rozwojem projektu flair addict coraz więcej ludzi we Wroclawiu będzie wierzyło w tą sentencje.

Jak wielu jest barmanów takich Ty? Barmanów, którzy podchodzą do swojej profesji z pasją i pragną rozwoju? Jak wielu barmanów zajmuję się flairem?

Jest paru barmanów którzy pracują w stylu working flair, ale niestety jeśli chodzi o profesjonalne podejście jestem sam.
Mam nadzieje, że już niedługo się to zmieni .

We Wrocławiu jest kilka osób które podchodzą do barmaństwa tak jak ja. Wskazuje na to inny projekt który ostatnio powstał. Wrocław Bartenders, w którym mam przyjemność zajmować się właśnie sztuką flair.
Jest to liga dla barmanów składająca się z kilkunastu konkursów m.in. ( short drink, long drink , speed flair, working flair ), która również ma na celu integracje wrocławskiego środowiska barmańskiego.

Kiedy możemy się spodziewać kolejnej edycji Flair Addict!

Szybciej niż każdy się spodziewa
I czy na pewno Flair addict we Wrocławiu..

Koniecznie sprawdźcie stronę Flair Addict na fb: https://www.facebook.com/timeToFlair

Nasi Za Granicą: Igor Żukowiec

Igor Żukowiec
Igor Żukowiec

Alkoteka: Zacznijmy więc od początku. W jakim wieku zdecydowałeś się porzucić mazurski, rodzinny klimat na rzecz wielkiego Nowego Jorku?

Igor Żukowiec: Zacznijmy może od tego, że byłem zupełnie innym dzieckiem niż moi rówieśnicy. Moimi ulubionymi zabawkami był prodiż czy inne kuchenne narzędzia. Mieliśmy na podwórzu kurnik, z którego podbierałem jajka i biegłem do piaskownicy, gdzie próbowałem lepić ciasta z piasku. Od urodzenia przejawiałem chęci do sztuki kulinariów. W późniejszym etapie, ciągle w bardzo młodym wieku, zacząłem gotować z moją mamą. Mimo że interesowałem się tym mocno to jednak nie chciałem iść do szkoły gastronomicznej. Widziałem siebie robiąc filmy. Moja pasja do kina rozpoczęła się w dość dziwny sposób, gdyż po obejrzeniu ‘Parku Jurajskiego’. Poszedłem więc do szkoły aktorskiej jako pierwszy krok w kierunku filmów. Ukończyłem tą szkołę w zupełnie nieoczekiwanym momencie i w tym samym okresie moja mama dostała telefon od znajomego ze Stanów Zjednoczonych, który zaprosił ją i mnie do siebie. Ona nie mogła lecieć więc postanowiliśmy, że ja polecę sam jeśli dostanę wizę. Wszystkie formalności przebiegły bardzo sprawnie. Po dwóch tygodniach byłem w Stanach!

Poleciałem na trzy miesiące. Kiedy wróciłem do Polski wszystko wydało mi się bardzo małe. Mieszkając w Warszawie dusiłem się. Nigdy nie lubiłem miast, ale Nowy Jork miał jednak tyle do zaoferowania, że bardzo dobrze się tam czułem. Po 6 miesiącach stwierdziłem, że chcę się tam przeprowadzić i rozpocząć studia filmowe. Pojechałem więc i żeby znaleźć środki na naukę zacząłem pracę za barem. Jakoś tak wyszło, że wszystko się szybko i pomyślnie ułożyło. Na początku pracowałem na statku odbywając rejsy wokół Manhattanu. Później trafiłem do małej francuskiej restauracji. Mimo że pracowałem za barem dopiero od 3 miesięcy, to już chciałem poprawiać im listę koktajli. Nie umiałem za wiele, jednak już wiedziałem, że mogę zrobić to lepiej, niż to co mieli. Po kolejnych kilku miesiącach dostałem pracę w naprawdę fajnej restauracji znajdującej się na Soho, gdzie wymagali 3 lata doświadczenia za barem. Ja miałem na swoim koncie tylko 6 miesięcy. Jak się później okazało, to byłem dobrą osobą, w dobrym miejscu, w odpowiednim czasie. Mocno skupiając się na tej pracy, przygotowywałem się do kursu TEOFL, żeby iść do szkoły filmowej. Kiedy już wszystkie papiery tam wysyłałem, podszedł do mnie szef restauracji i powiedział, że chcę abym został managerem baru. Bez zastanowienia się zgodziłem. Doszedłem do wniosku, że do szkoły mogę zawsze wrócić, a jak zacznę jako manager to również się wiele nauczę.

Po kolejnych kilku miesiącach wiedziałem już, że nie będę szedł do tej szkoły. Miksologia mnie bardzo wciągnęła. Zorientowałem się jak ta kultura jest mocno rozwinięta w Nowym Jorku. Nie jest to zwyczajne nalewanie i dawanie ludziom drinków. Można uczyć się tego całe życie. Pokochałem to i wydaje mi się, że przełożyłem swoją pasję do kulinariów na mieszanie drinków. Zacząłem używać technik, które dobrze znałem ze sztuki gotowania i używałem tych elementów w przygotowaniu koktajli. Po jakimś czasie podszedł do mnie mój szef i powiedział, że jest to mój bar, a on będzie tylko numerki sprawdzał. To było niesamowite, że zaufał mi na tyle, że mogłem robić co chciałem. To był okres, w którym nauczyłem się najwięcej samemu… Tak to się wszystko zaczęło!

Alkoteka: Czy zdobycie przez Ciebie, Polaka, który mieszkał od niedawna w Stanach takiego zaufania u swojego bossa, nie wzbudzało negatywnych odczuć wśród twoich współpracowników?

Igor Żukowiec: Często bywa tak, że barmani mają bardzo duże ego i nie lubią sie nawzajem. Widzę to naprawdę często i nie wiem skąd to się bierze. Ja jednak ja nie czułem żadnego dyskomfortu. Wszystko było porządku. Ludzie darzyli mnie szacunkiem. Starałem się tworzyć rodzinną atmosferę. Nie było żadnych konfliktowych sytuacji. Starałem się aby wszyscy darzyli się zaufaniem.

Alkoteka: Twój pierwszy kontakt z Nowo Jorskim stylem mieszania koktajli. Jakie emocje Tobie towarzyszyły. Sprzęt barmański, alkohole etc. Jakie to wrażenie na Tobie wywołało? Czym inspirowałeś się studiując z początku sztukę miksologii?

Igor Żukowiec: Niesamowite! Od początku starałem się poznać każdą butelkę w barze, to podstawa. Zajęło mi to oczywiście trochę czasu. Siedziałem po nocach i czytałem. Jak zobaczyłem pierwszy raz dobrą listę koktajli ze świeżymi owocami, przyprawami, ziołami czy syropami przyrządzanymi domowym sposobem, bittersami, to stwierdziłem, że miksologia jest tak samo bogata jak sztuka gotowania. Odnalazłem w tym swoją pasję z młodości. Na początku po prostu chciałem robić coś smacznego i niezbyt skomplikowanego. Zacząłem wszystko opierać na klasykach. Długi czas opierałem się przed studiowaniem prac innych barmanów. Pierwsze trzy lata starałem się dochodzić do wszystkiego sam. Chciałem wykreować w tym wszystkim własny styl. To w pewien sposób było dobre jednak po trzech latach zorientowałem się, że wielu rzeczy nie wiem dlatego, bo nie interesowałem się tym, od tej drugiej strony. Ostatnie dwa lata zacząłem studiować barmaństwo bardzo dogłębnie.

Alkoteka: Poprzez korzystanie z jakiej literatury starasz się poznawać klasykę, czy studiować najświeższe trendy w sztuce przygotowaniu koktajl?

Igor Żukowiec: Na początku poszedłem na podstawowy kurs barmański, gdzie mogłem poznać standardowe techniki przygotowania koktajli oraz szlagierowe klasyki. To był pierwszy krok ku temu, aby dowiedzieć się na temat stylu popularnego w Nowym Jorku. Pierwsza książka jaką zdecydowałem się kupić, była autorstwa Dale’a De Groff’a (nie wiedziałem wtedy kim on był). Później kupiłem wielką encyklopedie, w której zarówno mogłem dowiedzieć się kilku ciekawostek na temat alkoholi jak i informacji o samym barmaństwie. Szczerze, muszę jednak przyznać, że najwięcej czerpię z Internetu. Czytam magazyny jak Class Magazine, Imbibe itp.

Staram się również studiować tą industrialną część biznesu barowego i alkoholowego. Analizuje rynki alkoholowe, sprzedaże, import, eksport itp. Chcę wiedzieć jak to działa od drugiej strony. Generalnie staram się interesować wszystkim tym co dzieję się wokół świata alkoholi. Internet jest pewnie moim głównym źródłem wiedzy.

Alkoteka: Wpływ miksologii molekularnej na twoją twórczość jest bardzo widoczny.

Igor Żukowiec: Z samą miksologią molekularną spotkałem się jakieś pięć lat temu. Widziałem zdjęcia koktajli, słyszałem o paru miejscach i spodobało mi się to bardzo. Ja w ogóle lubię nowoczesne rzeczy. Styl, który staram się cały czas pielęgnować, jest nowoczesny. Wydaję mi się, że miksologia molekularna jest pewną falą. Coś jak dubstepy w muzyce. Wątpię, że jakiś koktajl z miksologii molekularnej stanie się w przyszłości klasykiem, ale też myślę, że trend na molekuły się nie skończy. Zawsze gdzieś będzie do znalezienia jakiś bar-laboratorium. Jest to fajne, inne, ciekawe, jednak nie wydaję mi się aby stało się to codziennością. Jest to pewna odskocznia od rzeczywistości. Ja opanowałem podstawy miksologii molekularnej. Nie mogę powiedzieć, że znam ją od podszewki. Tak jak powiedziałem: lubię wszystko co nowoczesne i lubię aby moje koktajle zaskakiwały ludzi. W moim domu leży mnóstwo proszków, tekstur, które czekają na to, kiedy będę miał czas lub wenę, żeby z nimi tworzyć.

Alkoteka: ‚ALCHEMIQ’, to twój pomysł na prowadzenie firmy barmańskiej. Co więcej zrodził się właśnie w Stanach Zjednoczonych. Zatem chciałbym, abyś przybliżył możliwości rozwoju z perspektywy Polaka, w Nowym Jorku. Czy USA jest w tych kwestiach przychylne obywatelom oraz imigrantom? Czy należy przebrnąć przez masę formalności oraz roboty papierkowej, czy jednak dużo dynamiczniej się to odbywa?

Igor Żukowiec: Muszę powiedzieć, że wszelkie formalności związane z ALCHEMIQ’iem dopiero mnie czekają. ALCHEMIQ’a otworzyłem ponad rok temu, ale skupiłem się tylko i wyłącznie na samym marketingu. Zaczęło się od tego, że chciałem otworzyć własną stronę internetową. Chciałem aby inni mogli spojrzeć na moje prace. Z czasem stwierdziłem, że muszę dodać do tego jakiś serwis. Po paru miesiącach określiłem zatem swój projekt jako  ‘ALCHEMIQ – Mixology Services’. Wracając jednak do pytania, to pierwszy rok poświęciłem na zdobywanie artykułów w gazetach, występów w telewizji czy na sponsorowaniu eventów. Chciałem zbudować tą markę. Też do końca nie wiedziałem, w którą stronę chce iść. Czy catering, czy konsulting, a może jeszcze coś innego. Zauważyłem, że ludzie często odzywają się w sprawie konsultingu. Chcą abym kreował dla nich menu koktajli, robił cost-control i szkolił pracowników. Zainteresowaniem cieszy się też podnajmowanie ALCHEMIQ’a na różne przyjęcia koktajlowe, gdzie serwujemy moje autorskie prace.

Reasumując, to zacząłem bardzo powoli. Po 1,5 roku działalności stwierdziłem, że chcę iść jednak w stronę cateringu. Będę w ofercie miał koktajle, jedzenie czy planowanie imprez. Ponadto będę miał też kompozycje kwiatowe. Chcę aby moja oferta była bardzo kompleksowa.

No i po powrocie czekają na mnie wszystkie z tym związane formalności.

Alkoteka: Twoim celem zatem, wnioskując z tego co mówisz, jest możliwość planowania danego wydarzenia od początku do końca.

Igor Żukowiec: Dokładnie! Dodatkowo będę miał własną stronę, gdzie będę się zajmował konsultingiem i będzie to skierowane do właścicieli barów i środowiska. ALCHEMIQ sam w sobie będzie dużo bardziej elastyczny. Chcę uderzyć z tym w eventy, wesela itp.

Alkoteka: Powiedz mi jak wygląda zapotrzebowanie Nowego Jorku na tego typu usługi. Rynek wykazuję zapotrzebowanie na cocktail cateringi?

Igor Żukowiec: Nie ma w sumie żadnych firm, które zajmowały by się stricte cocktail cateringiem. Niektórzy miksolodzy robią eventy jednak z reguły reprezentując jakiś bar. Są firmy cateringowe, które mają koktajle, ale nie jest to na najlepszym poziomie. Jest z tym problem, gdyż w Nowym Jorku nie można dostać koncesji jako firma cateringowa. Trzeba mieć swój własny bar. Wtedy można przedłużyć koncesję na obsługę wyjazdową. Kiedy zgłosiłem się do urzędu akcyzowego ze swoim pomysłem, to powiedzieli mi, że nie ma pozwolenia na mój business plan. Staram się jakoś to obejść i wymyślić odpowiednie rozwiązanie. Oczywiście wszystko jak najbardziej legalnie! Mam pomysł i możliwości ku temu aby móc prowadzić ALCHEMIQ’a nie otwierając swojego własnego baru.

Alkoteka: ALCHEMIQ w Polsce?

Igor Żukowiec: Tak! Oczywiście mam to w planach. Pierwszy krok ku temu, to może gościnny występ w nowo powstającym projekcie Pies Czy Suka – Pure Bar! 🙂 Mam taki plan wraz z bratem jak realizować ALCHEMIQ’a w Polsce. Szczerzę mówiąc chciałbym żyć pomiędzy Warszawą, a Nowym Jorkiem. Czasami tęsknota, która człowieka nachodzi jest bardzo ciężka do wytrzymania. Chciałbym żyć między kontynentalnie.

Alkoteka.pl:  Z perspektywy czynnego barmana chciałbym żebyś określił Nowo Jorską scenę barową.

Igor Żukowiec: Te najbardziej znane miejsca jak PDT czy Apotheke, to są niesamowite bary mające wyjątkowych barmanów, koktajle, ale to nie są miejsca do których bym uczęszczał każdego wieczoru. To są bary do których zazwyczaj zabieram znajomych, którzy odwiedzają mnie w Nowym Jorku. Są one bardziej formą ciekawostki, czegoś niesamowitego co należy spożywać umiarkowanie. Przez ostatni rok bardzo dużo chodziłem do Mayahuel czy Death & Co. Mayahuel to miejsce, gdzie karta koktajli oparta jest na tequili, mezcalu, sotolu i muszę przyznać, że jest to niesamowita karta! Genialne koktajle! Menu z tego lokalu  to jedno z największych moich zaskoczeń ostatnich lat. Mają także jedzenie meksykańskie w nowoczesnym wydaniu. Czuję się tam tak zrelaksowany jakbym był w domu. Szukając miejsca na koktajl, wybieram te, gdzie się dobrze czuję. W Nowym Jorku jest bardzo dużo sztywnych miejsc, w których ciężko jest wypocząć. Lani Kai to nowy hawajski cocktail bar. Można tam spotkać niesamowite połączenia, tiki mugi, piękne stylizacje. Wszystko w zupełnie innym stylu niż moje autorskie prace. Lubię tam chodzić, bo zawsze czegoś się tam uczę.

Alkoteka.pl: A jak wygląda sprawa odnośnie cen koktajli?

Igor Żukowiec: Muszę powiedzieć, że dobre koktajle można znaleźć już od $12. Wszystko zależy od miejsca. W Apotheke najdroższy koktajl z listy jest za $18, ale mogą zrobić dużo droższe jeśli zamówisz coś specjalnego z jakimś 18 letnim Single Malt Scotchem. Powiedziałbym, że średnia cena za koktajle w Nowym Jorku wynosi $15. Byłem ostatnio w jednym miejscu na Manhattanie, w pewnej ekskluzywnej restauracji w hotelu, gdzie koktajle były za $25, no i muszę powiedzieć, że mogłyby być lepsze.

Alkoteka.pl: Opowiedz o swojej przygodzie z Grotto Restaurant.

Igor Żukowiec: Grotto nie jest znanym miejscem na Manhattanie; jest ono sekretem. Właściciel nie chcę się reklamować. Nie robi wokół tego miejsca żadnego marketingu. Zależy mu na rodzinnej atmosferze i nie jest to miejsce dla wszystkich. Ci ludzie, którzy wiedzą o Grotto, to są właśnie Ci ludzie, którzy powinni tam przychodzić. Właściciel się mocno nie przejmuję, że czasem zimą biznes się nie kręci. On ma dużą firmę cateringową, a restauracja jest jego oczkiem w głowie gdzie tylko przyjaźni i ciepli ludzie przychodzą. Mnie zatrudnili tam, abym pomógł z barowym biznesem, bo sprzedawali tylko wino mając pełny bar. Wraz z kolegą, Bryanem, który swoją drogą jest fenomenalnym barmanem, stworzyliśmy krótką listę koktajli składającej się z sześciu pozycji. Pozycje były zróżnicowane i zależało nam na tym, aby ludzie mogli szybko podjąć decyzję. Bazowaliśmy na produktach domowej roboty i robiliśmy sami zakupy wybierając najświeższe produkty…

Alkoteka.pl: To my decydujemy czym i jaki jest bar?

Igor Żukowiec: Jak najbardziej. Przez długi czas, co drugi poniedziałek organizowałem wieczory z koktajlami, gdzie odbiegałem od naszej listy koktajli. Różne tematy np. dziś działamy z cytrusami, kolejnego tygodnia mamy koktajle z ogniem lub noc wyzwań, gdzie ludzie przychodzili i wybierając sobie konkretne składniki dawali mi zadania odtworzenia danego smaku np. przyszedł pan i powiedział, że w swoim koktajlu chciałby mieć whisky, szampana i jakiś owoc, którego teraz dokładnie nie pamiętam. Pamiętam jednak, że wyszedł mi całkiem fajny koktajl. Chodziło o to, że dużo sam się przy tym uczyłem. Musiałem sprostać wielu wyzwaniom.

Alkoteka.pl: Wizerunek barmana w Stanach Zjednczonych. Zarobki?

Igor Żukowiec:  Któregoś dnia rozmawiałem z kumplem o tym, dlaczego barmani często mają tak duże ego. Doszliśmy do wniosku, że czują się zbyt mało poważani przez ludzi w takim sensie, że ludzie z reguły nie wiedzą jak ciężka ta praca może być. Ludzie myślą, że jest to świetny zawód, bo dobrze się zarabia za samo serwowanie. Ale ogólnie wizerunek barmana w Nowym Jorku jest dobry.

Zarobki, na przykładzie Nowego Jorku, są bardzo zróżnicowane. Barmani mogą zarabiać dosłownie od 30 do 200 tysięcy dolarów rocznie więc to jest niesamowita rozpiętość. $200 – $300 za noc można uznać za dobre zarobki. Są miejsca gdzie możesz zarobić $800 lub niecałe $100. Jest to bardzo zróżnicowane. Należy zaznaczyć, że wszystko opiera się na napiwkach. Pieniądze, które zarabiasz z pensji idą często w całości na opłatę podatków z napiwków. Tak, niestety trzeba się rozliczać z napiwków z urzędem skarbowym.

https://www.alchemiq.com

(Tekst: A.G., Zdjęcia: Filip Wolak www.fotofilip.com)

Już 27 odbędzie się I edycja Flair Addict!


ZDROWE UZALEŻNIENIE

Flair to styl, którego korzenie sięgają XIX wieku. Poprzez swoją formę wzbogaca pracę barmanów o niesamowitą dynamikę i ekstremalne flow. Sztuka ta poddana jest systematycznemu progresowi dzięki czemu coraz więcej ludzi zdaję sobie sprawę czym jest flair.

W półmroku oklejając szyjki butelek przez głowę przewija się milion myśli. Wciskasz play i z głośników wydobywa się agresywne brzmienie podnoszące poziom adrenaliny we krwi. Opatrujesz obolałe rany zastanawiając się na której części ciała dzisiaj zaznaczy swoją obecność pęknięta butelka. Wczuwając się w rytm dynamicznego breakbeatu rozpoczynasz kolejny cykl kilkunastogodzinnej walki stawiając jednocześnie kolejny krok w kierunku perfekcji. Niekończącą walkę z prawami grawitacji kończysz głęboką refleksją systematycznie sięgając po upragniony łyk wody.

Czym jest flair? To pasja, miłość… to uzależnienie! „

Już 27 lutego stolica Dolnego Śląska będzie gościć barmanów z całego kraju, którzy stawią się w klubie Daytona, aby poczęstować Wrocław odrobiną pasji tkwiącej w ich sercach. Flair Addict, to projekt autorstwa Dariusza Owczarka (Domówka Klub, Bar4You), który prężnie działa w imię rozwoju sztuki flair. Swoją przygodę z eventami rozpoczął niecały rok temu organizując Dirty Shakers – Time To Flair. Sukces tego projektu zmotywował go do tego, aby kontynuować swoją misję wynikającą z uzależnienia od barmaństwa.

Flair Addict zagwarantuję Wam ponad 10 emocjonujących występów, w których możecie się spodziewać fenomenalnych ewolucji, wybuchowej mieszanki stylów oraz wybornej muzyki, która wraz z rozwojem flairu pełni coraz większą rolę. Numery starannie przygotowywane są pod dynamiczne brzmienia elektroniczne z pogranicza: breakbeatu, drum ‚n’ bassu, electro, dub stepu czy house’u.

Rzecz jasna Flair Addict, to nie tylko fantastyczne widowisko. To również kapitalna impreza na której wszyscy będą się wybornie bawić. After Party pod dowodzeniem utalentowanego muzyka Wrocławskiej Sceny Muzycznej – Dj’a Break’a! Możecie być przekonani, że bity, które przygotowuję na ten wieczór, wprowadzą Was w niesamowity rausz imprezowy!

Na barze mnóstwo promocji alkoholowych obowiązujących przez całą noc! Waszym nastrojem będzie sterował Wielki Kapitan, którego najlepiej jest potraktować zimną coca – colą! Wspólnie wznieśmy toast za Flair Addict!

27 luty…Wrocław… Klub Daytona… Pierwsza edycja Flair Addict!

Wspólnie bujajmy się w rytmie flairu!

 INFO:

Klub: Daytona – Wrocław, Rynek 35-37.

Termin: 27 luty 2012 (poniedziałek)

Start: 20:00

Tax: Free

FANPAGE: facebook.com/TimeToFlair

 

Promocje:

Capitan Morgan + cola – 10 PLN

Smirnoff Vodka+ PINCH – 11PLN

J&B Scotch Whisky + cola – 9 PLN

Capitan Morgan 0,7 + dzbanek Coli – 109 PLN

Smirnoff Vodka 0,7 + 8x PINCH – 149 PLN

J&B Scotch Whisky 0,7 + dzbanek napoju – 109zł

 

Sponsorzy i partnerzy:

Lemon Studio; Alkoteka.pl.;Klub Daytona; Bar4You; Zajarani.pl; Radio Traffic; blt & flatbreads; Capitna Morgan; Smirnoff Black; PINCH; Battle For Flair; Komfort Taxi; dlaStudenta.pl; Douglas; Esens; Pure.Fitness; klubowa.pl; NewsGastro.pl; Świat Barmanów; ClubLife; AEROBOKS; DirtyShakers-TimeToFlair; APS Polska; Finest Call; Poziom8.pl

 

HURRICANE FLAIR MADNESS ROZSTRZYGNIĘTY!

NAWAŁNICA ZMIOTŁA BIAŁYSTOK!

23 stycznia w spektakularny sposób Białystok zaznaczył swoją obecność w historii rodzimej sztuki barmańskiej. I edycja projektu Hurricane Flair Madness sprezentowała Podlaskiej publiczności wysokiej klasy spektakl, który wstrząsnął klubem Łóżko.

11 barmanów z Krakowa, Warszawy, Wrocławia, Poznania, Zielonej Góry czy Trójmiasta stoczyło bitwę, w której stawką była pula nagród sięgająca 4,5 tysiąca złotych. Aby stanąć na podium należało wznieść się na wyżyny swoich możliwości. Poprzeczka z każdym występem wznosiła się ku górze.

Zacznijmy jednak od klimatu jaki towarzyszył całemu wydarzeniu. Za mikrofonem Marek Posłuszny [Flair Factory]za pomocą swojego charyzmatycznego stylu bycia nieprzerwanie dostarczał Białostockiej publice energii, która w ramach wdzięczności krzyczała w niebogłosy witając każdego kolejnego barmana.

Marek Posłuszny
Marek Posłuszny

Doping jaki sprezentowała społeczność ze stolicy Podlasia jest godny podziwu. Brawo Białystok!

Podczas konkursu mieliśmy okazję rozkoszować się miszmaszem stylu, ekstremalnych numerów oraz wielką porcją adrenaliny, która wzrastała z każdą kolejną minutą.

Gremium sędziowskie w składzie – Tomek Małek [Flair Factory], Marcin Dąbek [Impresive Flair Bar] oraz Cezary Broda [Carlsberg Polska] niejednokrotnie uniosła się z miejsc częstując wojowników Hurricane Flair Madness gromkimi okrzykami zachwytu.

Tomek Małek; Marcin Dąbek
Tomek Małek; Marcin Dąbek

‘Niezwykli Dżentelmeni’ [ukłon w stronę Marcina Dąbka] oceniali zawodników pod wieloma kątami. Synchronizacja z muzyką, płynność, poziom trudności to tylko niektóre z wytycznych, które należało spełnić, aby zostać zdobywcą Białegostoku.

Najlepiej temu zadaniu podołał niezwykle uzdolniony zawodnik z Krakowa – Adaś Brańczyk reprezentujący Impresive Flair Bar zaprezentował najbardziej widowiskowy układ, w którym pierwsze skrzypce grały niezwykle skomplikowane kompilacje numerów, charakteryzujące się umiłowaniem do wykorzystania wielu elementów.

Adaś Brańczyk
Adaś Brańczyk

Na drugiej pozycji uplasował się Dariusz Owczarek [Bar4You] znany ze swojej niesamowitej szybkości. ‘Liquid Daro’ po raz kolejny osiągnął prędkość światła przedstawiając niezwykle płynny styl.

Dariusz 'Płynny' Owczarek
Dariusz 'Płynny' Owczarek

Trzecie miejsce na podium trafiło w ręce nieobliczalnego Kamila Majewskiego z nowo powstającego projektu pt. Natural Born Bartenders. Młody zawodnik z Warszawy po raz kolejny udowodnił, że jest w stanie nieźle ‘namieszać’ na rodzimej scenie flair!

Kamil Majewski
Kamil Majewski

Hurricane Flair Madness podjęło również przy współpracy z głównym partnerem wydarzenia – Międzynarodową Szkołą Barmanów I Somelierów inicjatywę, w której dodatkowo zmotywowano zawodników za pomocą nagrody za najlepszy koktajl. Różnorodność pomysłów przejawiała się w dekoracjach, doborze szkła i co najważniejsze składnikach. Wszystkie kreacje zostały poddane ocenie komisji degustacyjnej, w której zasiedli rekordzista Guinessa w podbiciach butelki na przedramieniu – Maciej Szymański[Międzynarodowa Szkoła Barmanów i Somelierów] i Adam Grądziel [Pies Czy Suka / Pure Bar; Natural Born Bartenders ]. Zwycięzcą tej kategorii został Dariusz Owczarek, który tym samym otrzymał puchar ufundowany przez Patryka Le Narta i jego Międzynarodową Szkołę Barmanów i Somelierów.

Dzięki tego typu inicjatywom zamykamy złowieszcze usta wszystkich leniwych hipokrytów, którzy pragną piętnować sztukę flair i dzielić środowisko. Udział MSBiS w Hurricane Flair Madness jest bezcenny i z tego miejsca pragniemy podziękować Patrykowi Le Nartowi za jego wiarę w sztukę barmańską. Nagrodę sponsorowaną przez Finest Call otrzymał Grzegorz Matuszak, serwując najlepszą prezentację tego kultowego produktu.

Grzegorz Matuszak
Grzegorz Matuszak

Hurricane Flair Madness, to kolejny projekt utwierdzający nas w przekonaniu, że sztuka flair w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie. Każda kolejna inicjatywa tego typu motywuję nas do jeszcze cięższej pracy i wiarę w Polskie barmaństwo.
Największe podziękowania należą się Przemysławowi Marczukowi, który zdecydował się na organizację konkursu w swoim rodzinnym mieście. Wielkie gratulacje za profesjonalne podejście do tej problematyki.

Przemysław Marczuk
Przemysław Marczuk

Białystok zdobyty! Następna stacja?

(Tekst: A.G, zdjęcia: Krzysztof Sawicki – Zajarani.pl)