Z Perspektywy Barmana: Co w życiu lubisz robić…

Z perspektywy barmana.
Święty Z Bostonem.

Możemy być tym, kim tylko zapragniemy. Niekoniecznie wyznaczone przez nas cele zawodowe, będą czymś imponującym w oczach innych. Żadna przeszkoda… Kierując się filozofią życiową jednego z bohaterów kultowego filmu Juliusza Machulskiego –‘’Chłopaki nie płaczą”, należy zadać sobie ‘bardzo istotne’ pytanie: ,,Co lubisz w życiu robić? I to rób…”. Nic prostszego. Pragniemy ratować ludzkie istnienia? Wybieramy się na medycynę. Marzy nam się kariera sportowca? Zawzięcie trenujemy daną dyscyplinę. Pragniemy subtelnie manipulować ludzkimi emocjami – stajemy za barem…

Życie barmana toczy się bardzo dynamicznie. Wówczas gdy ktoś w rodzinnym gronie cieszy się śniadaniem, my przygotowujemy się do… snu. Budząc się po kilku godzinach błogiego letargu w ramionach Morfeusza [Grecki Bóg Naszej Ulubionej Rozrywki] w pełnym otumanieniu pierwszym posiłkiem jaki spożywamy jest resztka rozgazowanego napoju energetycznego oraz dusząca nikotyna. Po przygotowaniu odpowiednio mocnej kawy, odpalamy kolejnego papierosa w celu odzyskania upragnionej świadomości. W gęstych oparach dymu dochodzimy do siebie i planujemy kolejne posunięcia. Czas rozpocząć przygotowania do pracy. Szybki chwyt za deskę do prasowania, żelazko i równie dynamicznie przechodzę do zajęcia, które pozwoli zachować nienaganny wygląd, który jest niezbędny w tej profesji. Dużo milej z perspektywy gościa jest, kiedy wita nas apetyczny, uśmiechnięty i tryskający energią człowiek, niż żeby troszczyć się o nasz nastrój, miała persona, która na swojej pogniecionej koszuli prezentuję nam kulinarną tęczę. Z ubioru jesteśmy w stanie ułożyć dietę, której trzyma się dany osobnik. Krawat dodaje elegancji i stylu. Jego wybór jest tak samo istotny jak selekcja perfum, które powinny być stonowane w swej intensywności. Nie chcę aby moi dzisiejsi potencjalni goście zamiast cieszyć się wyrafinowanym aromatem koktajlu, byli zmuszeni do duszenia się moim agresywnym zapachem, który w tym momencie poprzez swoją drażliwość był dla nich niczym średni odświeżacz toaletowy. Powoli zakładając buty zastanawiam się czy wszystko zabrałem. Trybuszon, Blade, Boston, zapalniczka… wszystko jest, zatem czas ruszać w drogę. ‘Hej przygodo!’ Aż chcę się krzyknąć. Kolejna noc, która zapewne poczęstuję mnie ogromną dawką adrenaliny, emocji, pasji, szczęścia, absurdu, zmęczenia, smutku i wszelkiego rodzaju patologii. Kolejna noc w drodze ku wiecznej bezsenności. Do dzieła…

Wyłaniając się z klatki schodowej na zewnątrz operuję gazową zapalniczką i po chwili z moich płuc wydostaję się obszerna dawka dymu. Kierując się na przystanek autobusowy w pełnym skupieniu węszę wzrokiem swoją potencjalną kolację. W związku ze zbyt małą ilością czasu, gotowanie zamieniam na rozkoszowanie się miejskimi przysmakami. Kuchnia azjatycka, włoska czy turecka. Bardziej orientalny nastrój prowokuję mnie zakupu klasyki tematu: ,,Cienki, kurczak, łagodny serdecznie proszę”. Wznawiam marsz, co chwilę topiąc kły w tym wykwintnym daniu. Tuż przed wejściem do swojego utopijnego miejsca pracy aplikuję odpowiednią ilość kropelek do oczu, które skrupulatnie zamaskują potężne zmęczenia jakie mną rzuca. Na wejściu spotykam dwóch ochroniarzy. Serdeczny uścisk dłoni, krótka wymiana zdań, kilka szybkich dowcipów… czas ruszać dalej. Zawsze schodząc po schodach targają mną niewielkie wątpliwości. Czy aby na pewno postępuje słusznie? Jaki to ma wszystko sens? Co ja tu w ogóle robię?! Zeskakując z ostatniego stopnia uzyskuję odpowiedzi na te wszystkie męczące pytania. Przed moim obliczem ukazuję się miejsce, które absorbuję mnie sobą w stu procentach. Miejsce zaspokajające mój głód wiedzy, owiane magią, która uzależnia mocniej od niezdrowej nikotyny. Tu są przyjaciele podzielający moją pasję, którzy towarzyszą mi we wszystkich przygodach, które mnie tu spotykają. Tu są przede wszystkim ludzie, z którymi wspólnie celebruję ich chwilę relaksu oraz imprezowego szaleństwa. To ja decyduję o tym, co będą sączyli, jak będą poszerzać swoje miksologiczne horyzonty i jak będą się czuli… o poranku. Oni powierzają mi swoje zaufanie, a ja odwdzięczam im się wkładając całe serce oraz umiejętności w to co robię… W takich chwilach świadomość braku czasu na zdrowe odżywianie się, systematyczne pielęgnowanie życia towarzyskiego czy upijanie się gdzieś w gronie studentów jest niczym wobec potęgi satysfakcji i radości jaką daję mi moja pasja, z której się utrzymuję…

Prezentując szeroki uśmiech opuszczam stanowisko pracy w celu zmienienia uniformu na wygodną i prywatną odzież. W tym czasie analizuje noc, która właśnie dobiega końca. Co udało mi się nowego wynieść z ostatnich dwunastu godzin spędzonych wśród butelek, świeżych owoców, ogromu szkła i wrzeszczących ludzi żądających kolejnej porcji alkoholu? Oprócz kilku świeżych doświadczeń, jeszcze bardziej umocniłem się w przeświadczeniu, że wszystko co robię ma swój cel i jest po prostu słuszne. Każdej kolejnej nocy wiara w artyzm mojej profesji będzie czyniła ze mnie lepszego barmana. Aż po latach kiedy ktoś wścipsko zapyta mnie ,,Kim Pan w życiu był?”, z wielką dumą będę mógł odpowiedzieć: ,, Byłem, jestem i do końca swoich dni z wyboru pozostanę Barmanem – dyplomatą, politologiem, lekarzem, świetnym słuchaczem, alchemikiem, artystą w swojej profesji, przewodnikiem, nauczycielem i przede wszystkim dobrym człowiekiem… Ponieważ robię to co kocham i pragnę, a nie bo jestem do tego zmuszony…

Tekst: Święty Z Bostonem.


2 thoughts on “Z Perspektywy Barmana: Co w życiu lubisz robić…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s