Z perspektywy barmana: Pół żartem, pół serio.

Z perspektywy barmana.
Z perspektywy barmana.

W środowisku barmańskim rekordy popularności biją żarty oscylujące wokół tematyki absurdalnych zamówień bądź zachowań gości uczęszczających do lokali, w których mamy okazję pracować. Ludzie często prześcigają się w wymienianiu między sobą zabawnych historii, nierzadko rywalizując na tej płaszczyźnie. Mitologizowanie i przypisywanie sobie niektórych historii z czasem jednak staję się dosyć męczące…

Wielokrotnie powielane żarty możemy usłyszeć w delikatnie zmienionej wersji od dziesięciu osób i każdy z autorów żartu na koniec twierdzi iż to właśnie on jest prawdziwym autorem gagu i bezpośrednim uczestnikiem tego wydarzenia. Kolejny raz słysząc historię, w której to dżolero z zaczesanym do tyłu włosiem, dziesięciu kilogramowym łańcuchem przypominającą obrożę dla niedźwiedzia zamawia dla siebie Red Bulla, a dla swojej świni Malibu z mlekiem, bierze mnie na głęboką refleksję. Samo przypisanie miejsca zdarzenia jest nie lada problemem skoro każdy twierdzi, że to u niego w mieście miało miejsce dane zdarzenie.

Tych historii jest bez liku. Mniemam, że większość z nas, opowieści na temat bez alkoholowego Long Island Iced Tea czy Screwdriver przerabiało już wielokrotnie. Analogicznie do historii o subtelnym gentlemanie. W tym przypadku również mam problem z ustaleniem genezy tego wydarzenia. Kolejna rzecz, która mnie trapi. Nie mam pojęcia dlaczego taką furorę zrobił żart o ‘Modżajto’? Oprócz tego, że również miałoby być dla ‘świni’, to nie mam pojęcia. Ten żart swego czasu bił rekordy popularności na potężnym w swej naturze portalu społecznościowym, co moim zdaniem jest dowodem na kompromitację i już totalną komercjalizację tego koktajlu. Ludzie zamawiając Mojito nie robią tego dlatego, że interesuje ich skomplikowana historia czy właściwości smakowe… Robią to dlatego, że są aktywnymi uczestnikami życia wirtualnego. Poza tym, chcą być ‘trendy’, ‘cool’ … cokolwiek. Trochę kiepsko , że ludzie nie interesują się tym co piją. Oczywiście nasza w tym rola i misja, aby było inaczej.

Te wszystkie historię i żarty, mówią nam jednak coś o naturze pracy za barem. Wydarzenia jakie mają miejsca podczas naszej ciężkiej pracy, są co najmniej… komiczne. Wszyscy doświadczyliśmy kilku takich historii, które moglibyśmy uznać za wydarzenia wręcz epickie. Wymieniając je po kolei można ułożyć całkiem imponującą serie dowcipów. Postaram się podzielić kilkoma śmiesznymi doświadczeniami jakie spotkały mnie podczas dotychczasowej pracy za barem .

Jakiś czas temu, w uroczy sobotni wieczór, piastowałem zacne miejsce przy nalewaku z piwem. Wtem ujrzałem uroczą parkę kierującą się dość niepewnym krokiem w kierunku baru. Serwetki koktajlowe, uroczyste powitanie, rozpoczyna się miła konwersacja. Rekomendując kolejną propozycję , zauważyłem pewną niechęć do negocjacji i proponowanych przeze mnie rzeczy. Goście widocznie mieli już wcześniej ustalone żądania i faworyty co do trunku przy jakim chcieliby się cieszyć panującą w klubie atmosferą. Jak się później okazało chyba nie do końca…

Jacuzzi poprosimy cztery razy! [Tak chyba brzmiał podkreślony przeze mnie wyraz.]

– Hmmm… Czy mógłby pan powtórzyć, ponieważ nie dosłyszałem?

– Jacuzzi cztery razy poprosimy…

Chwila konsternacji… Zgłupiałem totalnie. Zupełnie nie miałem pojęcia, o co tak naprawdę im chodziło. Być może wynika to z mojej niewiedzy. Para zaczęła się niecierpliwić więc byłem zmuszony do działania. Kalkulowałem wszelkie możliwości i nic mi nie przychodziło ale pewna idea wpadła mi do głowy. Misterny i niebezpieczny pomysł, ale odważę się:

-Przepraszam najmocniej Pana, czy chodzi może o Kamikaze?

To było to. Rozlewany na cztery kieliszki, eliksir o niebieskim kolorze był ich życzeniem. Mimo, że starałem się ich uchronić od tego , to jednak byli nieugięci. Z uśmiechem na twarzy i pozytywnym nastawieniem rozpocząłem przygotowywanie Kamikaze. Niebieskiego płynu który zrobił furorę pod koniec XX wieku. Nie posiada może takiej elegancji i stylu jak pierwotna formuła, natomiast jest klasykiem ‘Polskiej Kultury Klubowej’. Wróćmy do historii… Ustawiłem szklanice barmańską w strategicznym punkcie i zacząłem wlewać kolejno wszystkie niezbędne składniki. Na twarzy dżentelmena ujrzałem delikatną niepewność. Po chwili z jego strony padła sugestia, że ten koktajl podaję się w czterech kieliszkach i że on nie życzy sobie dostać tego w szklance…. Hmmm… Aha. Oczywiście zobowiązany byłem wytłumaczyć moim niecierpliwym gościom na czym polega proces przygotowania. Mimo wszystkich przeciwności udało mi się przyrządzić Kamikaze i uzyskać grymas zadowolenie na twarzach degustujących. Misja zakończona sukcesem…

Kolejną historią, która wywołała we mnie zdumienie. Pewnej sobotniej nocy, w jednym z krakowskich barów, w których miałem przyjemność pracować, podeszła do mnie zjawiskowa dziewczyna. Kapitalna figura, delikatne rysy twarzy oraz piękny uśmiech. Kobieta z klasą pomyślałem…

– Dostanę Malibu?

– Jak najbardziej Proszę Panią, gorąco chciałb….

– Nie, nie…Przerwała w połowie mojego zdania. W takim razie poproszę Malibu bez niczego, tylko z mniejszą ilością rumu.

– Jak najbardziej Pro…. [ Głęboka konsternacja]

– Bez niczego i zmniejszą ilością rumuuu? Hhmm…

To zamówienie zbiło mnie totalnie z tropu. Mniej rumu… hmmm… Już zamierzałem wyjąc aparat destylacyjny w celu spełnienia życzenia tej pięknej niewiasty, jednak postanowiłem jej po prostu wytłumaczyć, że jest to najzwyczajniej w świecie niemożliwe. Ewidentnie była zdziwiona.

Te sytuacje są zabawne. Z drugiej strony jednak smuci mnie fakt, że ludzie mają problemy nawet z tak prostymi zamówieniami… że w ogóle chcą jeszcze to pic, to jest dopiero straszne. To wszystko świadczy o wielkości naszej misji.Możemy to potraktować jako motywację do dalszego samokształcenia i rozdziewiczania ludzi z zakresu miksologii. Jednak samokształcenie postawił bym jako priorytet… Do boju…

Tekst: Święty Z Bostonem.

2 thoughts on “Z perspektywy barmana: Pół żartem, pół serio.

  1. …oczywiście sie z Toba zgadzam Święty. Wiekszość z naszych gości żyje jeszcze w epoce wódki z colą, kamikadze i sławnego ,,Modżajto”.
    Osobiście miałem przyjemność obsługiwać pewnego dżentelmena, który poprosił o ,, Brązowego Ląga”…hmmmm
    Szanownemu panu chodziło (po późniejszym wytłumaczeniu) o Long Island Ice tea – TYLKO BRĄZOWE…GOSHHHHH

    Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s